Wenus z Milo

 

Ludzkie ciało jak modelina przelewa się tonami przez wąskie uliczki mojego miasta. Tonąłem w nim i wcale mi to nie przeszkadzało. Tłuszcz zarastał mi oczy a mrok wydawał się czymś niezwykle atrakcyjnym. Czułem się jakbym płyną na ostatkach powietrza w granatową otchłań jeziora. Mrok, smaczny niczym czekolada, mrok gorący jak rany pozostawione prze siarczysty mróz.

 

Ludzkie ciała jak modelina przesuwają się przed moimi oczami. Jedne piękne, drugie brzydkie, trzecie niegodne uwagi. Tym którym warto było się przyjrzeć zapamiętywałem i wydawałem ocenę niczym nauczyciel z pogardliwym wyrazem twarzy. Wszystko było by pięknie. Cenny czas płyną by na tej zabawie delikatnie rysując wskazówkami tarczę zegarka. Wszystko było by pięknie gdybym nie dostrzegł jednego człowieka. Legendarnego w moim mieście.

 

Tym człowiekiem był jednoręki X który tak na prawdę nie miał obu rąk. Był śmieciem bo czym więcej mógł by być jak nie tylko tym co mówią o nim ludzie:" Po pijaku wyskoczył z pędzącego pociągu", " Ktoś go chwycił za szmaty i wywalił na tory bo próbował mu ukraść torbę podróżną", " A wie pani, miał jakąś tam chorobę, zamiast kupować leki i się nimi kurować, wolał bujać się po miastach i hulać, kiedy przyłapał go konduktor bez biletu wolał wyskoczyć niż zapłacić za bilet". Wiele o nim słyszałem, wiele widziałem.

 

Widziałem jak ludzie mu pomagają w robieniu zakupów, w spożywaniu napojów oraz w chodzeniu po śliskich chodnikach. Jaką ocenę można mu było wydać na podstawie plotek i tego jak mogło by się wydawać ciążeniu na karkach innych ludzi? Z pewnością nie była by to dobra ocena. Lecz jedno wydarzenie jak skalpel rozcięło mi zarośnięte powieki i ukazało sens ludzkiego życia.

 

W dniu w którym Polska została duchowo osierocona poszedłem na mszę na świeżym powietrzu. Panował tłok którego się spodziewałem, ulice dosłownie były zalane pulsującym tłumem który z czasem rósł jak drzewo które dodaje w swoim odwodzie coraz to nowsze słoje. Wszystko by było skostniałe i pokryte cieniutką warstwą bólu gdyby nie jednoręki X który przypadkiem stanął obok mnie. Mogłem mu się lepiej przyjrzeć. Był człowiekiem z niezwykle bystrym i wyrazistym wzrokiem. Nie zrobiło by to na mnie większego wrażenia gdyby nie jedno wydarzenie którego autorem był pan X. Wydarzenie trwające parę sekund ale przywracające wiarę w człowieka. Tym wydarzeniem była pomoc pana X dla starszej kobiety która nie mogła powstać z klęczek. Gdy pan X to zobaczył podszedł przykucną i przystawił tak kolano aby ta starsza kobieta mogła oprzeć się na nim jak na dobrej podpórce.

 

Wydaje się że niby nic ale mimo upływu czasu ta scena tkwi w mojej pamięci. Właśnie takie najprostsze wydarzenia stanowią sens życia. Widać w nich całą paletę barw dobra a zarazem da się wyczuć chęć walki. W parę sekund czasem można zniszczyć lub uratować ludzką duszę przed utonięciem w mazi nienawiści oraz wszelakiego brudu. Ja wierzę że w tamtej chwili wszystkie grzechy pana X zostały mu odpuszczone.

 

Pisał: Sato