|: RECENZJA :|
Kolor magii - Terry Pratchett

Ta książka to dla mnie prawdziwa legenda. To w końcu ona dała poczatek cyklu o Świecie Dysku, najzabawniejszej serii fantasy, jaką dane mi było czytać. To dzięki niej miałem okazje podróżować saniami Wiedźmikołaja razem ze ŚMIERCIĄ, oglądać operę z perspektywy babci Whaterwax, poznawać tajemnice zaklęć na Niewidocznym Uniwersytecie z Ridcully'm, zaglądać w najciemniejsze zakątki Ankh-morpork z komendantem Vimes'em, oraz podróżować po całym dysku ramie w ramie z Dwukiatem, Bagażem oraz Rincewindem... Rincewind?! O właśnie, Rincewind. Usiądźcie więc czytelnicy wygodnie, bo teraz o Rincewindzie będzie mowa.

Solar

 
Otóż Rincewind jest magiem. Co prawda bardzo mizernym magiem, znającym tylko jedno zaklęcie (ale za to jakie, fiu fiu ;)), ale jednak magiem. Jego prawdziwie magicznym talentem jest umiejętność pakowania się w kłopoty. A musicie wiedzieć, że on naprawdę się na tym zna*. I otóż nadarzyła się świetna okazja: do Ankh-Morpork przybywa Dwukiat (pierwszy turysta na Dysku) i Bagaż (który tak właściwie jest... bagażem. Ale nie można się dać zwieść pozorom, otóż jest to kufer wykonany z myślącej gruszy, jednego z najrzadszych i najagresywniejszych istniejących drzew). Dzięki niesamowitym zbiegom okoliczności Rincewind musi zostać przewodnikiem tej radosnej dwójki (groźby Patrycjusza potrafiły go do tego przekonać), toteż wesoła kompania (z czasem wzbogacona o niezwykłą osobowość: Hruna Barbarzyńcy) rusza w świat (albo raczej w dysk).

Już od razu widać, że ta książka jest jedną z pierwszych w dorobku Pratchetta. Nie pojawiają się tutaj pewne kanony znane miłośnikom Discworldu (np. Patrycjusz ma imienia, zaś Ankh-morpork jest podzielone na bogate Ankh i biedne Morpork. W kolejnych książkach ów podział nie występuje) a i fabuła jest zdecydowanie bardziej śladowa. Tak właściwie to jest ona jedynie pretekstem do istnego zalewu gagów, dowcipów i aluzji, jakimi "Kolor magii" jest wypełniony po brzegi.

Humor w tej książce jest naprawdę fantastyczny: pełno żartów słownych, błyskotliwych dialogów, dowcipnych uwag i sytuacji. Czasami fala gagów jest tak duża, że przez kilka stron nie mogłem przestać się śmiać. Najwięcej tego humoru można wchłonąć podczas dialogów Rincewinda z Dwukwiatem. Naprawdę cudowna sprawa.

Co do postaci to wykreowanie Rincewinda i Dwukwiata było strzałem w dziesiątkę. Te postacie są tak wyraziste, jednocześnie tak prawdziwe i tak zabawne, że aż płakać się chcę. Czy mag nie umiejący czarować i zdziecinniały turysta mogą być „nieśmieszni”? Owszem mogą, ale nie u Pratchetta. On potrafił swoich bohaterów wykorzystać tak wspaniale, że tylko mu pozazdrościć. Równie udanym pomysłem był dam Bagaż. Niesamowicie oryginalny (bo w końcu kto kiedy widział kufer o tysiącu malutkich stóp biegający tu i tam i atakujący z wściekłością rosomaka potencjalnych wrogów?), zabójczy (dosłownie i w przenośni) i przezabawny. Co prawda ze względu na to kim jest, mówić raczej nie może. Ale za to jak on nie mówi :)

Warto na koniec recenzji powiedzieć wszystkim zainteresowanym, że Prószyński wydał "Kolor Magii" poza zwykłym "Dyskowym" wydaniem również w tzw. "czarnej miniaturce" (podobnie, jak "Christine: S. Kinga). Taka miniaturowa wersja kosztuje jedynie 15 złotych, więc warto jej poszukać w sklepach. Mnie się udało, więc i wy macie szanse :)

A książka? No, cóż ja mam powiedzieć? Genialny początek genialnego cyklu. Kupcie, czytajcie, a będziecie się tak śmiać, że wszyscy w promieniu 50 metrów będą na was dziwacznie spoglądać. Jednym słowem: Warto przeczytać!

*nie bez złośliwości chciałbym w tym miejscu gorąco pozdrowić Raaistlina i Iselora. Już forumowicze wiedzą dlaczego ;)

Okładka
Tytuł oryginalny
The Colour of magic
Gatunek
fantastyka
Oprawa
miękka
Ocena

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!