Król
Westrii Jehan ma do dyspozycji magiczne klejnoty. Mogą one między innymi
przepowiadać przyszłość. Jednak brzemię ciążące na „wybranku” klejnotów jest
bardzo duże. Aby je zmniejszyć, władca poszukuje kobiety, która jest zdolna do
zawładnięcia częścią klejnotów. W pewnym zamku spotyka Faris i obdarza ją
płomiennym uczuciem. Muszą się połączyć aby stać się Panem i Panią Klejnotów. W
tym samym czasie na królestwie ciąży wizja wojny z sąsiadem. Jednym słowem Jehan
musi działać… Tak po krótce można przedstawić fabułę utworu.
Jeśli już o nią
chodzi, to jest niezbyt ciekawa. Większość czasu spędzamy czytając obyczaje
zamkowego życia. Temat sam w sobie nudny nie jest, jednak liczy się także
wykonanie. A z tym jest o wiele gorzej. Autorka wprowadza do tekstu dużo
dialogów i opisów, które nie wypadają najlepiej. Już na samym początku czytelnik
zostaje rzucony na głęboką wodę. Wiele postaci, natłok informacji na
początkowych kartach potrafi skutecznie odrzucić odbiorcę. Trzeba wykazać się
niezwykłym skupieniem podczas czytania, aby zapamiętać imiona postaci. Wiele
razy dosięgało mnie lekkie zdziwienie, gdyż nie miałem pojęcia co to za postać,
a pojawiała się już wcześniej. Jednak z pomocą przychodzi spis wszystkich
bohaterów z tyłu książki. Są dokładni opisani, więc wystarczy zerknąć i wszystko
się wyjaśnia. Tempo akcji jest ,lekko mówiąc, monotonne. Nie znajdziesz tu
momentów zaskoczenia, które dodają pikanterii fabule. Ciągłe zamkowe bale,
spotkania i zaloty nie zaspokoją wyobraźni miłośnika fantastyki. Co prawda w
jednym momencie akcja przyspiesza. Jest to o tyle złudne, gdyż następuje to na
początkowych stronach i czytelnik ma prawo myśleć o tej pozycji jak o dobrej
książce. Jednak chwilkę później wszystko niestety wraca do nudnawej normy.
Zadowoleni natomiast będą fani typowych romansów. Trzeba przyznać, że na tym
autorka się zna i potrafi zainteresować odbiorcę scenami zalotów, zdobywania
kobiety, romansu itd. Poetycki język, którym posługuję się pani Paxson nadaje
książce odpowiedniego klimatu(romansu) i oddaje emocje, które aktualnie panują w
danym fragmencie. Im bardziej brniesz w głąb fabuły, tym więcej pojawia się
poetyckich sformułowań a nawet wierszy. Jednak nie można powiedzieć, że od
książki emanuje klimat dobrej fantastyki. Scen fantastycznych jest tu tyle co
kot napłakał. Dlatego doznałem takiego rozczarowania.
Na plus zasługuje
natomiast polonizacja. Tekst został przetłumaczony starannie, bez większych
błędów czy nawet literówek. Tłumacz wykazał się nie lada umiejętnościami przy
translacji wierszy. Niektóre posiadają nawet rymy i jeśli ktoś lubuje się w
liryce, to znajdzie tu coś dla siebie.
Gdyby pozycja ta była romansem, byłoby nawet nieźle. Jednak jest mizerną hybrydą
fantastyki i romansu z naciskiem na to drugie. Nie sądzę jednak, że takie
połączenie jest skazane na niepowodzenie, o czym przekonałem się czytając prozę
Sapkowskiego. W tym przypadku pani Paxson zabrakło umiejętności, weny i
doświadczenia(niepotrzebne skreślić). Na pewno lepiej spisałaby się pisząc
powieści obyczajowe. Ale to już nie mi dane osądzać…