Chodzenie
-Ja już nie mogę dłużej bez chłopaka
-No, ja bym nie wytrzymała w twojej sytuacji, nikogo nie mieć, tak w ogóle to ile już czasu jesteś sama?
-Czekaj, chyba gdzieś z dwa czy trzy tygodnie
-To długo, ja jeszcze nigdy tyle nie byłam bez, a szukasz jakiegoś nowego?
-Szukam, ale nie mogę znaleźć, ja już naprawdę nie wytrzymuję, muszę jakiegoś mieć
(fragment przypadkowo usłyszanej na dworcu PKS rozmowy dwóch dziewczyn w wieku około 12-14 lat)
"Mam dziewczynę" "Chodzę z nim" "Nie masz dziewczyny? Stary, znajdź sobie, naprawdę, musisz mieć" "Muszę mieć chłopaka" To tylko kilka zwrotów używanych w typowej rozmowie nastolatków. W przytoczonym przeze mnie dialogu również mamy podobny temat. Chodzenie, chodzenie, chodzenie... Czym jest to chodzenie, że nastolatki tak się tym przejmują, nie mogą bez tego żyć? Spróbuję w tym tekście zastanowić się nad tym.
Idziesz ulicą, patrzysz, idą chłopak i dziewczyna, trzymają się za ręce. Myślisz, też bym tak chciał. A może masz partnera i idziesz do niego, może o nim myślisz? Na pewno gdy czytasz te słowa, jeśli z nikim nie chodzisz, myślisz że chciałbyś z kimś chodzić lub jeśli masz dziewczynę lub chłopaka, mimowolnie myślisz o nim. Jeśli nie, zaliczasz się do tej nielicznej, wyklętej grupy, do której należę również ja, a w której to grupie nikt nie ma partnera i nikt go nie szuka.
Chodzenie, co to jest chodzenie, spotyka się kobieta i mężczyzna, całują się, trzymają za ręce itp.? Kochają się? Czym jest miłość w tym wypadku? Rozległy to temat, ale warto się go podjąć.
A zatem, ustalmy definicję, by potem przejść do rozważań. Chodzenie to zjawisko dotyczące dwóch osób, które się kochają i spędzają ze sobą czas. Definicja teoretyczna. A od teorii do praktyki droga daleka.
Jak jest w rzeczywistości? Wystarczy przejść się ulicami, aby się dowiedzieć. Albo ktoś ma partnera, albo go szuka. Jeśli ktoś nie ma i nie szuka uznawany jest za odmieńca albo równie często za homoseksualistę.
Do czego zmierzam? Otóż, zauważ szanowny Czytelniku, że dziś nie na miejscu jest z kimś nie chodzić. Trzeba, powtarzam trzeba mieć dziewczynę, mieć chłopaka. Tak jak w przytoczonej na samym początku rozmowie dwóch dziewczyn "muszę mieć chłopaka" lub też "muszę mieć dziewczynę". Musisz? Tak Ci wmawia otoczenie, koledzy, rodzina. Musisz szukać na siłę, gdyż każdy z kimś chodzi, a Ty nie? Przecież to obciach. Ironicznie? Tak. Dosadnie? Tak. Tylko że taka jest rzeczywistość.
Czasem już w podstawówce istnieje taka presja, aby z kimś chodzić, bo wszyscy. Wróćmy do mojej definicji. Użyłem w niej słowa kochają. A pomyślmy, czy taki dwunastolatek jest w stanie się zakochać? Tylko mu się wydaje, że potrafi się zakochać. Do tego dochodzi wyobraźnia, która kształtują niezwykle mądre seriale i niezwykle mądre młodzieżowe gazety. No ale cóż, koleżanka czy kolega z kimś chodzi, to ja będę gorsza czy gorszy? I oto jesteśmy świadkami tak komicznych (gdyż nie ukrywajmy tego, jest to komiczne) sytuacji, w których to para uczniów czwartej, piątej, szóstej klasy idzie trzymając się za ręce, całują się itp. Jest to śmieszne, a jednocześnie zatrważające. Dlaczego? Otóż zatrważa mnie to, jak bardzo młodzi ludzie, właściwie dzieci, są podatni na presję otoczenia. Jak bardzo chcą się upodobnić do starszych, do kolegów czy do koleżanek... Ktoś może powiedzieć: "a jeśli oni się kochają?" Jak już wspomniałem, taki dzieciak nie jest w stanie naprawdę się zakochać. Tak mu się tylko wydaje. No ale jeśli ogląda mądre seriale (nie wymienię tytułu, i tak każdy wie o co mi chodzi) to nie ma się czemu dziwić. Rozedrgany emocjonalnie w wieku jedenastu lat. A co będzie potem? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.
