Uśmiechnij
się!
Pomyśl o czymś Czytelniku.
I
co? Co to było?
Ja pomyślałam o miłości. Ot, dowód na moją niepoprawną
romantyczność. Piękne chwile
zobaczyłam. I jakoś tak głęboko w środku się
uśmiechnęłam. Sama do siebie. Lubię się
uśmiechać w ten sposób. O. Teraz też
się uśmiecham. Fajnie jest się uśmiechać! Naprawdę.
Doszłam do wniosku,
że jestem optymistką. Może czasem zbyt zdołowaną, żeby o tym pamiętać,
ale
cóż. Każdy jest czasem zdołowany. A optymistów od pesymistów nie odróżnia to,
czy
szklanka jest w połowie pełna czy nie. Pesymista, tudzież realista
powie, że jest tam
woda. Ja powiem, że jest wesoła ciecz, która się na mnie
patrzy i porozumiewawczo odbija
światło. I to właśnie dla mnie ona załamuje
obraz. Żeby było ciekawiej. I żebym ja to
mogła dostrzec. No bo kto jak nie
ja? Przecież od razu widać, że ta woda mnie lubi.
A co myślisz, kiedy
wszystko wali ci się na głowę? Kiedy jest źle i masz ochotę wszystkim
wykrzyczeć żeby dali Ci wreszcie cholerny, święty spokój? A teraz zastanów
się.
Posłuchaj mojej osobistej teorii. Może będzie ci lepiej i uśmiechniesz
się do tego co
jest smutne?
Wyobraź sobie taką sytuacje: żyjesz w
pięknym, wspaniałym miejscu. Idylla. Utopia. Eden.
Raj. Nie masz żadnych
zmartwień. Wszystko się układa, o nic nie musisz walczyć. Miło
prawda? Mija
dzień, drugi. Jak wspaniale! Jesteś szczęśliwy.
A teraz wyobraź sobie, że
mieszkasz tam nie dzień, nie tydzień, ale do końca życia, do końca
świata.
Każdy dzień jest tak samo prosty i idealny. Każdy dzień sprawia, że czujesz się
syty, wypoczęty, kochany. Wydaje się- „czy może być coś lepszego?”. A czy
nie przyszło
Ci do głowy, drogi Czytelniku, że takie życie jest nic nie
warte? Po pewnym czasie
zamiast szczęścia pojawia się nuda. Człowiek nie
może żyć, jeśli nie ma przed sobą
wyzwań. Jeśli nie ma przed sobą celu. Bo
co byłoby celem w raju? Ja nie potrafię go
znaleźć.
Poza tym doszłam
do wniosku, że uczucie szczęścia jest nierozerwalnie złączone z
cierpieniem.
Nie potrafilibyśmy go doceniać, gdybyśmy oprócz dobrych chwil, nie
zaznalibyśmy tych złych. Nie byłoby żadnej skali odniesienia, nic co dałoby
realny obraz
naszego życia. Zresztą czy istnieje coś takiego jak „realny
obraz”? Wszystko w naszym
życiu jest subiektywne. I tylko od nas zależy jaki
punkt widzenia sobie wybierzemy.
Dlatego ja świadomie wybieram taki, że
doceniam cierpienie. Wiem, że jest mi potrzebne. Chcę
je odczuwać, tak jak
chcę być szczęśliwa. I właśnie ta akceptacja nie tylko dobrych
rzeczy
sprawia, że z duma mogę nazywać się optymistką.
Martika
po prostu tak mam na
imię.
PS1: Cóż, tekst
nie tak optymistyczny, jak miał być w zalożeniu, ale M zmieniła nastrój podczas
pisania :P
PS2: To jest mój pierwszy tekst do AM, mimo że czytam go od
dłuższego czasu. Bardzo liczę na Wasze opinie.