|
Peter Pan -
James Mathew Barrie
Już dobrze dzieciaczki, uspokujcie się. Usiądźcie
proszę w kółeczku i ani mru-mru. Już? Wszyscy? Bardzo dobrze,
dzieci. Cisza...
Dzisiaj opowiem wam
historię inną niż wszystkie. Będzie to historia o piratach i indianach, wróżkach
i syrenach, lataniu i niesamowitych przygodach, a tym się będzie od innych
różnić, że jej głównymi bohaterami będziecie Wy, kochane dzieci. Możecie tego
nie pamiętać, ale przysięgam wam, że każdy z was przynajmniej raz w swoich snach
odwiedził to cudowne miejsce zwane Nibylandią i miał wspaniałe przygody. Może
część z was obdarzona nieco lepszą pamięcią, lub ci na tyle młodzi, że jeszcze
niedawno tam byli są w stanie odtworzyć pewną szczególną postać. To Piotruś Pan.
Największy zuchwalec na świecie i jedyne dziecko, które nigdy nie dorośnie. Jak
był jeszcze bardzo mały to uciekł od matki i zamieszkał razem z wróżkami w
Nibylandii i od tego czasu tam pozostał. Uwielbia ryzyko i popisywać się przed
innymi, a nienawidzi wszystkich dorosłych ze szczególnym uwzględnieniem matek. W
dodatku posiada fatalną pamięć - gotów zapomnieć o tobie i całym świecie w
obliczu okazji do dobrej zabawy. No i najważniejsze ze wszystkich - posiada tak
wybitną wyobraźnię, że to co powstanie w jego głowie nabiera realnych kształtów.
Przy nim nie sposób się nudzić, za to można się czasami zirytować z powodu jego
zuchwalstwa. To do niego należy cała Nibylandia. Do niego i jego załogi, ale on
nie lubi jak mu się o tym przypomina. Piotrusia nie sposób zapomnieć, tak
potrafi wryć się w pamięć i serce. Ja ze wszystkich rzeczy najlepiej pamiętam
chyba jego koguci piew. Dużo dziewczynek słyszy go podczas snu - może któraś
jest w stanie sobie go przypomnieć. Naprawdę żadna? Cóż, widać, że nadeszła
właściwa pora. Przyszedł mój czas by wam o tym wszystkim przypomnieć.
Ale ponieważ Nibylandia jest miejscem na tyle przygód, że nikt nie jest w stanie
ich zliczyć będę musiał się skupić na jednej z nich. Tej, która miała na
Nibylandię największy wpływ. Słuchajcie więc... Zaczęło się wszystko w Anglii w
domu rodziny Darling. Była to najszczęśliwsza rodzina na świecie. Pan Darling
był poważnym biznesmenem, jednym z tych co naprawdę znają się na swoim fachu i
potrafią o nim mówić w ten sposób, że każdy jest gotów w to uwierzyć. Pani
Darling natomiast jest uroczą damą i dumną matką trójki dzieci. Cudowna mama,
której całym szczęściem są jej pociechy. Wendy, która już od dawna wiedziała, że
musi dorosnąć. Nie przeszkadzało jej to, bo należy do tych, którzy to lubią.
John, młodszy brat Wendy, traktujący ją z właściwą dla młodszych braci drobną
wredotą. Oraz Michael, najmłodszy z całej trójki i przez to najbardziej niewinny
i uroczy. Całej piątce towarzyszy jeszcze wyjątkowa niania. Wyjątkowa dlatego,
że jej preferowanym sposobem poruszania jest czteronożny. Ale fakt, że Nana jest
psem wcale nie czyni jej mniej poręczną. Jest ona prawdziwym skarbem dla rodziny
Darling. Trudno o lepszą nianię.
Jak już mówiłem - jest to najszczęśliwsza rodzina na świecie. Była przynajmniej
do czasu, aż w ich życie wkradł się Piotruś Pan. Pojawił się pewnej nocy bez
zbednych zapowiedzi w snach dzieci, gdzie na dobre się zadomowił. Zwykle
zakradał się do ich sypialni jak spali i porywał ich do Nibylandii gdzie mieli
wspaniałe przygody. Czasami tylko siadał na brzegu łóżka Wendy i grał jej na
swoich piszczałkach. I mogłoby to tak zostać gdyby tylko Nana nie wyrwała mu
jego cienia podczas jednej z wizyt. Kiedy Piotruś wrócił innej nocy by odzyskać
swój cień, nieomyślnie obudził Wendy... i tak zaczęła się ich znajomość. Zabrał
Wendy i jej dwóch braci do Nibylandii, gdzie przedstawił ich Zaginionym Chłopcom
(to jego banda, o której mówiłem). Tam Wendy zgodziła się zostać matką całej
gromadki. Prawdopodobnie jej serce nie mogło odmówić takiej ilości słodkich
twarzyczek, które od dawna żadnej matki nie widziały.
