TEKST O TEMATYCE, KTÓRA NIE ZASŁUGUJE NA TYTUŁ
Lenin grać nie umiał w piłkę. Zwali go pryszczata menda. Taktyki ujawnił żyłkę jak został wodzem rewolucji. Anulował
traktaty rozbiorowe, kiedyś tam podpisane przez carycę, co jeszcze wcześniej rozbierała polskiego króla, a potem jego pań-
stwo. Staś Auguścik miał z nią córkę, o czym niewiele osób wie. Za jej ojca rzeczywistego podał się wtedy małżonek Katarzy-
ny, ale cały dwór wiedział że nie on jest ojcem, a połowa z tego dworu wiedziała kto. Dziecko przeżyło lat trzy, co pozwala
wysnuć wniosek że nawet jak Polska Rosję wydyma to i tak nic trwałego z tego nie będzie. Na Kremlu też utrzymaliśmy się
lat trzy chyba coś koło. Albo nawet jeszcze mniej. A Lenin parę lat (miesięcy?) później wysłał Budionnego i Tuchaczewskiego
zeby renegocjowali wszelkie polsko - rosyjskie traktaty za jednym zamachem. Mógł więc sobie wcześniej anulowywać co
żywnie chciał, mając nadzieję że już nic z wiarołomcami Paljaczkami nie podpisze, a to co jest, i tak unieważnią emisariusze.
Dlatego w marcu dwudziestego pierwszego na wieść o podpisaniu pokoju pojechał do Rygi i wielokrotnie potem do niej jeździł,
jak mu się to przypominało.
Ulicami przemyka tłum kibiców drużyny przeciwnej. Właśnie rozwalili jakiegoś malucha, walnęli w parę szyb, pośpie-
wali pieśni patriotyczno-lokalne i teraz wieją. Wieją z zasady, żeby ich policja nie złapała. Bo jak ich złapie to osądzą
ich w dwadzieścia cztery godziny. Ale oni o tym nie wiedzą póki co. Jak się dowiedzą, to się zdziwią niepomiernie, że tak
szybko im się sędzia bez ławników przejedzie po kieszeni czy skaże na roczne zamiatanie ogródka. Albo i pójdą do pierdla.
Nic to, odbębnią ogródek i wrócą na ulice i stadiony z piętnem w papierach, może pokażą kumplom dziary... I pójdzie łatwo,
nastepny fiacik, szybka, recydywa, powazniejszy pierdelek, a w nim kogoś zabiją bo zwariują z agresora. A wystarczyłoby
spróbowac ustalić czy aby nie mają zaburzeń psychicznych albo innych takich. Szary tłum i szare przestępstwa przyciągają
ludzików z marginesu. Mysli taki że mu szybka bezkarnie ujdzie, bo co tam, raz tatuś wybił mamusią szybę i nic się nie stało
poza paroma zadrapaniami. A przez dwadzieścia cztery godziny to zdąży się co najwyżej wsadzić ich do pierdla i nic poza tym.
Tłum popieje z zadowolenia że oto znalazł się ktoś silny i z drylem do porządku, a paru ludzi wsiąknie bezpowrotnie. Cóż, lepiej
stu niewinnych obatożyć niż jednemu winnemu przepuścić. Mam pięć lat prawa, prawnik ze mnie zerowy, więc się nie wypo-
wiem w temacie, czy trzeba się trzymać wykładni językowej prawa jak biblii, Koranu i ekonomii smithowskiej razem wziętych,
ale rozum mi podpowiada że chyba nie. A u polskich urzędników jest to nagminne. Oni to jak widzą że coś jest napisane,
twierdzą że tak być ma i inaczej nie może. To, co stoi w przepisach napisane zostało przez samego Boga jego oświeconą
dłonią, i choćby przyszło tysiąc prawników, i każdy tysiąc miał poradników, i każdy nie wiem jak się wytężał, to ch** im w
dupę bo tu inaczej napisali. Ale pisać o tym, to tak, jak rozprawiać że niebo jest niebieskie. Polski urzednik to gatunek endemi-
czny, zawsze będzie pierdołowaty, średnio poradny i będzie się trzymał przepisów a nie rozumu, który w miarę praktyki mu
zanika. To tak jak z ukraińskim celnikiem - zawsze będzie brał łapówki, bo tam jest to po prostu nie-do-wy-ple-nie-nia!! Nie
zrozumieją, nawet jakby mieli mieć pełen dobrobyt. Nie wiem więc, czy rację ma wojewoda mazowiecki i całe jego szerokie
plecy twierdzące że HGW jest prezydentem Warszawy, czy ona sama, sądząc że nie jest. Ale oprócz wykładni językowej są
inne, na przykład logiczna, tak tylko wspomnę.
