Biegnij

Światło jest bardzo szybkie. W ciągu kilku minut potrafi dolecieć na ziemię. Potem zwalnia - przedziera się przez żaluzje, odbija się od starego wazonu i razi w oczy. Niektórzy twierdzą, że warto czekać na wschód słońca - to nawet ma sens jeśli jest się baterią słoneczną albo niemowlęciem umierającym z zimna.

Posmarował kromkę chleba masłem. W pokoju było zimno. Wszystko co ciepłe, jasne, przejrzyste...  Szczęśliwy świat został zamknięty w słoiku. Szczęście się kiepsko spiera chyba, że jest to miód syntetyczny. Podniósł do ust filiżankę z zimną herbatą. Wstał, włączył telewizor. Piętnaście tysięcy wrzeszczących ludzi. Każdy czeka na przygodę. Zieleń zaczyna się spalać. Bohater biegnie, upada. Karny!

Można prościej.

-Co oglądasz? 

-Teletubisie. Wyrąbisty program. - wskazał palcem na odbiornik. 

-Mieliśmy do niej iść zapomniałeś? - milczał. - Myślałem, że nie lubisz piłki nożnej...

-Zapycham czas. - odparł. Odłożył talerz. Nie odrywał wzroku od telewizora. - Wszyscy zapychają. Poza tym wygrywamy.

-Boisz się - usiadłem przy stole. Obserwowałem go.

-Czego? - wykrzywił usta - Przecież jestem stuprocentowym mężczyzną, nie mam się czego bać. Trochę się spóźnimy. Co z tego? - ponownie ugryzł kromkę.

-A może w ogóle sobie odpuścimy? To był twój pomysł. Może właśnie TO ciebie denerwuje? Bezkarność?!

-Może powinieneś zostać w domu. - uśmiechnął się szyderczo - No, dlaczego mam iść do kobiety która wciera sobie Kitkaty i prosić o

-O przebaczenie. - starałem się wykrztusić z siebie trochę śmiechu. Chciałem podzielić się tym co tkwiło w moim gardle. Odetchnąłem głęboko. - Poza tym... Satysfakcja, ulga, trochę radości. Nic nadzwyczajnego.

Odłożył kanapkę i wyłączył telewizor. Wstał od stołu, umył ręce.

-Idziemy. - powiedział. Nie zdążył przełknąć ostatniego kęsa. - Nie mogę już tego słuchać.

-O co chodzi? Myślałem, że tobie też zależy.

-Zależy... - Burknął. 

Inaczej.

Szkoły, szpitale, sklepy, kina - każde pomieszczenie posiada swój niepowtarzalny klimat. Kolor podłogi, oświetlenie, zapach... Puzzle rzeczywistości zlewają się w całość. Jednak w ciągu całego życia człowiek zachowuje dla siebie jedynie kilka szczegółów. Pierwsza szczoteczka do zębów, drzwi od szafy, kuchenny nóż, prześcieradło w groszki. Nieświadomie wiążemy. Zlepiasz glinę z plastikiem, światło z drewnem, ciemność i pocałunki. Wszystko co skrzy się w nocy i gaśnie przy narodzinach... 

Siedzieliśmy naprzeciw urzędniczki ośrodka. W pomieszczeniu panowały ciepłe barwy. Z resztą nic dziwnego bo mali ludzie potrzebują radości. Przez chwilę zapragnąłem znów być dzieckiem- mógłbym bezkarnie wspinać się po drzewach, bawić się klockami, szaleć na placu zabaw. Teraz? Teraz ja mam szansę...

-Oczywiście... Wszystko jest w porządku.  - kobieta starała zakryć twarz ręką. - Według prawa... Jesteście państwo zdolni do wychowywania dziecka.

-Tak, tak. - odpowiedział mężczyzna. Dostrzegłem plamy z miodu na rękawie jego koszuli. 

-To nie było pytanie. Ja jedynie głośno myślę. - wyczuwałem w jej głosie zaniepokojenie. Może nie mogła pogodzić się z zaistniałą sytuacją? - Są państwo parą od...?

-Od trzech lat. - odpowiedziałem. Kobieta odgarnęła włosy z czoła. Trzęsły jej się ręce. 

-Kiedy będziemy mogli spotkać się z dzieckiem? - zapytał niecierpliwie.

-Wiedzą panowie, że jest to dla mnie trudna sytuacja... Nie będę ukrywać, że nie popieram tego aby pary... - przerwała.

-Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Po prostu. - spojrzałem się w stronę okna, chciałem uniknąć wzroku który byłby w stanie mnie zabić.

Kobieta wstała ze swojego miejsca. 

-A więc chodźmy. Mam nadzieję, że będziecie stanowić szczęśliwą rodzinę.

Lepiej.

Nie mogę spać. Otwieram oczy, zalewa mnie ciemność - biel wypalająca moje oczy sprawia, że zaczynam wątpić... Nie wiem czy dobrze postąpiliśmy. Może powinienem skończyć kilka lat temu? Skorygować? Nie wiem czy potrafię jeszcze dokonywać mądrych wyborów. 

Ściskam kołdrę coraz mocniej. Zaczynam odczuwać coraz większy wstręt do niego, do siebie, do dziecka. Nie potrafię przyznać się do tego, że kiedykolwiek popełniłem błąd. Wstałem. Poszedłem do kuchni. Nalałem wody do szklanki. Paliwo dla mózgu... Jak można gasić pożar benzyną!?

-Myślałem, że śpisz.

-Staram się...

-Nic się nie stało. Nie mamy sobie nic do zarzucenia.

 

Palant

 

sypee