Drużyna ma żeń rz

Klasa 3B była klasą jak każda inna w gimnazjum. Klasą, w której występowało koleżeństwo, pomoc, ale jak to bywa, również przemoc, gniew, zazdrość i głupota. Drugi zestaw wartości szczególnie widoczny był na wuefie. Nie będę się zagłębiał w sytuacji, ale powiem tylko, że klasa była podzielona na dwie grupy, które już kiedyś wymieniłem: ludzi i odpadki. Odpadki to ci, którzy nie mają po prostu talentu do sportu zespołowego. Za to właśnie są gnębieni. Chociaż że jeden skacze w dal, drugi serfuje, trzeci gra w szachy, to nieważne, bo żaden z nich nie jest dobrym piłkarzem, siatkarzem, czy koszykarzem.

No ale większość (a przynajmniej większość w rozumieniu prawa dżungli) na wuefie chciała pograć sobie w nogę czy unihokeja. No i najlepiej bez tych słabszych, bo co oni mają robić, tylko sport kaleczą. Niestety nikomu nie przyszło do głowy, że ci słabsi też chcą sobie pograć. Jednak nie da się ich humanitarnie pozbyć, więc muszą grać. Przy dzieleniu się na zespoły, słabsi oczywiście zostają na końcu, jak zwykle. No i jak zwykle wybierani są tylko po daniu pozytywnej odpowiedzi na pytanie (retoryczne niestety): Idziesz na bramkę!

No i zaczęła się gra. Fajnie się grywało. Dopóki jakiś słabiak nie wpuścił szmaty. Wtedy trzeba mu nakopać. Najpierw należy go ochrzanić w stylu "Ku**a graj debilu!!!" czy "no co ty kur*a robisz?". Po drugiej skopanej akcji już należy obchodzić się z durniem ostrzej, w stylu "bo ci zaraz ku**a zapi***ole". Kiedy nawet taka perswazja do niego nie dociera i nadal nie potrafi grać lepiej ode mnie, należy mu przyj**ać. Walnąć w ramię, kopnąć w dupę, pieprznąć przez łeb, niech się wreszcie nauczy albo wyp****ala z boiska.

Dobra, trzeba grać, Robert - Twoja! idziesz, idziesz. Robert, jeden z lepszych zawodników był sam na sam z bramkarzem, wycelował 2 metry od bramki i strzelił... daleko od któregokolwiek słupka. "Robert, coś ty zrobił?" - to było najwulgarniejsze z wypowiadanych po tej akcji komentarzy. Do niego nikt nie miał żalu, bo ci lepsi go lubią, a ci gorsi rozumieją, że każdy może coś spieprzyć. Niestety, gdyby jakiś słabiak tak spieprzył tę akcję, dostałby po mordzie.

Pozbawione prawa do głosu i do zabawy, wcześniej już wspomniane, odpadki postanowiły nie siedzieć bezczynnie. Wzięli łopaty i przyszykowali się do ofen... tfu! Oni użyli mózgów. Stworzyli własną drużynę. Drużynę stworzoną z najsłabszych z najsłabszych. Drużynę statystycznie słabą, ale drużynę idealną. Taką, w której nikt na nikogo nie krzyczy, nikt nikogo nie bije. Kiedy ktoś spieprzy akcję to jest nieważne. Ważne, że drużyna może grać. Liczy się gra, a nie wynik. Niestety nie wszyscy o tym pamiętają.

Powiecie, że ta drużyna słabiaków dostawała, potocznie mówiąc, w dupę? Nie! Dzięki znakomitemu zrozumieniu się współzawodników oraz bardzo mocnej obronie (niełatwo jest strzelić gola, gdy na bramce stoi czterech zawodników) drużynia nie była wcale zła. Nawet czasami potrafiła wygrać z tymi, którzy teoretycznie są cztery ligi wyżej. Bo gdy ktoś kopnie piłkę, a nuż za n-tym razem wreszcie wleci do bramki. A nuż piłeczka hokejowa prześlizgnie się pod nogami obrońcy. I takim sposobem zespół słaby stworzony z odrzutków jest w stanie wygrywać z najlepszymi.

Tomasz Rabczewski
(tomasz.rabczewski@wp.pl)
http://tomasz.rabczewski.w.interia.pl

Wszystkie imiona zostały celowo zmienione. Sytuacja jest oparta na faktach, jednak wszelkie podobieństwo do osób lub zdarzeń (przynajmniej dla czytelników AM) jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.