Z pamiętnika gracza

rok 2016. Lipiec, nie pamiętam który

Usłyszałem dzwonek do drzwi. Gdy wyjrzałem przez okno, zobaczyłem jakiś samochód dostawczy. Wreszcie przyjechał. Wyszedłem i odebrałem przesyłkę. Wreszcie dostałem w swoje łapska długo oczekiwaną grę Reality Super Ride. Czytałem w zapowiedziach, że to jest największy hit od czasów wyjścia Windows'a 95, że w grze jest największy zaprojektowany dotychczas świat gry, a piękna grafika jest idealnym odwzorowaniem rzeczywistości. Nie mogłem się już doczekać, aż włączę pierwszego, instalacyjnego Blue-Ray'a. Odpaliłem kompa, włożyłem płytkę i zainstalowałem. Cholernie dużo zajmowało bo 150GB, ale było warto. Doczekałem się wreszcie intra i menu głównego gry. Nie chciałem na razie bawić się w te ceregiele typu kariera. Włączyłem od razu tryb dowolny. Wybrałem najlepszego porszaka i poprułem.

Zacząłem na ulicach Berlina. Ale była jazda. Wszystko było świetne, szkoda tylko że policja nie potrafiła gonić mnie dłużej niż przez pół minuty. Największą frajdę sprawiały mi potrącenia pieszych. Jakie to realistyczne. Ta tryskająca krew, która rozmazywała się na szybie mojego auta. Te przepięknie odwzorowane upadki ludzi i zwierząt. Cudo. Świat był tak wielki, że nigdy nie udało mi się dojechać do jego końca. Mapa była identyczna, jak w realnym świecie. Były na niej autentyczne kraje i miasta. Według niej, można było dojechać do dowolnego miejsca tegoż świata. Postanowiłem zajechać do Krakowa. Ciekawiło mnie, czy może znajdę nawet swój dom. Droga była długa, w końcu zaczynałem z Berlina, a nie było opcji przeniesienia się od razu do Polski. Prułem 300 na godzinę, czasami wpadałem na jakiś inny pojazd i sprawiałem wypadek. Każdy wypadek był aż nadto realistyczny. Wozy mój i ten, w którego walnąłem, miały znaczne uszkodzenia, a ja traciłem prędkość prawie do zera i ciężko mi było wyrobić, aby nie wpaść do rowu. Kiedy już dojeżdżałem do granicy, zauważyłem na trasie długi korek, który przed granicą nie jest niczym niezwykłym. Na szczęście lewy pas był wolny, więc mogłem szybko wszystkich powyprzedzać, a gdy pojawił się ktoś z naprzeciwka, wjeżdżałem na trzeciego. Granica była dobrze zastawiona. Ledwo co udało mi się przebić te blokady. Cudem udało mi się uniknąć kolczatek. Wyjechałem na polskie drogi. Co do tego nie miałem wątpliwości. Były pełne dziur i kolein. Twórcy gry postarali się i zdobyli informacje o tym, jakie realia panują na drogach w Polsce. Moim celem było miasto, w którym przebywam, Kraków. Chciałem jak najszybciej dojechać, gdyż ta gra okropnie mnie nudziła. Rozumiem tę realistyczność, ale twórcy mogliby pomyśleć o skróceniu trasy między odległymi lokacjami. Kiedy coraz bardziej zbliżałem się do celu, coraz bardziej byłem ciekaw, czym jeszcze zaskoczy mnie gra. Kiedy już dojeżdżałem, poznałem każdy kamień i każdy pas na jezdni. Zobaczyłem nawet znajomy okoliczny bar, a przed nim znajomego pana Mietka z idealnie odwzorowaną twarzą. Zobaczyłem wreszcie mój dom, dokładnie taki sam, jak w rzeczywistości. Postanowiłem wjechać rozwalając bramę.

W tym momencie przerwałem granie, bo usłyszałem okropy huk tuż za oknem. Na moje podwórko wjechał jakiś bardzo uszkodzony porszak bez kierowcy. Zupełnie nie rozumiałem, co taki wózek może robić w moim domu, ale po chwili zrozumiałem, o co chodzi. To był ten wóz, który ja prowadziłem. Zrozumiałem, że to nie była gra, a wszystkie ruchy, które wykonywałem, działy się również w rzeczywistym świecie. Te wszystkie wypadki, które powodowałem, te wszystkie szkody. Wszyscy potrąceni przeze mnie piesi byli prawdziwymi ludźmi. Wyłączyłem szybko grę i wszedłem na pierwszy lepszy portal. Nagłówek na stronie głównej mnie przeraził. "Szalone wozy" - to był temat, który zajmował cały ekran. Dowiedziałem się, że dziesiątki sportowych samochodów powodowały ogromne straty na ulicach Berlina i okolic. Jeden z nich dotarł do Polski i teraz szuka go policja. Odpowiednie organy szukają sprawców, których czeka bardzo surowa kara. Czułem się okropnie. Nie chciałem żyć ze świadomością, że żeź, którą tak chętnie robiłem w grze, była najprawdziwszą prawdą. Postanowiłem skoczyć z drugiego piętra mojego domu. Podszedłem do okna. Spojrzałem jeszcze raz na porszaka stojącego w ogródku. Skoczyłem.

...

Gdy się obudziłem, na moim biurku leżał świeżutki Duke Nukem Forever.

Tomasz Rabczewski
(tomasz.rabczewski@wp.pl)
http://tomasz.rabczewski.w.interia.pl

Wszelkie prawdopo... a co tam będę pisał, i tak nikt tego nie czyta.