|: RECENZJA :|
Moje pierwsze samobójstwo - Ernest Hemingway

„Byłem już blisko tego piękna. Byłem blisko i nie byłem napięty jak struna - trząsłem się jak galareta.
- Cieszę się, że panią widzę żywą - wydusiłem z siebie absurdalną krzywiznę. Chciałem oczywiście powiedzieć: <<Cieszę się, że widzę panią na żywo>>, co miało być rytualną i bezpieczną frazą wielbiciela, który zna swoją idolkę z kina, z telewizora oraz z tysięcy fotografii i obecnie wyraża ekstazę, iż widzi ją w rzeczywistości. [...]
- Też się cieszę, że widzę pana żywego - powiedziała z lekkością, a mnie natychmiast ta lekkość legła na mózgu jak ołów.”

Pilcha cenię za składnię. To co wyprawia z językiem, doprowadza mnie momentami do euforycznego podekscytowania. Dwoistość jego felietonistyczno-beletrystycznej natury powoduje,  że Pilcha się czytało, czyta i in saecula saeculorum czytany Pilch będzie. Lekkość pióra, niebanalne porównania, ironia sięgająca gwiazd – uwaga, skalam się angielszczyzną – I'm loving it.

Rzecz w „Moim pierwszym samobójstwie” dzieje się tam gdzie zwykle. To znaczy w luterskich kręgach Śląska Cieszyńskiego, którą to przestrzeń autor upodobał sobie szczególnie. Fakt Pilchowego przyjścia na świat w Wiśle właśnie, wszystko tłumaczy. Bogiem, a prawdą, tak właśnie być powinno. Bez wycieczek na drugi świata koniec, o którym artysta zobaczył w National Geographic reportaż i wydaje mu się, że na tej podstawie jest w stanie opisać z dokładnością zapierającą dech w piersiach, rzeczywistość oddaloną o przysłowiowe lata świetlne. W literaturze brakuje sielskości i tę stara się Pilch wypełnić, przez ukazywanie swojego wiślano-luterskiego podwórka.

Zbiory opowiadań mają to do siebie, że zwykle kilka z opowiedzianych historii wyróżnia się in plus, kilka ani nas ziębi, ani grzeje, a resztę zapominamy z momentem zakończenia lektury. „Moje pierwsze samobójstwo” jest jednak wyjątkiem. Ze świecą szukać chybionego pomysłu, marnej realizacji, czy też inkszej nieścisłości. Ogniwem łączącym wszystkie historie jest postać głównego bohatera – skończonego erotomana i opijusa, a także wiernego kibica Cracovii Kraków.

Mamy więc dziesięć opowiadań z genialnie prowadzoną pierwszoosobową narracją. Do narratora zaś czujemy cały wachlarz emocji. Od podziwu, przechodzącego we współczucie, do irytacji niubłaganie zmierzającej ku ostatecznemu upadkowi. Upadkowi czytelnika oczywiście. Początkowo zdaj nam się, że jesteśmy od narratora zdecydowanie różni (stosunek czytelnik-narrator wydaje się mniej więcej taki, jak relacje pomiędzy politykami lewicy a narodowcami). Jednak snute opowieści doskonale oddają istotę lechickiej natury. Bohaterem zaś nie jeden jest człowiek, a rzesza pijaków-erotomanów, w przerwach pomiędzy cielesnymi rozkoszami, oddających się nie mniej przyjemnemu kontemplowaniu meczów piłkarskich. Niekoniecznie w aurze pasiastych, biało-czerwonych barw Cracovii.

Okładka
Gatunek
opowiadania
Oprawa
twarda
Ocena

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!