Złożoność

Musiał z nami zamieszkać. Rodzice uznali, że są mu to winni. Postanowili zaopiekować się przeszłością, odpłacić... W końcu wyżywienie, odzież i dach nad głową to synonimy słowa miłość. Czerwona ciężarówka zatrzymała się przed naszą klatką. Kilku ludzi zaczęło przenosić małe i duże pudła. Już teraz chyba nie ma odwrotu – uśmiechnąłem się do rodziców.

---

Zmasowany atak zegarów przerodził się w koncert. Promienie słońca wlewały się do pokoju, zasypywały odkrywców złotym piaskiem kurzu. Świat przestał istnieć – aby rozpędzić wskazówki potrzebna jest energia całego wszechświata; światło wszystkich gwiazd, ogień z każdego paleniska i pierwszy oddech każdego wynalazcy. Nie ma w tym nic samolubnego...

Wpatrywałem się w sztukę, w pracę i źródło chleba. Pomarszczone dłonie manewrowały srebrnymi szczypczykami. Próbował wznowić bicie serca, sprawić by mechanizm znowu zaczął działać. Mój dziadek nigdy nie był dobry z matematyki. Z resztą, wiele nauk przekazywanych przez szkołę nie przydaje się w późniejszym życiu. Jemu wystarcza jedynie 12 liczb. Może jeszcze minuty... Z zegarami zaprzyjaźnił się tuż po ukończeniu nauki. Potem zamiłowanie do blaszanych trybików przerodziło się w miłość. Oczywiście, w ciągu swojego dotychczasowego życia, zdążył rozkochać w sobie wiele kobiet. Niestety wszystkie po pewnym czasie odrzuciły człowieka, który zawsze patrzył się w niebo. Możliwe, że nie potrafiły go zrozumieć, zaakceptować... Nie był w stanie podzielić swojego serca – całą duszą oddawał się swojej pasji. Uodpornił się na ludzkość, na skąpe światło i na nudę. Ojciec mówi, że nie zdążę go poznać. Chyba lepiej nie widzieć zła, nadzieja jest lepsza od zgrzytania zębami, od plucia ziemią i od ciemności, która zasłania nam oczy.

Grube okulary przekształcają jego oczy w zielony groszek. Twarz pokaleczona zmarszczkami jest pełna ciepła. Jako mały chłopiec byłem przekonany, że w jego płucach mieszka stado much. Trochę później zrozumiałem, że świszczący oddech i nieprzyjemny zapach, dziadek może zawdzięczać jedynie swojej fajce i tytoniowi. Światłości umysłu nie da się schować do kieszeni, nie można pilnować jej jak dziecka. Chyba, że ktoś urodził się kangurem i jest uległy – wtedy ma prawo przesiadywać w kieszeni.

Niektórzy ludzie potrafią wpatrywać się w gwiazdy, cieszą się powiewem wiatru, każdym odpadkiem jak źdźbło trawy. Inni nie różnią się niczym od zwierząt – nie mają marzeń. Czy mądrze jest uczyć się na błędach innych osób? Porażki stanowią budulec dla tożsamości. Możliwe, że ten człowiek zagubił się w procesie wznoszenia własnego schronienia. Podobno każdy na coś czeka. Młode serca są pełne nadziei – paranoja...

Przez szereg lat ranił najbliższych, kończył dialogi i odchodził w najmniej spodziewanym momencie. Prawie jak ja... Ze zgniecioną kartką w jednej kieszeni i złożoną, czystą w drugiej. Czy zdążył coś zmienić? Sam nie jest w stanie pokierować następnym dniem. Przecież nigdy nie chciał pomocy. Sam mówi, że nie potrafi umrzeć... Ja? Ja po prostu nie chcę.

Widzę w nim swoje odbicie – mocniejsze okulary, ciemniejsza cera, ostrzejsze rysy twarzy. Tutaj wszystko się scala - uczy się współpracy, tolerancji, ignorowania pewnych zachowań. Przeszłość próbuje coś zmienić... Codziennie. Budzi mnie rano i prosi o pomoc. Przyszłość przygotowuje kawę, przyzwyczaja się do cierpliwości i opanowania. Stara się nie obudzić rodziców, ostrożnie stawia kubki na stole. Czasami nawet się uśmiecha. Ale Przyszłość i tak jest zasranym egocentrykiem i nie potrafi okazywać uczuć.

 

sypee