|
Dzieci Hurina - John Ronald Reuel Tolkien
FRAGMENT KSIĄŻKI
John Ronald R. Tolkien
Dzieci Hurina
Túrin
syn Húrina w owym roku liczył zaledwie pięć lat, a na początku wiosny
jego siostra Urwena skończyła trzeci rok życia. Kiedy biegała wśród pól,
jej włosy były jak żółte lilie w trawie, a jej śmiech jak radosny śpiew
strumienia spływającego ze wzgórz i mknącego dalej obok ścian domu jej
ojca. Strumień ów zwał się Nen Lalaith, więc wszyscy domownicy nazywali
dziewczynkę Lalaith, a póki była wśród nich, radowały się ich serca.
Lecz
Túrin nie cieszył się taką miłością, jak ona. Odziedziczył po matce
ciemne włosy i chyba także usposobienie, gdyż nie był wesoły i rzadko
się odzywał, choć nauczył się mówić wcześnie. Zawsze wyglądał na
starszego, niż był w rzeczywistości. Długo pamiętał niesprawiedliwość i
każde szyderstwo, lecz miał też w sobie ogień swego ojca i potrafił się
zachować porywczo i gwałtownie. Jednakże łatwo ogarniała go litość, a
widok krzywdy lub smutku odczuwanego przez jakąkolwiek żywą istotę
potrafił mu wycisnąć łzy z oczu. W tym także przypominał ojca, bowiem
Morwena była tak samo surowa dla innych, jak i dla siebie. Túrin kochał
matkę, gdyż przemawiała do niego otwarcie i prosto. Ojca widywał rzadko,
ponieważ Húrin często przebywał poza domem, strzegąc w służbie Fingona
wschodnich granic Hithlumu, a kiedy wracał, jego szybka mowa, pełna
dziwnych słów, żartów i ukrytych znaczeń, oszałamiała i onieśmielała
Túrina. W tym czasie całe uczucie przelał na Lalaith, swą siostrę, lecz
bawił się z nią rzadko. Wolał strzec jej tak, by go nie widziała, i
obserwować, jak biega po trawie lub przechadza się pod drzewami,
śpiewając piosenki, które dzieci Edainów ułożyły dawno temu, gdy czuły
jeszcze na wargach świeżość mowy elfów.
-
Piękna jak dziecię elfów jest Lalaith - rzekł Húrin do Morweny - lecz,
niestety, nie tak długowieczna! Może właśnie przez to jest nam droższa.
Túrin
długo zastanawiał się nad tymi słowami, lecz pojąć ich nie potrafił.
Nigdy bowiem nie widział dzieci elfów. W owym czasie na ziemiach jego
ojca nie mieszkali żadni Eldarowie, a widział ich tylko raz jeden, kiedy
to król Fingon przejeżdżał przez Dor-lómin ze swymi wasalami i błyszcząc
srebrem i bielą, przekroczył most na Nen Lalaith.
Lecz
zanim rok dobiegł końca, okazało się, jak prawdziwe były słowa ojca
Túrina. Zły Dech dotarł bowiem nad Dor-lómin i chłopiec zachorował.
Długo leżał w gorączce, dręczony przez mroczne sny, a gdy przeznaczenie
i siła życiowa sprawiły, że wyzdrowiał, zapytał o Lalaith. Lecz jego
opiekunka odparła:
- Nigdy
już jej tak nie nazywaj, synu Húrina, a o swą siostrę Urwenę musisz
pytać matkę.
Gdy
Morwena przyszła do niego, Túrin rzekł:
- Nie
jestem już chory i pragnę ujrzeć Urwenę. Dlaczego nie wolno mi już
wymawiać imienia Lalaith?
-
Ponieważ Urwena nie żyje i ucichł śmiech w tym domu - odparła matka. -
Lecz ty, synu Morweny, żyjesz i żyje Nieprzyjaciel, który nam to
uczynił.
Nie
próbowała go pocieszać, gdyż sama przyjmowała boleść w milczeniu i z
zimnym sercem. Húrin zaś cierpiał otwarcie. Ujął swą harfę, by pieśnią
wyrazić ból, lecz nie potrafił zagrać ani jednej nuty. Roztrzaskał więc
harfę, wyszedł przed dom i wyciągnąwszy rękę ku północy, zawołał:
- Ty,
który znaczysz Śródziemie bliznami! Obym mógł cię spotkać twarzą w twarz
i poznaczyć ranami, jak uczynił to król Fingolfin!