I psiakrew, dlaczego Ministrem Sprawiedliwości musiał zostać archetyp polskiego urzednika? Który twierdzi, że
prawo jest tylko od tego żeby zaostrzać przepisy? O mINISTRZE zmilczę - zwyczajnie nie jestem w stanie tyle wypić, żeby
o nim napisać coś nie zabarwionego emocjami. Uznajmy, że jest on na wierzchołkiem góry lodowej Mons Paranoia, u podnóży
której znajdują się tacy ludzie, jak chocby pewna pani Moherowy Beret, która przyszła kiedyś do mojej byłej poradni prawnej
ze sprawą dotyczącą buraczanego targu pod Radymnem i chciała pomocy w napisaniu pisma do Ministra Sprawiedliwości.
A drugiego do wiadomości Prezydenta.
Buraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakiiiiiiiii!!!!!!! Kartoooooooooooooooofleeeee!!!!!!!!!!!!
Tania okazja książeczkę polecam. Nalana twarz prezesa Związku Księgarzy IV RP przedstawiała widok... właściwie
to nie przedstawiała widoku żadnego. Krzaczaste brwi zakręcone we władczy lampas zlały się pod zmarszczonym czołem.
Oczy były tylko na pozór ospałe. Nos tonął wśród obłoków cygarowego dymu, przez co dla siedzących dalej oblicze prezesa
wydawało się dość tajemnicze w swoim zamyśleniu. Tęga żuchwa poruszała się nieznacznie w poziomie, jakby rozcierała coś
o górne zęby. Siedzący bliżej członkowie ścisłego kierownictwa znali szefa trochę lepiej. Wiedzieli, że chyba na coś wpadł.
Coś genialnego. Albo przynajmniej bardzo istotnego. I tylko wypracowana przez lata ciężkiej księgarskiej pracy pokora przesz-
kadza mu w ukazaniu zadowolenia i triumfu. A może stary tylko na coś czekał? Wygodniej - i bezpieczniej - było siedzieć bez
żadnego ruchu.
-Wymyśliliście coś? - dało się usłyszeć na sali.
-Uważam, że nie ma za bardzo o czym myśleć - zaczął dość obcesowo jeden z młodych. -To ciemna masa i zakompleksiona
do tego. Rzuci się właściwie na wszystko, co im podsuniemy - ciągnął dalej, obdarowywany przestraszonymi spojrzeniami
doświadczonych uczestników, którzy mieli już za sobą niejedną konferencję. Prezes nie podnosił nawet głowy.
- Słucham dalej...
-Poprzednie lata dowodzą, że mozna upłynnić wszystko, gdy obiekt będzie odpowiednio zasłuzony i, hehe, zakurzony -
młodzik zaczynał się denerwować - Im więcej kurzu porasta dzieło, tym lepiej. Najlepiej zaś, żeby pochodził z czasów Gierka,
to wzbudzi dodatkowe sentymenty. Ci, którzy wówczas tworzyli, reprezentowali swoistą, że tak to ujmę, "wolność ducha".
Taką skrojoną do własnych potrzeb, na jaką pozwalała im rzeczywistość. To się podoba, ludzie lubią wracać do starych
przyzwyczajeń, lubią czytać coś, co już znają...
- Przypominam, że to związek księgarzy - zaczłą prezes, jak zwykle spokojnie. - A nie kataryniarzy. Ani też nie sprzedawców
Biedronek, usiłujących złapac ludzi na prymitywne socjotechniczne haczyki - odezwał się szef. Młody siadł na miejscu,
jak więzień właśnie przyprowadzony na przesłuchanie.
