|: RECENZJA :|
Peter Pan in Scarlet - Geraldine McCaughrean
Cock-a-doodle-dooooo!!! Tej recenzji nie godzi się zacząć inaczej jak tylko powiewem radości. A powód do radości jest, bo oto i doczekała się kontynuacji jedna z najcudowniejszych książek w historii - "Piotruś Pan". Któż nie zna?! Któż nie słyszał chociaż?! Któż nie wie kim jest Jedyne Dziecko, które nigdy nie dorośnie? Przyznać się, ale już! Bić nie będę, ale pokutę dostaniesz niecny urwisie. Do biblioteki marsz i wypożyczyć egzemplarz "Piotrusia Pana". Cała reszta też, jeśli nie miała okazji się bliżej zapoznać. Nie wstydźcie się i nie bójcie. Sam też do niedawna byłem pośród waszych szeregów, ale miałem to szczęście otworzyć oczy na światło Nibylandii. Poznanie Piotrusia jest jedną z lepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały i to samo wam wróżę.

Ci natomiast co już znają wspaniałą historię Nibylandii niech starają się nadążyć za mną. Reszta będzie miała problem, bo będę opowiadał rzeczy znane tylko wtajemniczonym, a nie mam czasu dogłębnie wszystkiego tłumaczyć. ;) Squel PP powstał z inicjatywy Dziecięcego Szpitala w Ormond (dla zapominalskich - J.M. Barrie przekazał mu wszelkie prawa do swojej książki). Ogłosili konkurs na kontynuację PP, który to wygrała pani Geraldine McCaughrean i pufff - tak powstał Chocapic... znaczy się "Peter Pan in Scarlet". Wszystko pięknie i różowo gdyby nie jeden mały problem. Jeśli dobrze pamiętacie, to "Piotruś Pan" nie był pisany z myślą o jakiejkolwiek kontynuacji. To była zamknięta z każdej strony historia, więc jej ponowne otwarcie zmuszało autorkę do wycięcia paru dziur tu i tam. W skutek czego opowiedziana w nowej książce historia wymaga od nas byśmy przyjęli zakończenie oryginalnego Piotrusia za półprawdę, ale jest to cena którą jestem w stanie zapłacić. Na szczęście autorka nie wprowadziła aż tyle zmian by stworzyć ze swojej książki herezję. Jest to historia opowiedziana równie ciekawie co jej pierwowzór i w wielu względach mu dorównuje. Sam Barrie byłby dumny. ;)

Akcja "Peter Pan in Scarlet" dzieje się w koło 20 lat po powrocie Darlingów do domu. Wszyscy już dorośli i prowadzą uporządkowane życia, do momentu gdy zaczynają śnić o Nibylandii. Normalnie nie byłoby o co strzępić włosów, ale te sny stają się niebezpieczne. Są na tyle realne, że po każdej nocy zostają im pamiątki odbytych przygód. Czasami są to tylko wodorosty i rozgwiazdy po zabawie w lagunie, a czasem szable i pistolety po rozprawie z piratami. Dla Darlingów był to znak - w Nibylandii źle się dzieje! Piotruś może potrzebować ich pomocy! Trzeba więc dokonać niemożliwego i powrócić do Nibylandii. Tylko, że dla przeciętnego dorosłego jest to tak osiągalne jak podróż w kosmos. Raz, że do latania potrzeba im pyłku wróżkowego, który jest towarem niezwykle deficytowym, a dwa, że latać mogą wyłącznie dzieci. Szczególnie ostatni powód wydaje się stawiać kreskę na całej sprawie. Ale jeśli czegoś się bardzo mocno chce... dość powiedzieć, że dostanie się do Nibylandii dla osoby z wyobraźnią potrafi być prostsze niż to się może wydawać. Pomimo paru przeciwności Darlingowie (choć w nieco niepełnym składzie) jednak wyruszyli, zaopatrzeni w błogosławieństwo ponownej młodości, oraz towarzystwo wróżki o imieniu FireFlyer.

