Pierwszy ciepły dzień

 

         Czy ja jestem jakiś dziwny? Takie myśli nawiedziły mnie w chwilę po tym, jak uświadomiłem sobie, co czuję na myśl, iż dziś jest pierwszy ciepły dzień, a co za tym idzie – niedługo nadejdzie lato. Należę bowiem do tej mniejszości społeczeństwa, której słoneczne i zielone dni kojarzą się bardzo niewesoło. Nie cieszę się, iż wkrótce będę mógł pojechać sobie nad wodę, aby się popluskać, nie przyszedł mi na myśl fakt, iż dzień się wydłuża, więc będzie można posiedzieć do późna w nocy na dworze nie rozbijając się o niewidoczne w ciemności słupki. Nie dotarło do mnie, że wraz z latem, nadejdą wakacje – długie spacery z piwem w ręku, czy spanie pod namiotami.

        

O nie! Ja bowiem oczyma wyobraźni widzę nieludzką spiekotę, a wraz z nią cuchnących potem ludzi, natrętne komary czy wszędobylskie i wkurzające muchy. Mam dreszcze na myśl o potwornej duchocie wywołującej chrapliwe oddechy, upodobniające ludzi do wyjętych z wody ryb, bądź rozchodzące się w czystym powietrzu niemiłe zapachy dające się wywęszyć z odległości kilometra (a ja jeszcze w wiosce mieszkam).   

Dlatego ja nie lubię lata. Można wręcz rzec, że go nie cierpię. O niebo milsza jest mi chłodnawa i rześka jesień. Zdaje sobie sprawę, iż należę do ogromnej mniejszości, ale cóż poradzić – nie lubię i już!

 

Możecie więc wyobrazić sobie moje obrzydzenie, kiedy po wyczekiwanym wyjściu ze szkoły na me kaprawe oblicze padły gorące promienie słońca. Nie lekkie wiosenne promyczki, ale porządnie grzejące „macki ognia”. A najgorsze jest to, że nic na to  nie poradzę. Nie zamknę się przecież w domu, ani tego cholernego lata nie ominę, albo nie przeczekam. 

        

         Ta świadomość, iż już niedługo nie będę mógł zasnąć, mimo, że bez kołdry i pidżamy, bo będzie zbyt gorąco, żeby zmrużyć oczy, dobija mnie jak osinowy kołek. Już niedługo słońce zaglądające do pokoju przez okna, będzie odbijało się na monitorze przeszkadzając we wszystkim i będę musiał zasłaniać rolety, by mieć choć chwilę spokoju. Po prostu umierać, nie żyć!

No, ale z drugiej strony w końcu przeżyję ten cały koszmar i doczekam upragnionej jesieni. Będę świętował.

 

A póki czas odświeżę trumnę ukrytą w piwnicy i będę hibernować.

 

Hrabia Drac... PHANTASMAGOR 

 

Słowa te piszę 07.03.2007 – pierwszym (w moim regionie) ciepłym dniu, zwiastującym horror.