Dlaczego uczniowie olewają szkołę? – VETO

 

Istnieją trzy główne powody powstania tej polemiki. Pierwszy to fakt, iż od dawna takowej na łamach AM nie było, a ja polemiki bardzo lubię, ubóstwiam wręcz. Drugim jest to, że sam od zawsze chciałem napisać takie veto, ale niestety nie było tekstu, z którym bym się (zbytnio) nie zgadzał z jego autorem. W końcu trzeci – kiedy przeczytałem tekst KaReem_Ali’ego (tak to się odmienia?), w AM 89 punkty nr.1 i 2 się skumulowały i nie wytrzymałem, tym bardziej, że writer ów w swoich stwierdzeniach mija się z prawdą jak orzeczenie, że ja jestem normalny.

I żeby nikt mi nie płakał – legenda: słowa KaReem_Ali’ego są czerwone, moje odpowiedzi mają kolor niebieski, a reszta (czyli moje wtrącenia) jest TAKA   

 

Tak więc, aby nie szukać daleko cytat już z pierwszych zdań jego arta:

Ostatnimi czasy na korytarzach szkół coraz częściej spotykamy się z falą „złego zachowania”. Uczniowie lekceważą swoje „obowiązki” i co gorsza sytuacja ta zdaje się pogłębiać z każdym rocznikiem młodych uczniów. Tak przynajmniej wygląda to z punktu widzenia nauczycieli jak i tych dorosłych, którzy opuścili mury szkół już kilka dobrych lat temu.

Aha, czyli to tylko tak wygląda, ale w rzeczywistości nie jest, to chciałeś mi powiedzieć? To ja Ci odrzeknę, że walnąłeś w tym miejscu niezłą kichę. Nie przytoczę wszystkim doskonale znanych tragedii wewnątrz szkolnych jak np. powieszenie się molestowanej Ani, czy zgwałcenie uczennicy przez księdza. Bo i po co? Ja stwierdzę, że z własnego doświadczenia wiem, iż na uczelniach wcale dobrze nie jest. Można dostać za krzywe spojrzenie, stracić komórkę wpadając na czyhających pod szkołą „kosiarzy”, czy zostać obitym za zwykłe zahaczenie kogoś niechcący łokciem. Nauczyciele nie radzą sobie zupełnie z burzą hormonów szalejącą u nastolatków, a połowa z nich leje na wszystko. Ale nieeeeeee, bo to tylko tak wygląda. Tja... 

 

Kolejne zdanie KaReem_Ali’ego, po przeczytaniu, którego buchnąłem opętańczym rechotem:

Jednak nasze (uczniów) zachowanie nie jest spowodowane zwykłym widzimisię.

Rozumiem, przecież ty nie uciekasz z lekcji, czy olewasz szkołę z własnej woli, ale np. mama każe Ci tak robić, zapewne pod karą mordobicia. Cóż nie zazdroszczę sytuacji... I przekaż mamie, że wagary są „be”!

 

I następne zdanie (absurd na absurdzie!):

Jednym z głównych uczniowskich plag jest notoryczne nieusprawiedliwione opuszczanie lekcji, czyli popularne wagary. Niestety miażdżąca większość nauczycieli nie chce słuchać wyjaśnień bezwzględnie zaniżając oceny ze sprawowania (dobrze, że chociaż powiększona została liczba stopni), a argumenty mogą być przecież naprawdę sensowne.

No wie pan, psorze – te lekcje były takie nuuudne, a ta promocja kaleson w „Biedronce” to okazja jaka mogła się nie powtórzyć!...  A tak serio to nie wyobrażam sobie sensownego wyjaśnienia ucieczki z zajęć szkolnych.

 

Jedziem dalej - kolejne (mam wrażenie, że z każdym jego zdaniem coraz bardziej Go lubię :P) „genijalne” stwierdzenia KaReem_Ali’ego. Tu z kolei próbuje argumentować. Z mizernym skutkiem, ale jednak...

Po pierwsze szkoła nie potrafi nas zainteresować wykładami. Nauczyciele najczęściej prowadzą lekcje w sposób mało atrakcyjny, żeby nie powiedzieć nudny. Udziela się to głównie wykładowcom historii, którzy swoim monotonnym głosem mogliby zastąpić każdy z uzależniających proszków nasennych. Nie ma więc co się dziwić, że jeśli już ktoś przyjdzie na zajęcia to zamiast na lekcjach koncentruje się na tym żeby zachować w miarę przytomny wyraz twarzy.