-Nie przypominam sobie, żeby w ostatnich latach ktoś się rzucał na kryminały Joe Alexa. A ty chcesz, żebyśmy raczyli ludzi
dziełami podobnego wagomiaru. A może Papcio Chmiel? W młodości lubiłem Tytusa. Nawet mój pies nie zechce ci tłumaczyć,
jakie opowiadasz bzdury. Jeśli chcesz uprawiać chałturę, idź do kogo trzeba w ZAIKSIE i im zaproponuj coś na ten kształt.
Referencje osobiście odbiję ci na tyłku.
Blady yuppie poruszał się przez dłuższą chwilę, Choć choć zabranie swoich rzeczy i wyjście również nie byłoby nietaktem.
Nie w tym kraju schamiałych obyczajów. Rozmyślał zapewne nad założeniem budki z hot-dogami naprzeciwko swojej dawnej
pracy. Szef nie puszczał płazem niekompetencji, nawet najmniejszej. Zdenerwowanie nie usprawiedliwiało nikogo, w sprawie
takiej wagi mogło oznaczać tylko niezdolność do działania. A szef bardzo dbał o dobór kierowniczej kadry, nawet tej szerokiej.
"Może nawet celowo zaaranżował tę rozmowę, miał mnie już wcześniej na oku" - myślał z rozpaczą niedawny mówca.
A niełaska takich ludzi jak prezes równała się wilczemu biletowi w całej branży. Nie mówiąc już o całkowitym obowiązku
milczenia, w przypadku kogoś, kto dobrze podpadł, z reguły wzmacnianego solidnym upewnieniem, że ten nie puści pary.
"Nawet w tych partaczach z ZAIKS-u mnie nie zechcą" - zrozumiał wreszcie.
-Ile razy mam wam powtarzać, kim jesteśmy? To aż tak trudne do pojęcia? - rzucił w powietrze prezes - Gołymi
tyłkami świecą w tym kraiku wszyscy, z rządem i episkopatem na czele. Są to ludzie, którzy od kołyski byli chowani na
półgłówków, bo pod tą szerokością geograficzną inni prawie się nie rodzą. I którzy tylko pędowi do władzy i pieniędzy
zawdzięczają to, że mogą się kurwić na trochę bardziej wymyślne sposoby niż pozostali, i uważać, że jakoś z tym żyją. Nic
tutaj nie stoi na swym własnym miejscu. Ostatni prawdziwy muzyk zmarł za Stalina, albo i jeszcze wcześniej. Potem pojawiały
się już tylko jakieś Riedle, Borysewicze i inne marne kopie, które odżywiały się alkoholem, narkotykami i mieniły "gwiazdami".
Zamilkł widząc, że udziela mu się niepokój. On nie mógł okazywać żadnego. Choć jemu uszłoby to płazem. W tym
kraju bez klasy i galanterii nawet Wielki Szef nie zauważał cienia kabotyństwa, który nagle padł mu na twarz. Zboczenie
zawodowe.
-Nie będziemy wyciągać gównianych groszy tak kloacznymi sposobami, jak to robi ZAIKS. Niech sobie wykreują jakiegoś pana
Mariana, portiera z Albatrosa na menago, potem każą mu znaleźć Szczepanika i zorganizować mu nagrywane torunee po
kraju, może przytulą jeszcze parę groszy.My nie będziemy zlecać oferowania żadnemu pismaczynie od siedmiu boleści
luksusowych wydań książek, spotkań z czytelnikami, ani niczego takiego. Wbijcie to sobie raz na zawsze do głowy.
-Tym, co musiał robić, było uspokajanie innych.
-A może by tak Isakowicz?? - zapytał nieśmiało jeden z wiceprezesów.
-Rudolf, do cholery, jeśli sądzisz że to mnie uspokoiło, to się grubo mylisz. Co ci padło na mózg? A może myślisz, że pali się
nam pod nogami aż tak, że musimy zadzierać z Kościołem? O nie, na to bym nie poszedł, nawet gdyby wszyscy nagle
postanowili, że przestają pisać w kwiecie wieku i możliwości!! Kościół, to dopiero hydra! Sam nie wiem, dlaczego jego
hierarchowie żyją tak długo. Pewnie dlatego, żeby mogli zapisać tony bruliionów... Ale nawet myślenie o tym to strata czasu.
