Czasy kiedy jeździłem pociągiem
regularnie do Wrocławia, minęły bezpowrotnie, czego zresztą wcale nie żałuję,
bo większość z tego co zapamiętałem, najmilsze nie było. Brudne i cuchnące
kible, obskurne przedziały, pomazane ściany i szyby, co skutecznie uniemożliwiało
umilanie sobie podróży obserwowaniem przeskakującego za oknem krajobrazu, a
także niemiła (czyt. opryskliwa i chamska) obsługa PKP. Dlatego też to, co
ostatnio ukazało się moim oczom na peronie nie dość, że przekroczyło moje
najśmielsze oczekiwania (choć fakt, iż wygórowane nie były), to jeszcze
zaowocowało ogromnym szokiem.
Spodziewałem się bowiem jakiegoś szaro-burego pojazdu, całego
osprejowanego przez ulicznych „artystów”, a tu zonk! Gdyby nie szarpnięcie
siostry, skierowałbym swe kroki w kierunku całkowicie odmiennym od tego cacka,
które czekało na torach. Z niedowierzaniem skonstatowałem, że „mój”
pociąg to czerwona perełka zapraszająca lśnieniem, czystością i ciepełkiem.
Aby drzwi stanęły otworem należało nacisnąć spory przycisk po prawej
stronie. To Ci dopiero technika! W środku było jeszcze lepiej. Czystość,
pustka i ciepło. Tak, ciepło. Pod oknami były bowiem zamontowane spore
kaloryfero-grzejniki, ba nie dość, że zamontowane to jeszcze działające!!!
Koniec z jazdą w kurtce i termoforem na kolanach. Ale najlepsze było dopiero
przede mną. Pobiegłem bowiem od razu do kibelka, (mimo, iż wcale potrzeby nie
odczuwałem) aby i jego stan techniczny obadać. I co? I znowu szok. Muszla
czysta i zapraszająca świeżością, szary papier toaletowy pyszni się tuż
obok, a z kranu – cud – leci woda. I to w dodatku ciepła!!! Już podejrzewałem
jakiś układ: moze żeśmy wsiedli z siostrą do Intercity, albo co? Przychodzę
i obwieszczam jej to przypuszczenie, a ona mi ze śmiechem, iż wszystko w jak
najlepszym porządku, a ja zachowuję się jak dziecko ze wsi, które pierwszy
raz widząc pociąg, podnieca się dosłownie wszystkim.
To porównanie ściągnęło mnie na ziemię powodując, że ciut ochłonąłem,
ale i tak cieszyłem się do tego stopnia, iż wzięta na podróż książka
Kinga wylądowała na dnie plecaka, a ja jadąc radośnie cieszyłem oczy
widokiem przemijającego za - czyściutkimi- szybami w zawrotnym tempie
krajobrazu.
Oszołomiony
faktem czystego, ciepłego i przytulnego pociągu