Dramatyka języka polskiego
Zaprawdę powiadam Wam, niniejszy tekst stanowi
kamień milowy na drodze ku lepszemu. Jestem absolutnie przekonany, że po
jego opublikowaniu wszystko zmieni się w okamgnieniu. Ludzie, olśnieni
jaskrawym światłem mego geniuszu i napojeni wodą z krynicy mej mądrości,
natychmiastowo zreflektują się i rozpoczną nowe życie - życie człowieka
używającego poprawnej polszczyzny...
Dupa tam.
Tak naprawdę chcę tylko napisać artykuł na temat, który
większości osób zapewne ani trochę nie obchodzi - mam tu na myśli
prawidłowe wysławianie się. Zdaję sobie, oczywiście, sprawę, że żyję w
czasach, kiedy nie trzeba umieć posługiwać się mową ojczystą, byle znać
angielski i inne języki obce. W końcu nasz język jest jedynie szeleszcząco
- sepleniącą przeszkodą na ścieżce do kariery w Europie czy USA, gdzie
nikogo nie interesuje, przez jakie "u" pisze się "mrówka" i jak wymówić
"chrząszcz brzmi w trzcinie". Najlepiej więc nauczmy nasze dzieci od razu
angielskiego - po co im te durne reguły? Póki co, niestety nadal
obowiązuje nas polski... choć już nie ma u nas roznosicieli pizzy, są za
to "pizzermani", sprzedawca został "sales managerem", a pani sekretarka to
"personal assistant". Pani Resich - Modlińska poinformowała ostatnio w
telewizji, że program pomagają przygotowywać jej "researcherzy", co
kompletnie mnie zdołowało. Wspomniała też coś o "public relations".
Koszmar. No cóż, przecież niedługo nawet babcia klozetowa zostanie "toilet
managerem".
Nie jestem językowym purystą. Nie piszę tego z
pozycji gościa, który właśnie zaczął studiować polonistykę, zaliczył
dopiero pierwszą sesję i chce się pomądrzyć, sądząc, że już wie wszystko.
Po prostu już od gimnazjum, albo i wcześniej, ranił me delikatne serduszko
fakt, że ludzie wykształceni bądź sprawujący funkcje publiczne popełniają
rażące błędy. To, że robią tak ci "prości", nie świadczy już o nich tak
źle. Ale co mam myśleć, kiedy miłościwie nam panujący profesor L.
Kaczyński mówi "podjełem decyzję"? Kiedy doktor J. Kaczyński pisze
"obiad" przez "t" i oznajmia, że "przede wszystkiem należy"? Kiedy
wykładowca u mnie na polonistyce stwierdza, że "termin konsultacji to
dwunasty styczeń"? Takich przykładów jest więcej. Dlatego to piszę.
Dlatego omówię i poprawię kilka najbardziej rozpowszechnionych błędów.
Postaram się nie nudzić Was regułkami. Może dla kogoś to jest choć trochę
ważne... Jeśli nie - przepraszam.
Po pierwsze: nie, drodzy
państwo, wbrew temu, co ciągle słychać w TV, nie żyjemy w roku
"dwutysięcznym siódmym", a wybory prezydenckie nie odbyły się w
"dwutysięcznym piątym". Czemu? Otóż z tego samego powodu, z którego wojna
nie skończyła się w tysiąc dziewięćsetnym czterdziestym piątym. Mamy więc
dwa tysiące siódmy, a nie dwutysięczny siódmy. Naprawdę. Przykro
mi, jeśli zburzyłem czyjś obraz świata... Aha, rok 2000 nadal jest
dwutysięczny. Ale żaden inny, niestety, nie jest. Po drugie:
niedawno wszystkie/prawie wszystkie wystawy sklepowe krzyczały, że jest
jakaś walentynkowa promocja, bo przecież mamy "14 luty". A tu guzik.
Lutych było już dużo, tegoroczny nie mógł być więc czternasty. Wiem też,
że w TV czy na plakatach datę Nowego Roku zapowiadano na pierwszy styczeń.
Ale kłamano. Był to bowiem pierwszy stycznia. O tym, że to pierwszy
styczeń, mógłby mówić jedynie urodzony w grudniu niemowlak - bo dla niego
byłby pierwszy. Ale niemowlęta, jak sama nazwa wskazuje, nie
mówią. Po trzecie: nadal powinno się mówić (i pisać) "wziąć", a
nie "wziąść", do cholery. Nawet jeśli ludziom tak wykształconym, jak pan
Eichelberger (którego skądinąd dość lubię), zdarza się wymawiać odwrotnie.