Túrin
gorzko płakał nocami w samotności i nigdy już przy Morwenie nie
wspominał imienia swej siostry. Do jednego tylko przyjaciela wówczas się
zwracał i rozmawiał z nim o swym smutku i pustce, jaka zapanowała w
domu. Przyjaciel ten zwał się Sador i służył w domu Húrina; chromał i
niewiele się liczył. Był niegdyś drwalem. Przez przypadek czy też
nieumiejętne obchodzenie się z toporem odrąbał sobie prawą stopę, a
pozbawiona jej noga się skurczyła. Túrin nazwał go Labadalem, co znaczy
Skakun, lecz imię to nie było Sadorowi niemiłe, gdyż zrodziło się ze
współczucia, a nie z pogardy. Pracował on w gospodarstwie, wytwarzając i
naprawiając drobne sprzęty domowe, umiał bowiem obrabiać drewno.
Túrin
przynosił przyjacielowi to, czego Sador akurat potrzebował, chcąc
oszczędzić mu wysiłku przy chodzeniu; czasami, jeśli sądził, że może się
to Sadorowi przydać, zabierał dla niego po kryjomu jakieś narzędzie lub
kawałek drewna, który znalazł niestrzeżony. Sador uśmiechał się wówczas,
lecz nakazywał mu odnosić to wszystko na miejsce. Mówił wtedy:
- Dawaj
szczodrą ręką, lecz tylko to, co należy do ciebie.
Nagradzał serdeczność chłopca, jak umiał, rzeźbiąc dla niego figurki
ludzi i zwierząt, lecz Túrinowi najbardziej podobały się opowieści z
czasów Dagor Bragollach. Sador był wówczas młodzieńcem i lubił teraz
wspominać krótkie dni pełnego rozkwitu swych męskich sił przed
okaleczeniem.
-
Powiadają, że wielka była to bitwa, synu Húrina. Odwołano mnie owego
roku od pracy w lesie, bym służył w potrzebie, lecz nie wziąłem udziału
w Bragollach, gdzie z większym honorem mógłbym otrzymać taką samą ranę.
Stało się tak, ponieważ przybyliśmy za późno - po to jedynie, by
przynieść na marach starego pana Hadora, który poległ, walcząc w straży
króla Fingolfina. Przystałem wtedy do żołnierzy i przebywałem w Eithel
Sirion, wielkiej warowni królów elfów, przez długie lata, choć może tak
mi się tylko wydaje, monotonne bowiem wiodłem potem życie. Byłem w
Eithel Sirion, gdy twierdzę zaatakował Czarny Król, a Galdor, ojciec
twego ojca, dowodził wojskiem w zastępstwie króla. Poległ podczas tego
ataku i widziałem, jak przywództwo i komendę przejmuje twój ojciec, choć
ledwie niedawno osiągnął wiek męski. Powiadano, że płonął w nim ogień,
od którego rozpalał się miecz w jego ręce. Postępując za nim,
zepchnęliśmy orków na piaski. Od tego dnia nie odważali się zbliżyć do
murów na odległość wzroku. Lecz ja, niestety, straciłem już serce do
walki, gdyż widziałem wystarczająco wiele krwi i wystarczająco dużo ran.
Pozwolono mi wrócić do lasów, za którymi tęskniłem. I tam właśnie
zostałem kaleką. Tak to już bywa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim
strachem, może się przekonać, że zdąża jedynie skrótem na jego
spotkanie.
Tak
Sador mówił do Túrina, gdy chłopiec już podrósł. Syn Húrina począł
zadawać liczne pytania, na które Sadorowi trudno było odpowiadać, gdyż
uważał, że chłopca powinni uczyć najbliżsi krewni.
Pewnego
dnia Túrin rzekł do niego:
- Czy
Lalaith naprawdę była podobna do dziecka elfów, jak powiedział mój
ojciec? I co miał na myśli, mówiąc, że nie jest tak długowieczna?
- Była
bardzo podobna - odrzekł Sador - jako że w pierwszych latach młodości
dzieci ludzkie i elfie wydają się blisko spokrewnione. Lecz dzieci ludzi
rosną szybciej i ich młodość szybko przemija. Taki jest nasz los.