Napisałem o podstawówce, napiszę i o gimnazjum. A tu dopiero jest ciekawie. Dziewczyny uganiają się za chłopakami i na odwrót. Chodzą, zrywają, znowu chodzą. I po co im to? Podobnie jak w pierwszym wypadku - wszyscy tak robią. Drogi gimnazjalisto - a co Cię wszyscy obchodzą? Musisz być taki jak wszyscy? Jeśli wszyscy poszliby skoczyć z mostu, też poszedłbyś z nimi? Niestety, brak młodym ludziom tego poczucia indywidualizmu. Strach przed odrzuceniem, brakiem akceptacji, to wszystko sprawia, że na siłę szuka się partnera, "miłości" jak to się górnolotnie określa. Gimnazjaliści, zadam Wam pytanie, po co Wam to? Po co Wam to całe udawanie wielkich miłości? Zastanówcie się nad tym.
Wreszcie liceum lub też jakakolwiek inna szkoła średnia. Korytarze pełne par. No, teraz to już naprawdę obciach z nikim nie chodzić. "Stary nie masz dziewczyny? Co ty, gej jesteś?" "Nie masz chłopaka, znajdź sobie, przecież wszyscy mają, to tak fajnie kogoś mieć" Takie rozmowy można usłyszeć na jednej przerwie w moim liceum. Ja jestem w takiej właśnie sytuacji - nie miałem nigdy dziewczyny, i nie zamierzam mieć. Nie, nie jestem homoseksualistą, jak wielu osobom może się wydawać. Po prostu nie chcę. Nie potrzebuję. Wolę być sam. Jest mi z tym lepiej. Nie jesteś w stanie pojąć? To chociaż zaakceptuj.
Tak w istocie to wygląda. Jest presja, ale czy jest potrzeba? Realna potrzeba. Zastanów się nad tym.
Na koniec jeszcze kilka kwestii. Pierwsza to wielkie miłości na kilka tygodni. Polega to na tym, że ktoś z kimś chodzi, wydaje mu się, że go kocha, a po kilku dniach, tygodniach, góra miesiącach gwałtownie zmienia zdanie. Jak można się w kimś szybko zakochać, a potem odkochać. Nie da się. Jaki z tego wniosek? W większości wszystkie te pary które spotykasz się nie kochają. A zatem chodzenie to tylko gra pozorów, oszukiwanie samego siebie. Ostro to zabrzmiało? Wiem. Tylko zastanów się przez chwilę czy nie mam racji.
Kolejna sprawa, chodzenie bez wiedzy partnera. Brzmi śmiesznie? To może coś Ci powiem. Spytał mnie ostatnio kumpel: "Jak Ci się układa (imię koleżanki)" Ja lekko zdziwiony pytam o co mu chodzi. W odpowiedzi usłyszałem: "No przecież wy chodzicie ze sobą" A przecież jak zapewniłem kumpla, a teraz zapewniam Was, nic między mną, a tą dziewczyną, zresztą jakąkolwiek dziewczyną, nie było. Kumpel mi na to, że, nie zacytuję dokładnie, rozmawiacie ze sobą i w ogóle, no to chyba ze sobą chodzicie. Tu mnie facet całkowicie zaskoczył. Czy jeśli rozmawiam z jakąś dziewczyną, znaczy że z nią chodzę? Gdyby tak było, codziennie miałbym kilka partnerek. Ale na tym przykładzie chciałem pokazać coś istotnego - najczęściej w podstawówkach chodzenie oznacza luźne rozmowy itp. Sądziłem, że jeśli się z kimś chodzi kocha się kogoś, widocznie jest jednak inaczej, chyba że rozmowa to przejaw miłości. Jeszcze jedna ciekawa sprawa - mianowicie, często jakaś osoba uważa że z kimś chodzi, podczas gdy domniemany partner nic o tym nie wie. I to również wynika z tego, że np. chłopak do dziewczyny powiedział zwykłe "cześć" a ta od razu wyobraża sobie wielką miłość. Jeden komentarz na ten temat - żałosne.
No tak, jeszcze jedna sprawa. Po co komu chodzenie. Czy naprawdę jest to takie przyjemne? Mimo wielu rozważań nie znalazłem logicznego argumentu, który przekonałby mnie do tego, że warto z kimś chodzi. I to najprawdopodobniej z tego powodu nie miałem, nie mam i raczej nie będę miał dziewczyny.
Wiem że przeważająca część czytelników nie zgadza się ze mną. Zapraszam zatem do rzeczowej polemiki. Jednak na końcu apeluję do Was o jedno. Chodzicie z kimś - Wasza sprawa. Szukacie partnera - Wasza sprawa. Jednak proszę Was - nie wyśmiewajcie osób, które się tym nie zajmują. One po prostu wolą być same, może są nieśmiałe. To jest ich święte prawo. Prawo do wolności wyboru. Ach zapomniałbym, to mój pierwszy artykuł :D także mam nadzieję, że się ukaże. Jeśli jednak nie, rozumiem redaktorów. Wy prowadzicie ten mag, a zatem Wy dokonujecie selekcji.