Lookin for my Donna... Ale mi się chce robić mowę trawę. Może niemanie kompa wyszłoby mi na dobre, jakby dłużej trwało, a wszelakie moje wypociny w formie ręcznej czy to fraszki czy normalne listy nieelektroniczne miałyby walor zdyscyplinowania. Siedzę sobie, palę fajkę i piszę smsa. Czujesz klimat? Długiego esemesa. Postanowiłem sprawdzić, czy ta liczbana dole ekranu, która się zmniejsza, to maksymalna liczba znaków, które może mieć sms wysłany z mojej komórki. Tytoń mi smakuje, a ja się rozpisuję ze świadomością, że to nie jest gadka o wszystkim, czyli niczym na GG, ani tekst mowotrawny do AM, jakie zwykle piszę. Tylko coś w rodzaju oldchoolowego listu, które pisałem na spokojnie i z oddechem... Albo jeszcze jakaś inna forma? Zostało mi jeszcze koło stu dwudziestu znaków, nadchodzi koniec rozpisywania się. A chciałem jeszcze trochę napisać. Cóż. Bądźmy konsekwentni. Ciekawe, czy będzie jakiś napis na końcu. Donald.