Wtedy
Túrin zapytał go:
- Co to
jest los?
- Jeśli
chodzi o los ludzi - odparł Sador - musisz o to zapytać mądrzejszych od
Labadala. Wiadomo, że szybko opadamy z sił i umieramy, a bywa i tak, że
niejednego spotyka śmierć przed nadejściem starości. Elfowie zaś nie
tracą sił i nie umierają, chyba że ciężko zranieni. Można ich uzdrowić z
rozpaczy i ran, które zabiłyby ludzi, a niektórzy powiadają, że elfowie,
nawet unicestwieni, powracają. Z nami tak się nie dzieje.
- A
więc Lalaith nie wróci? - rzekł Túrin. - Dokąd odeszła?
- Nie
wróci - odpowiedział Sador. - A dokąd odeszła, nie wie żaden człowiek, a
przynajmniej nie wiem tego ja.
- Czy
zawsze tak było? Czy też może nikczemny król rzucił na nas jakąś klątwę,
tak jak zesłał Zły Dech?
- Nie
wiem. Niewiele wiemy o tej Ciemności, która leży za nami. Może ojcowie
naszych ojców mogliby nam coś o tym opowiedzieć, lecz nie uczynili tego.
Nawet ich imiona zostały zapomniane. Między nami a życiem, które
porzucili, uciekając nie wiadomo przed czym, stoją Góry.
- Czy
czegoś się bali? - zapytał Túrin.
-
Możliwe - odrzekł Sador. - Możliwe, że uciekaliśmy ze strachu przed
Ciemnością po to tylko, by znaleźć ją tutaj przed sobą i nie mieć żadnej
już drogi ucieczki prócz tej wiodącej ku Morzu.
- Ale
my się już nie boimy - powiedział Túrin. - Nie wszyscy się boją. Mój
ojciec się nie lęka i ja też nie będę się bał, albo przynajmniej,
podobnie jak moja matka, będę się bał, lecz nie pokażę tego po sobie.
Zdało
się wtedy Sadorowi, że oczy Túrina nie są oczyma dziecka, i pomyślał:
"Boleść jest kamieniem szlifierskim dla silnego ducha".
Głośno
zaś rzekł:
- Synu
Húrina i Morweny, Labadal nie potrafi odgadnąć, co jest pisane twemu
sercu, lecz rzadko i niewielu będziesz okazywał, co w nim nosisz.
Wówczas
Túrin powiedział:
- Może
lepiej nie mówić, czego się chce, jeśli nie można tego otrzymać. Ale
chciałbym być Eldarem, Labadalu. Wtedy Lalaith mogłaby powrócić, a ja
ciągle bym tu na nią czekał, nawet gdyby jej nieobecność się
przeciągnęła. Jeśli tylko zdołam, zostanę żołnierzem króla elfów, jak
ty, Labadalu.
- Wiele
się możesz od nich nauczyć - odparł Sador i westchnął. - Są plemieniem
pięknym i zdumiewającym, i mają moc zjednywania sobie serc ludzkich. A
jednak czasami myślę, że lepiej by było, gdybyśmy nigdy ich nie
spotkali, lecz wędrowali swoimi własnymi drogami. Z dawien dawna bowiem
posiadają oni wiedzę, są dumni i wytrzymali. W ich blasku przygasamy
albo płoniemy zbyt szybko, a brzemię naszego przeznaczenia tym bardziej
nam ciąży.
- Lecz
mój ojciec ich kocha - powiedział Túrin - i gdy nie znajduje się wśród
nich, nie jest szczęśliwy. Powiada, że prawie wszystkiego, co umiemy,
nauczyliśmy się od nich i że dzięki nim staliśmy się szlachetniejsi.
Mówi, że ci ludzie, którzy ostatnimi czasy przybyli zza Gór, są niewiele
lepsi od orków.
- To prawda - odparł Sador - przynajmniej jeśli chodzi o niektórych z
nas. Lecz piąć się wzwyż jest trudno, a z wysoka bardzo łatwo spaść na
sam dół.
dan_daki
|
 |
| Tytuł Oryginału |
| The Children of Hurin |
| Gatunek |
| fantastyka |
| Cena |
| 39 zł |
|
|