Powołanie
- Wiesz to właśnie w przyrodzie naprawdę dostrzegam Boga. Chyba nawet
bardziej niż w drugim człowieku...
Anna milknie. Rozgląda się po otaczającym nas lesie i skupia się na własnych
myślach. Na mnie przez chwile nie zwraca uwagi, wykorzystuje to by lepiej się
jej przyjrzeć. Ma ładną buzię, taką o delikatnych rysach, niebieskie oczy i
czarne, krótkie włosy. Cisza, którą ma w sobie dodaje jej uroku, tak jak jej
długa czarna spódnica i biała bluzka, w której wygląda trochę jak
licealistka.
-Do klasztoru poszłaś zaraz po maturze, nie chciałaś trochę poczekać.
No wiesz zasmakować życia, sprawdzić czy na prawdę chcesz tam iść.
-Nie, naprawdę nie. Widzisz dla mnie życie klasztorne było jedynym, które
chciałam poznać, zasmakować, przeżyć.
-Było....?
Anna chwilę się zastanawia, znów ten nie obecny wzrok.
-Gdybym mogła, wróciłabym tam, wiesz ja na prawdę byłam tam szczęśliwa,
no oprócz tych ostatnich dwóch miesięcy. Nie czułam, że coś mnie omija, że
marnuje się, poświęcam. Decyzja o wstąpieniu do klasztoru i służeniu Bogu
i ludziom była dla mnie czymś oczywistym, naturalnym. Wiesz, ja wciąż chcę
pomagać innym, być wierną Bogu, tylko teraz trochę inaczej.
Siadamy na trawie, jest tak bardzo cicho,
spokojnie i bezpiecznie.
-Inaczej to znaczy jak?
-Nie wiem jeszcze, najpierw muszę poukładać kilka spraw, trochę
odpocząć. Czuje się taka zmęczona
-Wciąż o niej myślisz?
-Ja ją wciąż kocham - odpowiada Anna cicho, ale nie aż tak cicho bym
nie usłyszała goryczy - wciąż ją wspominam, wciąż jej pragnę, nie tylko
jej ciała, ale też jej myśli, słów, uśmiechów, błyszczących oczu. Pamiętam
jak pierwszy raz się kochałyśmy - Anna uśmiecha się, ale nie do mnie, a do
swoich wspomnień.- Pojechałyśmy w tedy we dwie na rekolekcje dla zakonnic do
Krakowa. Spałyśmy w jednej celi, zresztą tak jak zawsze. Asia stała w
samym ręczniku, gdy weszłam do łazienki. Nasze oczy spotkały się. Stałyśmy
na przeciwko siebie, bez słowa, tylko patrząc, ja w koszuli nocnej, ona w
samym ręczniku. W pewnym momencie zrobiło mi się gorąco, uciekłam wtedy z
tej łazienki, wślizgnęłam się do łóżka, nakryłam głowę kołdrą i
czekałam.
-Co w tedy myślałaś?
-Nic. Po prostu czekałam. Trochę się bałam. Po kilku długich
minutach Asia wyszła z łazienki. Usiadła na skraju mojego łóżka i
delikatnie odkryła mnie. Nie miała już na sobie ręcznika. Pomyślałam
wtedy, że Asia ma piękne piersi i tak białą delikatną skórę. Powoli zaczęła
głaskać mnie po policzku, w pewnym momencie pocałowała mnie, a później
poczułam jak wkłada mi rękę pod koszule...Ten pierwszy raz był trochę
nerwowy, pełen niepewności, strachu, lęku. Pewnie dlatego, że do końca
sobie jeszcze w tedy nie ufałyśmy, wiesz cały czas myślałam: "a jeśli
pójdzie jutro do siostry przełożonej?" Później jak rozmawiałyśmy o
tym, okazało się, że Asia miała takie same wątpliwości.
-Jednak to ona was w końcu wydała.
-Ja ją rozumiem i nie mam do niej o to pretensji. Widzisz przez cały
okres, kiedy byłyśmy ze sobą, nie mogłyśmy się szczerze wyspowiadać.
Dlatego komunia, którą przyjmowałyśmy była świętokradztwem, dla nas,
szczerze wierzących sióstr było to naprawdę bardzo trudne. Z drugiej
strony za bardzo siebie potrzebowałyśmy, za bardzo się kochałyśmy by
przestać ze sobą sypiać, by rozstać się.
-Więc na jednej szali wasze uczucie do siebie a na drugiej miłość do
Boga?
-Nie do końca...nie czułyśmy, że grzeszymy przeciwko Bogu, ale
przeciwko Kościołowi, zgromadzeniu. To co było między nami było tak piękne,
tak cudowne i czyste, że nie mogłyśmy uwierzyć, że to może obrażać Boga.
Jednak mimo wszystko Asia nie wytrzymała i powiedziała o wszystkim
spowiednikowi. Powiedział, że Asia ma się przyznać do wszystkiego siostrze
przełożonej. Do póki tego nie zrobi nie może przyjmować komunii świętej.
Oczywiście powiedział jej, że ciężko zgrzeszyła, że pójdzie do piekła,
że grozi jej ekskomunika. Gdy zobaczyłam Asie wychodzącą z konfesjonału,
zapłakaną, wiedziałam, że to już koniec. Biedactwo było takie
przestraszone, cała się trzęsła.
-Asia została, obiecała się leczyć, ty jednak odeszłaś z klasztoru.
Dlaczego?
-Nie miałam złożonych jeszcze ślubów wieczystych, więc mogłam bez
problemu opuścić zgromadzenie. Asia miała już śluby wieczyste...Proponowano
mi terapię, ale... może by nie wyleczyli, zrobili by mnie taką, jaką być
powinnam, wyplenili tą cząstkę "zła". Pamiętam jak siostra przełożona
mi powiedziała coś takiego: "Anno jesteś dobrą siostrą, tylko masz taką
dziwną słabość, ale jeśli zechcesz, my jako zgromadzenie pomożemy
ci." Tak chciały mi pomóc, chciały mnie wyleczyć bym stała się
normalna... dla nich. A ja nie chce być normalna, skoro nie mogę kochać tak
jak chce i kogo chce. Kto dał ludziom prawo do dyktowania innym czym jest miłość.
Popatrz, tylu mężów bije swoje żony, upokarza je, tyle kobiet zdradza swoich
mężów, interesują się tylko ich pensjami, wiele par jest ze sobą tylko dla
seksu, albo pieniędzy, a mimo to ich "miłość" jest normalna, jest
lepsza od mojej do Asi, chociaż nigdy jej nie skrzywdziłam, nawet myślą...To
moja miłość jest zboczeniem, nie ich.... i to tylko dlatego, że kocham
kobietę, że jestem lesbijką. Gdybym z taką samą mocą kochała mężczyznę,
ludzie by to zaakceptowali. Stwierdziliby, że to nic strasznego, że młodziutka
siostra poznała miłego chłopca i się zakochała.
-Masz od niej jakieś informacje?- pytam, podając Annie chusteczkę
-Nie, wysłałam do niej list, ale nie odpisała-odpowiada ocierając
oczy.
-Co teraz zrobisz?
- Nie wiem, może zostanę tutaj- uśmiecha się rozglądając się po
lesie.
blanka