Mój Lot

 

 

Otwierając program do pisania ( w tym przypadku word) chciałem zdefiniować i nazwać  swoje uczucia(?), odczucia czy też znaleźć powód mego niezadowolenia z egzystencji na tym padole łez.

Zacznijmy od samego początku. Jakieś półtora roku temu poznałem fajną dziewczynę o wdzięcznym imieniu Katarzyna i intrygujących oczach. Taaak, chodzi mi nie o „dodatkową parę oczu” gdzie zazwyczaj kieruje się wzrok osób płci niepięknej lecz o jej parę niebiesko- zielono-szarych oczach. A musi czytelnik wiedzieć że był to widok porównywany z przysłowiem :

 

 

„nie patrz w otchłań, bo otchłań spojrzy w Ciebie”. I tak też się stało. Po niedługim czasie zaczęliśmy całkiem  swobodnie rozmawiać. Po spłynięciu na mnie dobrodziejstw doby Internetu zaczęliśmy prowadzić poważniejsze rozmowy na Gadu. I mniej więcej rok temu zrozumiałem że Ona, Zireael nadziei, mojej nadziei, morze być moją Boginią, oparciem w tym niewdzięcznym świecie, świecie gdzie nic nie jest takie, jakie się zapowiadało, gdzie istniała tak piękna istota jak właśnie moja Zireael. W porze zimowej 2006 powiedziałem jej to. Kiedy patrzyłem na nią, czułem że zaraz będę latał niczym Ikar, ciesząc się z chwili. Ekstaza trwała jakieś 2 do 3 miesięcy. Bo Ona na każdy mój krok reagowała równie celną i szybką ripostą zdolną dotknąć swą lodowatą odpowiedzią samego serca. „Nie uważam Cię za przyjaciela”, oraz jej twarde i brutalne, bezapelacyjne i bezpardonowe „NIE”. Na wszystko jedna odpowiedz. Na wszystko pogarda. Na wszystko jedno panaceum- Zimno. Cudowny lot Ikarowy zmienił się w katastrofę. Spadając sparzony słońcem o szarych oczach runąłem na ziemię. Na twarde spotkanie z rzeczywistością, piękna perspektywa jaką roztaczała sobą Ona przepadła, rozlewające się ciepło na jej widok ustąpiło obojętności. Wyleczony z ran pragnąłem tylko wrócić w przestworza grzany jednym słońcem.

 

 

Następnym epizodem były wakacje. Liczne rozmowy w których Ona zapewniała że chce zrezygnować z swojego wizerunku „blondi”, pierwsze poważniejsze spotkanie, rozmowy o niczym i pierwsze rozczarowania. „Wiesz z kim Kaaasia się dobrała?” „Nie, z kim?” „Z Kajtkiem!” o kurwa. Kumpel. Przyszły chłopak mojej młodszej siostry. Nie byli długo razem. „Nie wiesz czemu się zmieniłam?” „Nie” „Morze ja się zmieniłam przez Ciebie?” „Przeze mnie?!” to straszne jak Ona potrafiła się zmienić. Przejść z tej Kasi z pozornym nieładem , z tej bystrej i inteligentnej, pięknej, najpiękniejszej w blond „laskę”, w pozorną tę samą Kasię, lecz z pewnością nie Zireael nie moją jaskółkę nadziei.

 

 

Teraz, siedząc  w domu po operacji, po feriach spędzonych w szpitalu na rozmyślaniu, jej widok i wspomnienia nie dają poczucia radości, nadziei, nie budzą wewnętrznego ciepła.

Bo Zireael odeszła, bo ta batalia została przegrana. Przegrana przez nas. Na pobojowisku zostały tylko kruki, żerujące na przeszłości, starające przeżyć. Ja jestem gotów do kolejnej. Jestem gotów do każdej ofiary, każdej odpowiedzialności i każdej bitwy stoczonej o mnie, o Ciebie, o Nas. Ja już raz upadłem i podniosłem. Już raz umarłem sparzony twym żarem.

 

 

Zireael wróć!

 

 

PS .Tworząc to dzieło słuchałem Comy.

 

 

 

 

Aron