myślę, więc jestem.




To jest oko. Światło odbijające się od przedmiotów wpada do źrenicy, i tworzy obraz na
siatkówce, który nerwami jest przekazywany do mózgu. W mózgu obraz jest przetwarzany i
widzisz.

Ucho. Fale dźwiękowe pobudzają do drgań błonę bębenkową, która wprawia w ruch młoteczek,
kowadełko i strzemiączko, które wprawiają w ruch ślimaka i tak dalej. W każdym razie w
wyniku jakże skomplikowanych procesów w twoim organizmie słyszysz.

A jak myślisz? Co sprawia że, no właśnie, myślisz? Ktoś powie: To wszystko mózg. Neurony.
Impulsy elektryczne. Czysta fizyka, chemia i biologia. Nie wiem jak Ciebie, Czytelniku, ale
mnie takie wytłumaczenie nie satysfakcjonuje. Nie wiem. Może to dlatego, że jestem zbyt
dumna i zadufana we własnym istnieniu, żeby przyznać, że jestem po prostu idealnym
dziełem ewolucji. Że nie jestem niczym innym jak niezliczoną ilością komórek
mięśniowych, tłuszczowych i mózgowych. Niezależnie od przyczyny dlaczego tak sądzę,
uważam, a może właściwie czuję, że jestem czymś więcej, czymś co nie kryję się w mózgu.
Trudno mi się pogodzić ze świadomością bycia czymś w pełni materialnym i wytłumaczalnym.
Moja próżność, właściwa ludzkości od zawsze, karze mi wierzyć w to, że „ja” to nie tylko
ciało. „Ja” dla mnie nie jest zwykłym wynikiem równania przeliczanym w moim mózgu, sumą
moich przeżyć, wychowania i zdolności.

Ja wierzę, że mam duszę.

Nie mówię, że to co dzieje się w naszym ciele, jest bez znaczenia. Że dusza spokojnie
poradziłaby sobie bez niego. Bo to nieprawda. Mózg rzeczywiście pomaga nam kojarzyć,
uczyć się. Mięśnie kurczą się i rozkurczają. Zachodzą procesy chemiczne. Jednak coś musi
to napędzać. Dla mnie tą siła napędową, tym silnikiem jest właśnie dusza. To ona
sprawia, że chce się nam żyć. Ciało jest dla niej jedynie swego rodzaju powłoką, dzięki
której może być tutaj na Ziemi. Coś tak niematerialnego jak ona, w naszym świecie nie
miałoby racji bytu. Więc musi znaleźć sobie „środek lokomocji”, w którym może się
poruszać. To, że wiem, że jestem, te chwile, kiedy myśląc o niebieskich migdałach
„odlatuję”, umiejętność abstrakcyjnego myślenia, a nie tylko suchego kojarzenia faktów,
chęć tworzenia, przekonują mnie, że właśnie tak jest. Źe „ja” to coś więcej niż można
zbadać, poznać, zobaczyć i dotknąć. Zrozumieć.



Martika
po prostu tak mam na imię




PS: impuls- Teoria względności wartości życia (Quasimodo)