Możemy być pewni, że oni wszystko obmyślają sami. To, że pozwolili wydać Isakowiczowi tę książkę, było wkalkulowane.
Na pewno. mieszając się we wpływy Kościoła nic nie osiągniemy. Nigdy.
Zapadła głucha cisza. Prezes się nie mylił.
-Szymborska? Wywleką jej pewnie peany na cześć Stalina... - ktoś z dalszych miejsc złożył natychmiastową samokrytykę.
-Zastanawiam się, czy nie będziemy musieli zacząć właśnie takiej, lekko szemranej działalności. - rzekł na to prezes. Mój
ojciec założył ten związek z miłości do dwóch wielkich rzeczy - literatury i pieniędzy. Wielkie dzieła literatury ruszają myśli
udzkie w obieg. A pieniądz rusza w obieg owe dzieła. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Ludzie będą pisać zawsze, ale
bez pieniędzy książki do nich nie dotrą. I nie urodzi się nowe pokolenie Miłoszów, Lemów, Kapuścińskich, nawet Twardow-
skich... I jeszcze to, o czym mówił ten idiota. To jest panowie, wbrew pozorom - jeśli zdenerwowanie, albo panika pozwala
wam w takowe wierzyć, wybaczam - przeszkoda na naszej drodze. Niech się nim cieszą ci idioci z ZAIKSU, niech orzą
swoimi mumiami aż się tamte rozsypią. Ich działalność w sumie nie różni się od naszej. - pozwolił sobie na czarny humor...
To, że musimy znakomitą literaturę wciskać hołocie w ten a nie inny sposób, to jedyne wyjście, aby ktokolwiek w tym kraju
coś czytał i dawał nam swoje ciezko zarobione pieniądze. To konieczność. Jesteśmy ludźmi honoru. Nie oszukujemy nikogo,
nie reanimujemy trupów i nie dajemy im brzęczeć. Reanimujemy dzieła wielkich, zapomnianych przez swołocz artystów!
Dajemy odczuć piekno, majestat i potęgę tym, którzy ich pragną, i nie przestaniemy tego robić, nawet gdy wśród tego stada
debili będzie jeden na stu, który to doceni!!. Jesteśmy skarbnicą trwałych wartości. Wartości, której ani ten kraj, ani nic,
co kiedykolwiek w nim powstało, nie ma! Z jednym wyjątkiem - nie skażonej posranym wątkiem narodowym twórczości kilku
internacjonalistycznych geniuszy, którzy mieli tego pecha urodzić się nad Wisłą. A że dajemy motłochowi ich niezapomniane
dzieła jak tanią rozrywkę... Ci idioci zapewne i tak prędko je wyrzucą. Ale najpierw je kupią. Dziękuję panom za spotkanie.
Sala powoli pustoszała, podczas gdy prezes nie podnosiłsię ze swojego krzesła. W ustach mełł ostatnie tego dnia
cygaro.
-Kurwa, dlaczego ja nie pracuję tam, gdzie kultura i cywilizacja? - rzucił do siebie. -W takich Włoszech grywałbym w tenisa
z prezydentem, a tutaj? Tutaj mogę najwyżej wydać książkę tego kabotyna Wałęsy za jakiś czas... I obwołają ją - genialną...
Mimo wszystko uśmiechnął się do własnych myśli. Przez chwilę wsłuchiwał się we wiatr, jakby w nadziei że usłyszy odgłos
strzału z ubikacji na parterze... Ale takie historie zdarzały się dziś już tylko kiepskich powieściach dla plebsu. Kiedyś pisali
o nich dawno zmarli mistrzowie słowa.
