Moje ja
Tekst dedykowany wszystkim pijanym poetom co to nad brzegiem rzeki w blasku księżyca stoją.
Moje stopy
którymi każdego dnia depcze świat, wgniatam ziemię, tworze na jej niegdyś gładkiej powierzchni dziury, wgniecenia. Przez tyle lat maltretuje chodniki, ścieżki, skwery, łąki, rynki, podłogi, dywany, pola itd. Uwielbiam chodzić boso. Kiedy moje stopy nie są otoczone skarpetkami, czy obuwiem, to każdy krok odczuwam mocniej, intensywniej, jakby pełnej. Wiem wtedy, że jest mój, tylko mój i na pewno mój. Czuje jak grudki ziemi zostają między palcami, jak skóra boli od chropowatej powierzchni, czuje nacisk mojego ciała. Moje stopy są kroniką tego co robiłem. Odbiły na sobie każdy mój krok, każde miejsce w którym kiedykolwiek przebywałem, każdy kamień/puszkę/piłkę które kopałem/kopie z radością na twarzy. Były ze mną zawsze i wszystko pamiętają. Niejednokrotnie w formie odcisków.Moje nogi
na których udało już mi się przejść kawał świata (konkretnie ten kawałek w którym znajduje się Polska i Słowacja). Jedną z wielu rzeczy jakie kocham robić w życiu jest chodzenie. Bo jestem typem włóczęgi, nie lubię przebywać za długo w jednym miejscu, moje niesforne nogi zaraz chcą mnie zabrać ze sobą w świat. Są trochę jak dwa młodziutkie kundelki, których nijak nie idzie ugłaskać i udomowić. Czego bym nie robił one i tak każą mi wstać i iść. A ja z największą radością się im podporządkuje. Hejże ho, hejże ha i do przodu!Moje kolana
często uginały się od nadmiaru pracy. Kiedy musiałem rąbać siekierą drewno, zwozić śmieci wózkiem, latać na dodatkowe zajęcia, uczyć się do sprawdzianów (z resztą za dwa tygodnie dopiero czeka mnie egzamin po gimnazjalny, ale ja nie pękam, będzie dobrze :)), pomagać w domu i robić masę innych rzeczy ściśle związanych z wysiłkiem, tak fizycznym jak i psychicznym. Nie myślcie tylko, że ja tutaj narzekam i że jestem leń skończony i że praca mnie hańbi etc. Bo ja mam to do siebie, że się nie skarżę i choćby najcięższą i najnudniejszą pracę staram się wykonać bez zmrużenia oka. Tylko kolana, jak dwa wyznaczniki prawdy uginają się, manifestując swoje zmęczenie i niechęć, nawet jeżeli nie pozwalam, by na mojej twarzy pojawił się choćby znak znużenia.Mój brzuch
, który ma to do siebie, że raz rośnie, raz maleje. Czasami potrafi bardzo przeszkadzać, kiedy dokuczliwie domaga się porcji wody, kiedy ja nie chcę jej jeszcze marnować, bo wiem, że potrzebna mi będzie później. Mój brzuch jest jak rozkapryszony bachor, kiedy jest pusty potrafi burczeć do mnie cały czas, że kanapka, że frytki, że oliwki, że jeść. A kiedy w końcu zmęczony siłą jego zrzędzenia dam mu coś do jedzenia. To ułoży się powoli i uśnie zadowolony. Najważniejsze jest tylko nie dać brzuchowi wejść sobie na głowę. Wtedy jest dobrze.Moje ręce
którymi wykonałem większość najważniejszych czynności mojego życia. Nimi piszę, nimi gram na gitarze, nimi witam się z przyjaciółmi, nimi robię praktycznie wszystko. Często też się o nie boje. Bardzo boje się, że kiedyś mógłbym je stracić. Wiem, że nie umiałbym poradzić sobie bez rąk, nie mógłbym robić tylu ukochanych przeze mnie czynności. Jeśliby dobrze pomyśleć to moje ręce są moim drugim językiem. Za ich pomocą mówię pismem, mówię muzyką, mówię rysunkiem. Mogę też mówić uderzeniem, lecz tego nie stosuje. To kwestia zasad. Poza tym moimi rękoma zrobiłem wiele dobrego. Nosiłem ciężkie torby sąsiadce, wyprowadzałem siostrze psa, nosiłem drewno, naprawiałem drzwi do pokoju itd przez co widywałem uśmiech na twarzach bliskich.Moja szyja
której czasami szczerze współczuje. Przez cały czas musi dźwigać moją szacowną głowinę, niejednokrotnie pada ze zmęczenia, kiedy długo siedzę zgarbiony nad jakąś recenzją której nie mogę dokończyć. Ale nigdy się nie skarży, jest jak milczący pracownik który bez słowa chcę wykonać swoją pracę jak najlepiej. Szanuje ją za to.Moja głowa
a właściwie twarz, która jest prawdopodobnie najważniejszym elementem mojego ciała. Bo w końcu bez ręki, czy nogi da się jakoś żyć, ale bez głowy (a więc i twarzy) myślę, że to by nie przeszło. Przy pomocy twarzy wyrażam większość moich myśli i emocji, jest to także moja wizytówka. Większość ludzi kojarzy mnie właśnie z twarzy, bo ponoć twarz mam charakterystyczną. Cóż, może praca modela nie jest mi przeznaczona, ale na swój wygląd nie narzekam. Najważniejsze jest dla mnie żeby twarz była szczera. Nie chciałbym mieć pokerowej twarzy, która nawet na największe niepowodzenie, największy ból reaguje stoickim spokojem. Dla mnie twarz powinna być ruchliwa (ale bez przesady ;)) i przedew wszystkim umiała wyrażać nasze uczucia. Dlatego śmieje się całą twarzą kiedy coś mnie bawi, płaczę, tak że łzy ciekną mi po policzkach, kiedy czuje, że tego mi potrzeba. Bo tamowanie uczuć i sprawianie, żeby zbierały się pod twarzą powoduje nadęcie i cholesterol pod policzkami. A tego tygryski nie lubią ;). Kończąc temat głowy dodam jeszcze, że na jej czubku mam masę puchatych włosów rozchodzących się na wszystkie strony. Brak prób ich skracania, bądź przylizywania to taki mój mały, prywatny manifest radości, że mnie tam jest ze zwichrowanym mózgiem dobrze :)Mój umysł
jest umysłem typowego humanisty. I nie jest to zwykła wymówka na tróje z przedmiotów ścisłych. Ja po prostu uwielbiam pisać, uczyć się historii, czy Polskiego. Trochę gorzej radzę sobie z językami obcymi, ale "Czarnoksiężnika z krainy Oz" po angielsku zrozumiałem a i niemiecką telewizję oglądałem parę razy i coś niecoś pokapowałem. Bez fałszywej skromności uważam się za dość inteligentną osobę. Prawdopodobnie dlatego, że kocham myśleć. Bo myślenie ostatnimi czasy zanika na skutek wyparcia przez różnego rodzaju substytuty, zwłaszcza wśród uczniów Gimnazjów. Ja jednak nie poddaje się temu nurtowi. Pod moją czaszką kłębi się nieustanny tajfun myśli, morze pytań, odpowiedzi, stwierdzeń i przypuszczeń. I wiecie co? Mnie to cieszy.Moje Ja
jest tym co opisałem powyższej i jeszcze czymś tam.Solar