Wtedy właśnie zaczęła się największa w życiu młodych Darlingów przygoda. Piotruś
przestawił im całą Nibylandię. Złożył im cały świat u stóp. Chcielibyście
wiedzieć skąd to wszystko wiem? Otóż po powrocie Wendy i jej rodzeństwa do domu
(co stać się w końcu musiało), Wendy opowiedziała całą historię pewnemu miłemu
panu, który za jej pozwoleniem ją opublikował. Owym gentelmenem był James Mathew
Barrie i najpierw przedstawił swoją wersję "Piotrusia Pana" jako sztukę
teatralną, by później spisać ją w postaci książki. Z tej oto książki
dowiedziałem się o Piotrusiu i Nibylandii, dzięki czemu mogłem wam ją teraz
opowiedzieć. Mógłbym wam zresztą powiedzieć dużo więcej. Całą znaną mi historię
Nibylandii! O domku pod ziemią gdzie żyli Zaginieni Chłopcy wraz z Piotrusiem i
Dzwoneczkiem (to wróżka, która towarzyszy Piotrusiowi), o piratach i ich
najstraszliwszym kapitanie - Jamesie Hooku, który od lat ściga Piotrusia za to,
że ten odciął mu prawą dłoń, o Wielkiej Bitwie, która ostatecznie rozstrzygnęła
ich spór, o lagunie i zamieszkujących ją syrenach, o wróżkach, o Nibydrzewie i
Nibyptaku, o Indianach... Nibylandia jest miejscem na tyle przygód, że życia nie
starczy temu, kto próbowałby je zliczyć. Mógłbym wam opowiedzieć o tych paru,
które przyszedło mi poznać, ale to by wam zepsuło całą przyjemność z poznania
ich na własną rękę. No i obawiam się, że moje umiejętności narracyjne nie są w
stanie dorównać tym jakie posiada pan Barrie. Nie chciałbym dla was zepsuć tej
opowieści.
Ona jedna na to nie zasłużyła. Nie na to by jej nie docenić. Przeczytałem ją na
razie trzy razy, a wiem, że przed końcem roku przeczytam przynajmniej kolejne
trzy. Moje ulubione fragmenty przeczytałem za to z razów trzydzieści. I wracam
do nich kiedy tylko wpadnę w chandrę. Wiecie, oglądałem kiedyś film, gdzie mąż
pyta się żony (któryś raz z rzędu czytała tą samą książkę) "Po co czytać
książkę, skoro znasz jej zakończenie?", na co mu odpowiedziała, że to samo
czytanie sprawia jej przyjemność. Dokładnie tak czuję się wobec "Piotrusia
Pana". Bo zawsze gdy z nim obcuję, to czytam ją po raz pierwszy. Zawsze się nią
zachwycam i nie zamierzam przestać. Nawet wiedząc co się stanie, bo i za
pierwszym razem wiedziałem. Chciałbym się z tego względu podzielić z wami pewnym
uczuciem jakim darzę tę książkę. Otóż nie będzie żadną niespodzianką jeśli
powiem, że Piotruś po odprowadzeniu Wendy i jej rodzeństwa, nie został z nimi.
Już na wstępie wspomniałem, że jedno tylko dziecko nigdy nie dorośnie. Piotruś
nie mógł zostać. I choć to wiem, to sam nie mogę się powstrzymać, by życzyć by
stało się inaczej. Zawsze gdy dochodzę do tego jednego momentu, to mimo iż znam
ciąg dalszy, mam w sercu cichutką nadzieję, że Piotruś jednak da się przekonać.
Że zrezygnuje na chwilę ze swojej dumy, zrealizuje, że może pora dorosnąć, że
Wendy go namówi... lub żeby chociaż został na parę dni. Tak na początek, by
później chcieć zostać na stałe. Jednak żaden z tych scenariuszy nigdy się nie
spełnia. Choćbym nie wiem jak mocno życzył. Przeznaczeniem Jedynego Dziecka jest
wieczne przeżywanie przygód w Nibylandii wraz z każdym kto będzie miał szczęście
tamtędy przelatywać. Ale to nie znaczy, że tyle o nim słyszeli Darlingowie.
Ciekawiście, prawda? :> Ale tego wam już nie zdradzę. To byłaby podłość z mojej
strony.
Ale już robi się późno kochane dzieci... Obawiam się, że nasz dzisiejszy czas
się skończył. Jutro opowiem wam może coś innego, a historię Piotrusia
pozostawiam wam do zbadania na własną rękę. Przysięgam, że nie pożałujecie. A
może i część z was będzie do niej wracać tak chętnie jak ja. Może też będziecie
każdą swoją wizytę w Nibylandii kończyć tak jak ja, wedle jednego scenariusza. Z
książką przytuloną do piersi, łzą wzruszenia spływającą po policzku i z tęsknym
"Ja chcę do Nibylandii" na ustach...
|
 |
| Tytuł Oryginału |
| Peter Pan |
| Wydawnictwo |
| Zielona Sowa
|
| Gatunek |
| dla młodzieży |
| Oprawa |
| twarda |
|
|