|: RECENZJA :|
Pani Światła - Diana L. Paxson
Książkę tą zacząłem czytać z wielką chęcią, gdyż znajdowała się w dziale z fantastyką. Ze strony na stronę coraz bardziej mnie nudziła. Do końca dotrwałem tylko dlatego, żeby napisać recenzję i odradzić wam ten tytuł ze szczerego serca.

Król Westrii Jehan ma do dyspozycji magiczne klejnoty. Mogą one między innymi przepowiadać przyszłość. Jednak brzemię ciążące na „wybranku” klejnotów jest bardzo duże. Aby je zmniejszyć, władca poszukuje kobiety, która jest zdolna do zawładnięcia częścią klejnotów. W pewnym zamku spotyka Faris i obdarza ją płomiennym uczuciem. Muszą się połączyć aby stać się Panem i Panią Klejnotów. W tym samym czasie na królestwie ciąży wizja wojny z sąsiadem. Jednym słowem Jehan musi działać… Tak po krótce można przedstawić fabułę utworu.
 

Jeśli już o nią chodzi, to jest niezbyt ciekawa. Większość czasu spędzamy czytając obyczaje zamkowego życia. Temat sam w sobie nudny nie jest, jednak liczy się także wykonanie. A z tym jest o wiele gorzej. Autorka wprowadza do tekstu dużo dialogów i opisów, które nie wypadają najlepiej. Już na samym początku czytelnik zostaje rzucony na głęboką wodę. Wiele postaci, natłok informacji na początkowych kartach potrafi skutecznie odrzucić odbiorcę. Trzeba wykazać się niezwykłym skupieniem podczas czytania, aby zapamiętać imiona postaci. Wiele razy dosięgało mnie lekkie zdziwienie, gdyż nie miałem pojęcia co to za postać, a pojawiała się już wcześniej. Jednak z pomocą przychodzi spis wszystkich bohaterów z tyłu książki. Są dokładni opisani, więc wystarczy zerknąć i wszystko się wyjaśnia. Tempo akcji jest ,lekko mówiąc, monotonne. Nie znajdziesz tu momentów zaskoczenia, które dodają pikanterii fabule. Ciągłe zamkowe bale, spotkania i zaloty nie zaspokoją wyobraźni miłośnika fantastyki. Co prawda w jednym momencie akcja przyspiesza. Jest to o tyle złudne, gdyż następuje to na początkowych stronach i czytelnik ma prawo myśleć o tej pozycji jak o dobrej książce. Jednak chwilkę później wszystko niestety wraca do nudnawej normy. Zadowoleni natomiast będą fani typowych romansów. Trzeba przyznać, że na tym autorka się zna i potrafi zainteresować odbiorcę scenami zalotów, zdobywania kobiety, romansu itd. Poetycki język, którym posługuję się pani Paxson nadaje książce odpowiedniego klimatu(romansu) i oddaje emocje, które aktualnie panują w danym fragmencie. Im bardziej brniesz w głąb fabuły, tym więcej pojawia się poetyckich sformułowań a nawet wierszy. Jednak nie można powiedzieć, że od książki emanuje klimat dobrej fantastyki. Scen fantastycznych jest tu tyle co kot napłakał. Dlatego doznałem takiego rozczarowania.
 

Na plus zasługuje natomiast polonizacja. Tekst został przetłumaczony starannie, bez większych błędów czy nawet literówek. Tłumacz wykazał się nie lada umiejętnościami przy translacji wierszy. Niektóre posiadają nawet rymy i jeśli ktoś lubuje się w liryce, to znajdzie tu coś dla siebie. 

Gdyby pozycja ta była romansem, byłoby nawet nieźle. Jednak jest mizerną hybrydą fantastyki i romansu z naciskiem na to drugie. Nie sądzę jednak, że takie połączenie jest skazane na niepowodzenie, o czym przekonałem się czytając prozę Sapkowskiego. W tym przypadku pani Paxson zabrakło umiejętności, weny i doświadczenia(niepotrzebne skreślić). Na pewno lepiej spisałaby się pisząc powieści obyczajowe. Ale to już nie mi dane osądzać…


Okładka
Tytuł Oryginału
Lady of Light
Wydawca
Zysk i S-ka
Gatunek
fantasy
Ocena


© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!