Dlaczego uczniowie olewają szkołę?
Ostatnimi czasy na korytarzach szkół coraz częściej spotykamy się z falą „złego zachowania”. Uczniowie lekceważą swoje „obowiązki” i co gorsza sytuacja ta zdaje się pogłębiać z każdym rocznikiem młodych uczniów.
Tak przynajmniej wygląda to z punktu widzenia nauczycieli jak i tych dorosłych, którzy opuścili mury szkół już kilka dobrych lat temu. Jednak nasze (uczniów) zachowanie nie jest spowodowane zwykłym widzimisię. Postaram się przeanalizować ów problem, oczywiście z czyście subiektywnego punktu widzenia (bo przecież prawdziwego obiektywizmu nie da się osiągnąć).
Jednym z głównych uczniowskich plag jest notoryczne nieusprawiedliwione opuszczanie lekcji, czyli popularne wagary. Niestety miażdżąca większość nauczycieli nie chce słuchać wyjaśnień bezwzględnie zaniżając oceny ze sprawowania (dobrze, że chociaż powiększona została liczba stopni), a argumenty mogą być przecież naprawdę sensowne.
Po pierwsze szkoła nie potrafi nas zainteresować wykładami. Nauczyciele najczęściej prowadzą lekcje w sposób mało atrakcyjny, żeby nie powiedzieć nudny. Udziela się to głównie wykładowcom historii, którzy swoim monotonnym głosem mogliby zastąpić każdy z uzależniających proszków nasennych. Nie ma więc co się dziwić, że jeśli już ktoś przyjdzie na zajęcia to zamiast na lekcjach koncentruje się na tym żeby zachować w miarę przytomny wyraz twarzy.
W takiej sytuacji każde miejsce wydaje się być atrakcyjniejsze, a każda czynność, którą można by wykonywać w czasie traconym na szkołę ciekawsza. Moim skromnym zdaniem ten czas można by poświęcić na przykład na pracę nad sobą (bieganie czy inne formy ćwiczeń). Wypad do jakiejś restauracji czy też pizzerii w celu pogłębienia stosunków międzyludzkich wydaje się równie udanym pomysłem. Szkolne znużenie potrafi podsunąć najróżniejsze pomysły.
Kiedy nadchodzą ciepłe dni my nie uciekamy z powodu ładnej pogody. Przez nasze zachowanie przemawia przecież epikurejska filozofia. My po prostu staramy się stosować do słynnego carpe diem. Bo czy jest sens tracić czas na szkołę, jeśli można go spożytkować w gronie znajomych. Zastanów się teraz drogi Czytelniku, co jest najważniejsze w życiu? Odpowiedź może być różna, ale zgodnie z ideą pewnie nie będzie nią pieniądz. Inne pytanie - po co chodzimy do szkoły? Żeby zdobyć wykształcenie. Po co wykształcenie? Żeby zdobyć pracę (a pracujemy dla pieniędzy). Wniosek nasuwa się sam.
Według mnie w jakże krótkim życiu człowieka najważniejsze jest szczęście. Po co tracić czas na gromadzenie rzeczy materialnych przecież i tak po śmierci nic nam z nich nie zostanie. Niektórzy powiedzą, że do szczęścia potrzebne są pieniądze. To prawda, ale nie koniecznie. Szczęście jest w nas. Zdarza się, że i milioner cierpi na depresje „bo życie jest do d…”, a bezdomny cieszy się każdą chwilą . Ale czas się opamiętać, bo trochę odszedłem od tematu.
Nauczyciele mają również pretensje, że uczniowie nie osiągają takich wyników w nauce, jakich by sobie oni (nauczyciele) życzyli. Tutaj również mógłbym powołać się na chęć „życia dniem”. Zdarzają się, co prawda uczniowie (tzw. kujony, dziobaki, itp.), którzy potrafią siedzieć przed książkami całymi dniami robiąc przerwy jedynie na posiłki i ewentualny wypad do kościoła. Ale zaprawdę powiadam, że taka osoba będzie daleka od osiągnięcia szczęścia w życiu, bo całą młodość straci z nosem w książkach, a kiedy uświadomi sobie swój błąd będzie już za późno.
Innym powodem, dla którego się nie uczymy jest napchanie materiału niepotrzebnymi nikomu faktami. Po co komu znajomość liczby świń przypadających na 100ha w woj. Świętokrzyskim, czy też, jaka jest średnia wielkość gospodarstwa w Australii? („musiałem” to wiedzieć w 2 klasie LO) Podczas, gdy typowy Amerykanin lub Anglik nie wie nawet gdzie leży Polska i (o zgrozo!) zastanawia się czy to jakaś wieś w Rosji czy może nazwa nowo otworzonego pubu (sytuacja autentyczna).
Niekiedy w opinii nauczyciela uczeń nie zachowuje się odpowiednio (bez należytego szacunku) w stosunku do niego. Może i czasami jest to prawdą, ale zdarza się, że niektórzy członkowie grona pedagogicznego sprawiają wrażenie jakby uważali się za kogoś ważniejszego. Nie wiem, o co chodzi z tym szacunkiem dla starszych. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i każdemu należy się takie samo uszanowanie! Niestety z obecnej sytuacji można wywnioskować, że „wszyscy są równi, ale zdarzają się równiejsi”. Więc jeśli nauczyciel traktuje ucznia jak kogoś nie równego sobie, nie powinien dziwić się, że może spotkać się z niezbyt miłym zachowaniem drugiej strony. Wszystko dzieje się zgodnie z przysłowiem „jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie”.
Mam nadzieję, że przedstawione wyżej argumenty przynajmniej częściowo usprawiedliwiają zachowanie uczniów w oczach Czytelnika. Przecież nawet zatwardziały dorosły był kiedyś uczniem i jestem pewien, że w ciągu tych kilku(nastu) lat edukacji każdemu zdarzyło się w jakimś stopniu nagiąć przepisy. Bez względu na to, czy jest teraz nauczycielem, dyrektorem, czy nawet papieżem.
KaReem_Ali