Tu się zgodzę, ale tylko częściowo. Bo rzeczywiście – jeśli nauczyciel przynudza i sieje monotonią to o skupienie trudniej, jednak nie przesadzajmy, w końcu na pewno nie wszyscy wykładowcy robią Ci gąbkę z mózgu – to tylko twoje wyobrażenie mające usprawiedliwić Cię przed samym sobą z lenistwa i niechęci do nauki. A tak nawiasem mówiąc to nie oczekujesz chyba, że każda lekcja będzie Ci tłumaczona przez nauczycieli śpiewem operowym uzupełnionym o hołubce i kankana, prawda? Idziesz do szkoły, by zdobyć wiedzę, a nie na przedstawienie teatralne czy seans do kina, nie?   

 

Kiedy nadchodzą ciepłe dni my nie uciekamy z powodu ładnej pogody. Przez nasze zachowanie przemawia przecież epikurejska filozofia. My po prostu staramy się stosować do słynnego carpe diem. Bo czy jest sens tracić czas na szkołę, jeśli można go spożytkować w gronie znajomych. Zastanów się teraz drogi Czytelniku, co jest najważniejsze w życiu? Odpowiedź może być różna, ale zgodnie z ideą pewnie nie będzie nią pieniądz. Inne pytanie - po co chodzimy do szkoły? Żeby zdobyć wykształcenie. Po co wykształcenie? Żeby zdobyć pracę (a pracujemy dla pieniędzy). Wniosek nasuwa się sam.  

No pewnie, że sam: chwytam dzień (opuszczając lekcje, a zaoszczędzony w ten sposób czas pożytkuję w gronie znajomych) à w efekcie braku frekwencji nie zdaję do następnej klasy à nie zdobywam wykształcenia, a tym samym nie mam szans na jakąkolwiek (godną i normalną) pracę à żyję na rachunek rodziców lub z zasiłku. Super, nie? Wiem, że przedstawiona przeze mnie czarna wizja jest trochę przesadzona. Ale nie oszukujmy się – po to się uczymy, żeby w przyszłości nie być idiotą, oraz posiadać pracę, która zapewni nam (i naszym rodzinom) godziwy byt. I taka mała prywata, z powyższego zdania wynika, że fajnych masz kumpli skoro namawiają Cię do opuszczania szkoły, nie ma co... 

 

A teraz trzymajcie się krzeseł i zaciskajcie zwieracze, bo szanowny antagonista pojechał ostro.

Według mnie w jakże krótkim życiu człowieka najważniejsze jest szczęście. Po co tracić czas na gromadzenie rzeczy materialnych przecież i tak po śmierci nic nam z nich nie zostanie. Niektórzy powiedzą, że do szczęścia potrzebne są pieniądze. To prawda, ale nie koniecznie. Szczęście jest w nas. Zdarza się, że i milioner cierpi na depresje „bo życie jest do d…”, a bezdomny cieszy się każdą chwilą .

LOL! Ależ oczywiście – milioner, który może mieć wszystko na zawołanie i świat należy poniekąd do niego cierpi na depresje, a bezdomny żebrak, który od dwóch dni nie miał nic w ustach, nocą niemal zamarza (mimo, że to wiosna), przechodnie go lżą, a nastolatkowie plują i zaczepiają, ale co mu tam – biega i krzyczy ze szczęścia.  Nic tylko mu pozazdrościć... A co do szczęścia, do którego nie potrzebne są pieniądze to różnie z tym bywa. Nikt mi nie powie, że mając na głowie niezapłacone rachunki za dom, gaz, prąd, wodę, nie mając czego włożyć do garnka, oraz szóstkę dzieci potrzebującą na gwałt kurtek i butów na zimę będę się cieszył. Owszem mogę doznać chwil radości, ale szczęściem bym tego nie nazwał.