Dalej droga była już łatwa. Druga na prawo i prosto, aż do rana! Nibylandia. Wyspa magiczna, piękna i całkowicie... odmieniona. Wiecznie letni klimat jaki tam panował przesunął się bardziej w kierunku jesieni. Liście nabrały czerwonych kolorów, a zwykle spokojne i przejrzyste wody laguny stały się mętne i szumiące. Słońce też wydaje się być niżej nad horyzontem i grzać nieco mniej. Nibylandia przybrała nowego szkarłatnego koloru. Sam Piotruś też się wyraźnie zmienił. Miejsce jego ubrania z uschłych liści zastąpiły pióra sójki i liście w ciemniejszym odcieniu. Dostał też gustowną bliznę na oko. Można powiedzieć, że wtopił się w otoczenie. Najwidoczniej Darlingowie przybyli w samą porę... tylko na co? Piotruś jest zdrowy, choć nieco samotny, a samej Nibylandii też nie wydaje się nic nie zagrażać. Może i coś trzeba byłoby zrobić, ale ciężko zdecydować CO. Przy całym tempie panującym w Nibylandii, gdzie przygoda goni przygodę, nie ma czasu na nudę i zastanawianie się. Dodatkowo Darlingowie z powrotem stali się dziećmi i znowu mogli cieszyć się urokami młodości. Szybko zapomnieli o celu swej podróży i wpadli w wir zabawy.

Tak to się pokrótce przedstawia. Dalszy ciąg będziecie musieli odkryć już sami. A naprawdę warto to zrobić. Pani McCaughrean potrafiła przywrócić nam Nibylandię taką jaką ją znamy. Bardzo dobrze rozwinęła też pomysły pana Barriego. Pamiętacie Nibydrzewo? To samo, które Zaginieni Chłopcy każdego ranka odpiłowywali dzięki czemu do obiadu urosło wystarczająco by nadawać się na stolik? Jak myślicie co by się stało gdyby Piotruś byłby zbyt leniwy by robić to samemu? Drzewko bardzo urosło w ciągu 20 lat. :) Albo pamiętacie dwóch ocalałych piratów z Wielkiej Bitwy między Piotrusiem a Hookiem? Smee i Starkey. Ich też spotkamy, a jakże! Ta historia nie mogłaby się bez nich obyć. Ciekawy też koniec spotkał krokodyla. Ale to wszystko są tylko następstwa, które dość łatwo przewidzieć. Szczęściem jest zatem, że pani McCaughrean nie ograniczała się tylko do tego. Przedstawiła nam całkiem spory kawałek Nibylandii, którego nie mieliśmy okazji wcześniej poznać. Przy okazji równierz zdradziła nam jej parę nowych sekretów. Zastanawialiście się może kto ponosił konsekwencje za zaginiony stan Zaginionych Chłopców? Myśleliście może co się działo z opiekunkami, które podczas spaceru po parku z kołyską obróciły się na chwilę i zgubili swojego protegowanego? Ja też nie - do tej pory. Nie zastanawiałem się również nad losem Zaginionych Chłopców, którym zdarzyło się przypadkiem dorosnąć. A czasami się to zdarzyć musiało. Tylko co się miało później z nimi stać? Na te wszystkie pytania potrafiła bardzo zgrabnie odpowiedzieć pani McCaughrean. I zrobiła to w duchu Nibylandii, zostawiając ją miejscem równie, jeśli nie bardziej, magicznym.

Wszystko to mogłem odkrywać z tą samą pasją z jaką czytałem "Piotrusia Pana" po raz pierwszy. Jeśli wcześniej podobał się wam styl pisania Jamesa Mathew Barriego, to mogę was uspokoić, że jego naśladowniczka nie wykazała się oryginalnością i potrafiła go utrzymać. Całość ma nieco zabawnie naiwny wydźwięk kiedy dochodzi do opisów dziecięcych zabaw, oraz ich rozmyślań i rozmów, lecz potrafi podnieść ciśnienie gdy sytuacja zrobi się gorąca, a nasi bohaterowie znajdą się w niebezpieczeństwie. Umiejętności narracyjne nowej autorki są bardzo dobre i ich towarzystwo przez całą książkę jest prawdziwą przyjemnością. Jedyne czego mi brakuje to coś na miarę sceny "wymiany całusów" między Piotrusiem a Wendy z pierwszej części. Jest to scena tak urokliwa, że wracałem do niej dziesiątki razy. Kto czytał ten zrozumie. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie czegoś równie niewinnego, naiwnego i zarazem pięknego we wszystkich książkach, filmach czy grach jakie w życiu poznałem. W "Peter Pan in Scarlet" nie znalazłem czegoś na miarę tego momentu, co było trochę rozczarowujące. Nie będę jednak od autorki wymagał zbyt wiele, bo w końcu odwaliła kawał porządnej roboty. Szczególnie dzielnie podtrzymując inny element Barrie'owskiej twórczości.

