Fen 

Człowiek powinien dotykać ziemi, upajać się jej siłą – chyląc głowę zamykać oczy i wdychać jej szarość. W powietrzu wszystko wygląda inaczej. Odrywając się od podłoża tracisz wartości – do nieba można zabrać jedynie marzenia, bo są lekkie i nie trzeba ich pilnować, jak to jest z normalnym bagażem. Gniew wycieka przez nos. Pęd gniecie wnętrzności, rozrywa powietrze na kawałki. Pot scala rzeczy i ścieka ci z twarzy. Ogień między palcami rozgrzewa myśli, w uszach jedynie szum. Tragedie kurczą się, a komedie pękają z trzaskiem. Zielone skrawki materiału, niebieskie nitki zimnych rzek, dachy domów i pastwiska zbierają w sobie zło. Kumulują zależności. Wzbijasz się coraz wyżej i wyżej. Przestajesz myśleć

To jest chyba jak choroba

Życie uciekało powoli - ześlizgiwało się  z łyżki, pozostawiając na obrusie żółte plamy. Smak zupy potęgował uczucie, z którym próbowałem walczyć od początku dnia. Zęby miażdżyły ziarenka kaszy, kawałki kartofli przeciskały się przez przełyk, gorący płyn spływał do wnętrza. Nienawidzę krupniku... 

Bogactwa zostały rozkradzione, bohaterów zjadły smoki, a księżniczki nie mają honoru.  Wszystko jest podzielne - każdą część można rozbić na mniejsze kawałki... Czy moje złe myśli można po prostu zniszczyć? Zastąpić je czymś miłym, zacząć od nowa...  Może więc powinienem coś odrzucić? Zrezygnować z rzeczy ulotnych? 

Wtedy skrzydła zaczynają się rozpadać. Krztusisz się piórami, które przed chwilą były twoją własnością.  Słabniesz, przestajesz się starać. W końcu rozpacz staje się płynna i skleja powieki. Strach zaciska się na gardle, wkłada ręce pod twoje ubranie.

Dzięki, że nie pozwalasz mi zderzyć się z ziemią.

sypee