Mroczna strona Księżyca.




-Ciii…. Nie płacz już. Już wszystko dobrze. Jestem tutaj, nic ci nie grozi. Zaśnij maleństwo… -Wyszeptała, głaszcząc noworodka po policzku. Dziecko uspokoiło się, patrząc na jej piękną twarz. Bezzębny uśmiech zagościł na jego twarzy. – Śpij skarbie… Zaopiekuję się tobą.- Oczy chłopczyka zamknęły się i pogrążył się w słodkim śnie. Młoda kobieta siedziała jeszcze chwilę przy jego łóżeczku. W końcu rozejrzała się po pokoju, w którym się znalazła. Pijacka melina. Wszędzie brud, sterty ubrań. I nikogo poza dzieckiem. Gdzie są jego rodzice? Zamknęła oczy, szukając więzi z nimi. Już wiedziała. Jej oczy stały się jeszcze smutniejsze.

Była potrzebna. To uczucie uderzało niespodziewanie, niczym fala gorąca, rozsadzając ją od środka. Ponownie zamknęła oczy i pozwoliła ponieść się instynktowi. Poczuła lekkość. Nigdy nie mogła się do niej przywyknąć. A to przecież już tyle lat… Uderzyła stopami w ziemię. Zanim jej oczy ponownie przyzwyczaiły się do światła, usłyszała krzyk. Krzyk kobiety. Poczuła jak krew w niej płonie. Pobiegła w stronę źródła dźwięku. Znajdowała się w dużym, pięknym domu. Przebiegała jasne korytarze, na ścianach wisiały drogie obrazy. I w końcu znalazła to, czego szukała. Mężczyzna. Kobieta, leżąca na podłodze i on okładający ją pięściami.- Ty suko! Ja ci pokażę!- Jego oczy ziały nienawiścią. Natychmiast znalazła się przy dziewczynie. Była młoda i piękna, ale jej twarz szpeciły wielkie siniaki. Zauważyła, że nie wszystkie były świeże. Położyła jej rękę na ramieniu i wyszeptała do ucha kilka słów. I nagle coś się zmieniło. Dziewczyna wstała i chwyciła w rękę zbitą szybę. Obroniła się.

Znów fala gorąca. I impreza. Młodzież tańczy. Młodzież się bawi. I zobaczyła go. Stał pod ścianą, otoczony grupką innych chłopców. –No weź… - Nie chcę! –Boisz się? Taaak na pewno… Cykor! Już wiedziała, że przybyła w samą porę. Zobaczyła w oczach chłopca to, co powiedziało jej, że jeszcze chwila i nie sprzeciwiłby się. I znów podeszła do podopiecznego. –Nie warto. Naprawdę. Przecież ty jesteś wyjątkowy. Nie musisz być taki jak oni. Bądź sobą, pamiętaj… -Może i się boję? Co z tego. Sory, ale zmywam się stąd…- Chłopak trzasnął drzwiami.

Wezwanie. Tutaj już pomogła. Ale czekało ją jeszcze wiele pracy. Nie była zmęczona. Nie żałowała. Przecież sama wybrała takie życie. Na mrocznej stronie księżyca. Tam, gdzie mogła wreszcie być sobą. Ciemna bogini o pięknych oczach. Lilith.


Martika