"Piotruś Pan" był niezwykłą książką także dzięki temu, że potrafił odmładzać swoją treścią. Barrie umieścił tam sporo ciekawych przemyśleń na temat ogólno dziecięcy. Poświęcił sporo uwagi by pokazać swoim odbiorcom jak wielką potęgą jest wyobraźnia i marzenia. Przedstawił bajkowy świat, należący tylko do dzieci, ludziom, którzy dawno o nim zapomnieli. Sprawił, że zacząłem szukać mojej Nibylandii, którą dawno już porzuciłem. Barrie potrafił filozofać w ten dobry sposób, który mówi ludziom rzeczy, o których każdy z pozoru wie, ale nie poświęcił im należytej ilości czasu. I to jest coś co bardzo ceniłem w "Piotrusiu Panie". Cieszę się zatem, żę pani McCaughrean potrafiła w ten sam sposób przekazać trochę treści swoim czytelnikom. Nie skupia się jednak tak bardzo na urokach młodego życia, a skłania się nieco w stronę gdzie się ono kończy. Powie nam kiedy następuję pierwszy krok dziecka ku dorosłości (odpowiedź jest oczywiście banalna, ale posiadająca swoją głębię), oraz pokaże jak ważną rolę w osobowości każdego człowieka jest... ubiór. Przywdzianie odpowiednich ciuchów może znacząco wpłynąć na osobowość.

Wiecie, chciałbym z wami pogadać głębiej na temat tej książki. Ma ona prawo wzbudzić trochę kontrowersji, mianując się kontynuacją dzieła tak wyjątkowego. Chciałbym też podzielić się z wami moimi wątpliwościami co do paru potencjalnych luk w fabule, ale to równałoby się z ogromnymi spoilerami. Chciałbym dowiedzieć się jak też wam ona się spodobała... ale to będzie raczej ciężkie. :) Z tego co mi wiadomo, to nie została ona wydana jeszcze w Polsce. Miałem to szczęście, że premiera "Peter Pan in Scarlet" (gdzieś w Październiku zeszłego roku) zbiegła się z moim pobytem w Irlandii, gdzie natknąłem się na tą wyjątkową książkę. Zrobiłem sobie więc prezent na gwiazdkę, kupując piękne wydanie z autografem. :) Jedyne czego w tej chwili żałuję, to że poskąpiłem parę Euro na wersję w twardej okładce. Jest to prawdziwa perełka w mojej biblioteczce. No i uczyniła mnie jedną z pierwszych osób w Polsce, które miały przyjemność ją przeczytać. Mam więc niewątpliwy zaszczyt ją wam polecić. Powinna zostać niedługo do Polski sprowadzona. Przynajmniej mam taką nadzieję. Radzę wam więc wyczekiwać momentu w którym trafi na półki, bo jest ona naprawdę warta zapoznania się. Ale tylko jeśli przeczytaliście pierwszą część "Piotrusia Pana". Bo nawet jeśli jest to książka wyjątkowa, to obawiam się, że jako samodzielna powieść nie ma takiej siły przebicia. Z całą pewnością docenią ją miłośnicy Nibylandii, ale jeśli wcześniej nie mieliście okazji tam trafić, to możecie się nowym Piotrusiem rozczarować. A na to ta książka nie zasłużyła. Nie by jej nie docenić...

"Perer Pan in Scarlet" wystawiam 9/10. Oryginalny "Piotruś Pan", jako książka ponadczasowa zasługuje u mnie na 10/10, a jego kontynuacja utrzymując jej wszystkie tradycje spisała się wspaniale, lecz jako osobna powieść nie jest w stanie dorównać swojemu pierwowzorowi. Niemniej zachwyciła mnie sobą i mam nadzieję, że zdobędzie i wasze serca. Do zobaczenia w Nibylandii!

Okładka
Tytuł Oryginału
Peter Pan in Scarlet
Wydawnictwo
Znak
Gatunek
dla dzieci
Oprawa
twarda
Ocena


© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!