 

Nauczyciele mają również pretensje, że uczniowie nie osiągają takich wyników w nauce, jakich by sobie oni (nauczyciele) życzyli. Tutaj również mógłbym powołać się na chęć „życia dniem”. Zdarzają się, co prawda uczniowie (tzw. kujony, dziobaki, itp.), którzy potrafią siedzieć przed książkami całymi dniami robiąc przerwy jedynie na posiłki i ewentualny wypad do kościoła. Ale zaprawdę powiadam, że taka osoba będzie daleka od osiągnięcia szczęścia w życiu, bo całą młodość straci z nosem w książkach, a kiedy uświadomi sobie swój błąd będzie już za późno.

A tu przemawiasz w sposób całkowicie egoistyczny i patrzysz tylko ze swojego punktu widzenia. Skąd wiesz, że tym kujonom czy dziobakom – jak ich nazywasz (czyżby nutka zazdrości ?) - radości nie sprawia właśnie siedzenia nad książkami, dobre wyniki w nauce i duma rodziców z ich osiągnięć? A może to akurat TY popełniasz nieodwracalny błąd? Poczekaj, jeszcze przyjdzie czas kiedy leżąc i kwicząc będziesz sobie pluć w brodę, że usprawiedliwiając się „carpe diem” olałeś zbyt wiele i niestety już za późno na poprawę... Nie życzę Ci tego, a tylko zwracam uwagę.

 

O, czyżby jakieś mądra opinia( w końcu)?

Innym powodem, dla którego się nie uczymy jest napchanie materiału niepotrzebnymi nikomu faktami. Po co komu znajomość liczby świń przypadających na 100ha w woj. Świętokrzyskim, czy też, jaka jest średnia wielkość gospodarstwa w Australii?

A tu podpisuję się obiema rękoma i to w całej rozciągłości z „przedpiścą”.  Sam nieraz przeklinałem konieczność wkuwania rozpuszczalności wody w temperaturze 67,1 stopni Celsjusza, czy też wzoru na pole sześciokąta pochyłego. Ale cóż, ni mnie ni tobie nie uda się tego zmienić, więc takie czcze jęki są bezsensowne.

 

A teraz szacunek dla kolegi:

Niekiedy w opinii nauczyciela uczeń nie zachowuje się odpowiednio (bez należytego szacunku) w stosunku do niego. Może i czasami jest to prawdą, ale zdarza się, że niektórzy członkowie grona pedagogicznego sprawiają wrażenie jakby uważali się za kogoś ważniejszego. Nie wiem, o co chodzi z tym szacunkiem dla starszych. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i każdemu należy się takie samo uszanowanie! 

Nie powiesz mi chyba, że chciałbyś żebym ja – 14 letni uczeń gimnazjum był traktowany na równi z 64 letnim emerytowanym magistrem historii. Albo z innej strony – jesteś zły, że ktoś kto uczył się – bagatela, X lat i drugie tyle tyra na siebie i rodzinę, a jego bagaż doświadczeń jest kilkakrotnie większy od twego śmie uważać, że należy mu się odrobina szacunku. To jest IDIOTYCZNE. Zresztą szacunek nie polega tylko na zwracaniu się per „pan/pani”, ale także ustąpienia miejsca w autobusie czy pomoc w np. skasowaniu biletu czy niesienia ciężkich siatek z zakupami, czyż nie? Poczekaj tylko, aż sam będziesz emerytem i siedząc sobie spokojnie w parku na ławce zwyzywa Cię – lub, co gorsza obrzuci kamieniami - banda 11 latków. Wspomnisz wtedy swoje słowa...

 

I na sam koniec - perełka :

Mam nadzieję, że przedstawione wyżej argumenty przynajmniej częściowo usprawiedliwiają zachowanie uczniów w oczach Czytelnika.

Ależ oczywiście. Od teraz będę miał „świetne” argumenty jeśli ktoś będzie żądał usprawiedliwienia mego lenistwa czy wagarów. No i jeśli najdzie mnie ochota plucia na mohery to to nie będzie zwykłe chamstwo, ale działanie w słusznej sprawie – bo jak wiemy wszyscy są równi, a one chcą się wywyższyć, wiec trzeba je ukrócić... Oj, czuję, że coś Ci nie poszło, ale mam nadzieję, że z czasem zmądrzejesz.

 

PHANTASMAGOR

PS. Z niecierpliwością czekam na twoją kontrę KaReem.