William Wallace. Będę bohaterem. Chciałem wprawdzie być prokuratorem, ale że jest taka sytuacja, rozumiecie. Poza tym,
to fajnie być bohaterem. Czyżbym miał być, kurde, jakimś Mesjaszem? Zbawicielem? Wolność widzę na horyzoncie, wolność
od czystych komuchów, wolność od hybryd komuszych w pierwszym drugim dziesiątym i każdym pokoleniu, tak tych co mieli
dziadka komucha, jak i tych, których komuszy dziadek siedział przy okrągłych, kwadratowych czy podłużnych stołach. Ci
siedzący po drugiej stronie tych stołów i mieniący się antykomuchami, to ta sama kasta - wszak jedni i drudzy rozmawiali
ze sobą. Dogadywali się. Za dużo słów tam padło, słowa są wieloznaczne, nimi można wyrazić coś jawnie a coś pod przyk-
rywką, słowa są niebezpieczne. Ja mam coś lepszego. Ja mam prawo, uniwersalną i obiektywną rzecz. Prawo układane przez
legislatorów jest emanacją woli narodu ku wolności na ulicach i w głowie. Uchwalanie ustaw jest metodą na coraz to nowe
przepisy, które ustalą ramy działania. W młodości wykuwałem przepisy, to teraz sobie popiszę, albo pozlecam innym, żeby
pisali. Inaczej to by znów doszło do gadania. Gadanie o prawie? Wszystko zostało powiedziane przy pracy legislatorów.
To mądre osoby i mądre jest prawo, które tworzą, a kto potem z nimi dyskutuje, jest podejrzany. Kto za bardzo dyskutował
przy tworzeniu prawa, też jest. Wszyscy działają w jakimś układzie, który dba o to, żeby nic nie było przejrzyste, jasne
i proste, jak orzekanie o oczywistej winie w dwudziestoczterogodzinnym trybie. Przecież ten kogo złapali na niemal gorącym
uczynku, gdy uciekał przed policją, musi być winny. Po co szedł na mecz, po co siadał w trybunie dla kibiców gości? Po co
uciekał? To juz jak pół udowodnionej winy. Oczywiście wszyscy nie pójdą pod sądy. Może nie będzie trzeba zakładać sądów
72-godzinnych dla małych przestępców gospodarczych ani 96 godzinnych dla średnich. Może to się samo ułoży, a na pewno
ułoży się wtedy, jak prekonamy wszystkich dookoła że my mamy rację. Ilu ludzi nam ją przyznało głosując na nas! Zrozumieli
wreszcie, że teraz idzie coś nowego. Siedzieli cicho i nie wiedzieli co myśleć, a my im to powiedzieliśmy, naszym prostym
stylem wypowiedzi! Naszym jasnym programem!! Nikt tak nigdy nie mówił takim głosem!! My robimy coś nowego i damy im
taką Polskę jakiej chcieli, bo przecież nie chcieli komuchów ani niczego, co się z tym kojarzy. Komuchów trzeba zgnieść
i od nowa zbudować sprawiedliwość i prawo. Prawo ma służyć do sprawnego funkcjonowania ogranów i chronić zycie porząd-
nych obywateli. Tak jak wcześniej służyło układowi. I nie przestanę walczyć, dopóki nie wytropię każdego skrawka układu.
Wydaje mi się, że wydawcy książek porozumieli się i zabijają największych polskich poetów i pisarzy, żeby wzrosła sprzedaż
ich dzieł, z czego wyciągną zyski jako wydawcy. Żerują na biednym narodzie który je kupuje ze szlachetnych pobudek
i z tęsknoty za tym co wielkie piekne i polskie. Ojciec Rydzyk mówi o tym na antenie. On wie o co tu biega, mówi tym samym
językiem co my. Naturalny sojusznik. Lepper i Giertych też są naturalnymi sojusznikami, bo podobnie świat widzą. Nic więcej
nie trzeba. Wszystko wytropię i zniszczę. Wszystko tutaj jest takie skomuszałe. Chore. To przypomina poruszanie się w mule.
Pozostaje to wyplenić do ostatniego źdźbla, innego wyjścia po prostu nie ma. Rzygać się czasem chce, jak wszystko jest nie
tak. Ale ja to wyplenię. Nigdy się nie ugnę. To jest tego warte. Już ci panowie od książek nikogo więcej nie zabiją. <RZYYYY-
YYYYYYYYYG> Ulżyło... O mamusiu. Znowu zsikałem się w spodnie.
Donald
03-2007