Manifest marcowy
Gdy
czytasz ten manifest, jest już zapewne Kwiecień lub Maj. Tak też temat trochę
trącający naftaliną.
A moja refleksja nie popisała się refleksem (zapewne antyrefleksyjna była)
i zapukała w skromne progi mojego umysłu nieco po 8 III. Tak, tak, chodzi o
dzień kobiet. W tym momencie wszelkie feministki niech wyłączą komputer,
wdzieją ubranie zakrywające całe ciało i pójdą na ulicę manifestować swą
kobiecość. Nie wierzcie ludziom, szowinizm nie jest gorszy od feminizmu.
8 III. Czy jak kto woli, ósmy marca. Przeklęty
dzień.
Nie myśl o mnie, drogi czytelniku, jako o osobie o zgoła innym
spojrzeniu na seksualność. Nie jestem gejem, mam dziewczynę i nie uznaję łóżkowych
trójkątów. Cenię sobie urodę kobiecą. Zapewne pytasz więc dlaczego nie
lubię ósmego marca? Otóż pośpiesznie Ci odpowiadam. Moim zdaniem święto
to nie ma sensu. Każdy kochający swą niewiastę mężczyzna dokłada
wszelkich starań, by na co dzień uprzyjemnić maksymalnie życie swej lubej. A
tu masz ci los. Dzień kobiet się zbliża. Oznacza to trzy rzeczy. Zakup
prezentu (wyjątkowego, a więc i very expensive), dąsanie się ukochanej i
ostatnia ewentualność, ewidentnie najgorsza z tego wszystkiego. W natłoku
obowiązków może zdarzyć się, że zapomnimy o tym dniu, a dość brutalnie
przypomni nam o nim nasza dziewczyna/żona/przyjaciółka. I nie będzie
zachwycona twym postępkiem. I klops gotowy…
Sam nie sięgam pamięcią w kolorowe czasy
komunizmu. Przytaczano mi jedynie jak to było za komuny. Przydziałowe
rajstopy, goździki... A na półkach w sklepie ocet i musztarda. I co tu kupić
dla białogłowy? Szczęśliwie ustrój się zmienił i półki w sklepie uginają
się pod tonami potencjalnych podarunków dla ukochanej. Tylko za co to wszystko
kupić? W kraju bezrobocie, płace poniżej wszelkich norm a wzrost gospodarczy
i pomoc z Unii widać jedynie na papierze.
Ja,
jako mężczyzna domagam się dnia mężczyzny. My też możemy mieć taki dzień.
Tak zapanuje równouprawnienie. Równouprawnienie to termin lubiany przez
feministki. Nie wiem co one pod tym terminem widzą, ale może jakaś feministka
to czyta i mi wyjaśni (pisać na mail). No i kurwa dlaczego feminizm tak, a
szowinizm nie? Świat staje na głowie i wszystko się pierdoli. Nie śmiejmy się
z kolesi z „Seksmisji”. Może i nam, panowie, przyjdzie tak żyć?
Redmeer