O ściąganiu słów kilka

 

Każdy z was miał kiedyś ze ściąganiem do czynienia, czy to osobiście, czy to widząc ściągającego kolegę, bądź też przyglądając się tworzeniu ściąg. Kwestią nierozstrzygniętą pozostaje natomiast rozważanie, o tym, jakie jest ściąganie. Według jednych dobre, inni uważają je za oszustwo. A jak jest naprawdę? Przykro mi, ale nie wiem :P. Postanowiłem jednak napisać coś w tej sprawie. Celem tego tekstu jest bowiem roztrząsanie dobrych i złych stron ściągania.

 

Jak się można z powyższego wstępu łatwo domyślić, ściąganie nie jest mi obce. Ośmieliłbym się nawet powiedzieć, że jest mi (bardzo) bliskie. Wielokrotnie uratowało mi tyłek, w podbramkowej sytuacji na sprawdzianie, kiedy nie dość, że byłem niedouczony (czyli normalka...), to jeszcze belfer wynalazł pytania z kosmosu. Gdyby nie otrzymana od kogoś ściąga czy podpowiedź (co jest IMHO równoznaczne ze ściąganiem) byłoby niewesoło. Parę razy również pomagałem słabszym kumplom, po ukończeniu swoich zadań, bo w końcu znam ten ból, kiedy wydaje się wam, że odpowiedź macie na końcu języka, ale za cholerę nie możecie jej poprawnie umiejscowić.

Reasumując; dobrze przygotowana i użyta ściąga pozwala wykaraskać się nawet ze sporych tarapatów, ratując życie ściągającemu.

 

Jednak patrząc z drugiej strony, nie dość, że oszukuję to jestem na dodatek nieuczciwy: W końcu Ci, którzy uczyli się na lekcję przez trzy godziny, oraz moja (przygotowana w 3 minuty) ściąga nie mogą się równać, nawet jeśli oceny otrzymaliśmy takie same. Uczciwi bowiem zapracowali na swój trud i grali w pełni fair, a ja oszukiwałem i nauczyciela i swoich kolegów idąc po linii najmniejszego oporu.

 

Ze ściąganiem to jest jednak tak, że jedno drugiemu nie równe. Spójrzmy bowiem na taką sytuację: jeden osobnik, ściągając przez pół roku, jedzie sobie (wesoło i bezproblemowo) na trójach, a drugi – taki średniak - pracując w pocie czoła cały ten czas ściągnął jeden, jedyny raz kiedy z jakiegoś powodu (np. pogrzeb kogoś bliskiego) nie mógł się przygotować. A koniec końców średnie mają podobne. Ale nie zapominajmy, że obaj ściągali. Więc kto jest w tej sytuacji uczciwszy? Bo przecież opcja równości odpada z uwagi na różne podejście do ściągania. Jak myślicie?

Można by było także napomknąć o osobach, które przygotowują i posiadają ściągi tylko w celu „wzmocnienia psychicznego”, tj. moją je przy sobie, ale ich nie używają – po prostu traktują je jako ostatnią deskę ratunku. I co z takimi? Dobrzy czy źli? Uczciwi czy oszuści? Hę?

 

A tak na koniec: nie mam pojęcia, czy ściąganie jest dobre/złe, ale nie da się ukryć, że choć czasami jest bardzo nie fair, to potrafi wyratować z opresji.

 

PHANTASMAGOR

Chciałbym w tym miejscu pozdrowić gorąco szkolnego kumpla Karola D., z którym to opanowaliśmy sztukę ściągania niemal do perfekcji.