Upierdliwy jestem, nie? Po czwarte: to akurat dość oczywiste,
ale pytanie kogoś, "co tu pisze", też jest błędem. Na szyldzie nie pisze
"monopolowy", lecz na szyldzie jest napisane "monopolowy". Pisać
może dresiarz na murze. No. Po piąte: wiem, że wspominał już o
tym Adaś Miauczyński w "Dniu świra", ale to nadal denerwujące - chodzi
mianowicie o nadużywanie słowa "jakby". Wypowiedź przeciętnego ucznia na
lekcji polskiego brzmi mniej więcej tak: "<<Pan Tadeusz>> jest
jakby epopeją, której jakby głównym bohaterem jest młody Soplica"... I
dalej w ten deseń. To jakby irytuje. Po szóste: to samo dotyczy
słowa "przysłowiowy". Nie mówię tylko o debilnych zdaniach w rodzaju:
"gdzie przysłowiowych kucharek sześć, tam nie ma co jeść" (a spotkałem się
z takimi), ale też o stwierdzeniach typu: "nie tylko klasówkę źle
napisałaś, ale nawet przysłowiowej pracy domowej nie odrobiłaś", używanych
przez jedną z moich nauczycielek z liceum. Stwierdzeniach o tyle
nieprawidłowych, o ile nie ma żadnych przysłów dotyczących odrabiania
lekcji... Niestety, pani nauczycielka nie jest tu wyjątkiem. Przysłowia
mądrością narodu? Po siódme: słówko "generalnie". Jak
wyżej. Po ósme: w finałowym odcinku czwartej edycji "Tańca z
gwiazdami", który to program miałem nieprzyjemność oglądać z racji
przebywania w jednym pomieszczeniu z fanką tegoż, skądinąd sympatyczna
pani Skrzynecka raczyła powiedzieć: "główną nagrodę wygrała Kinga i
Stefano". To częsty błąd... Oczywiście powinno być: wygrali Kinga i
Stefano, bo przecież nie są jedną osobą. To generalnie jakby
bezdyskusyjne, choć u niektórych może spowodować przysłowiowe
zaskoczenie. Po dziewiąte: Przystanek Woodstock odbywa się w
Kostrzynie, a nie w Kostrzyniu, do cholery! Oczywiście media w 90%
przypadków używają błędnej wersji... Miejscowość nazywa się Kostrzyn, więc
impreza jest w Kostrzynie. Byłaby w Kostrzyniu, gdyby miasto nazywało się
Kostrzyń. Póki co, odmiana "w Kostrzyniu" jest równie poprawna, co
stwierdzenie, że klub piłkarski Pogoń ma siedzibę w
Szczeciniu. Po dziesiąte: rozbrajają mnie czesto spotykane
konstrukcje zdaniowe w stylu: "idąc do szkoły rozwaliły mi się buty". Co
oznacza ta wypowiedź? Że buty same szły sobie do szkoły i się zniszczyły?
I pomyśleć, że imiesłowy są omawiane na początku gimnazjum (albo i
wcześniej)... Chyba ludzie za często wagarowali. Opornych informuję, że
prawidłowa wersja powinna brzmieć: "gdy szedłem do szkoły, rozwaliły mi
się buty". Wiem, że dla niektórych będzie to straszny cios... Po
jedenaste: w "Pytaniu na śniadanie" zaproszona do studia pani ekspert od
mody maniakalnie układała zdania typu: "ten naszyjnik mozemy ubrać do tej
niebieskiej sukienki, a te buty ubieramy do tamtej" itd. Litości... Butów
nie ubieramy (chyba że ktoś jest niezrównoważony psychicznie i chce
odziewać własne buty np. w biżuterię), a zakładamy. Ubrać możemy co
najwyżej siebie. Albo kogoś. Albo ostatecznie choinkę. Po
dwunaste: nagminne mówienie "proszę panią". Jest to prawidłowe w zdaniu:
"proszę panią o wyjęcie palca z nosa", ale niewłaściwe w: "proszę panią,
czy mogłaby pani przestać dłubać w tym nosie?". W tym drugim przypadku
należy używać formy "proszę pani". Czemu? Bo tak już jest ustalone, panie
Gosiewski. Kto to wymyślił? Nie wiem. Na pewno jakiś dupek. Po
trzynaste: zapomnij o tym, że coś się dzieje "na dworzu". Poprawna forma
to "na dworze". Choć zdarza mi się mylić :). Po czternaste:
wakacje nie są "w lato", tylko w lecie (ew. latem), a ferie nie są "w
zimę", tylko w zimie (zimą). Ta pierwsza opcja ma tyle sensu, co mówienie
"mieszkam w Łódź". Po piętnaste: fanów sportu informuję, że wbrew
temu, co powtarzają media, Liga Mistrzów została wygrana przez FC
Barcelona (ew. przez Barcelonę), a nie przez "FC Barcelonę". Dlaczego?
Otóż z tego samego powodu, z którego mistrzostwo Polski zostało zdobyte
przez Legię Warszawa, a nie przez Legię Warszawę. Po szesnaste:
błagam, nie mylcie "bynajmniej" z "przynajmniej". Gdybym dostawał grosik
za każdym razem, kiedy słyszę kwestie w stylu: "politycy są przekupni,
bynajmniej w Polsce", to miałbym... eee... dużo groszy :). Że co? Że brzmi
podobnie? No tak... Możemy więc równie dobrze twierdzić, że najlepszy w
szkole uczeń jest prymasem. Po siedemnaste: niektórym jeszcze
trzeba tłumaczyć, że nie mówi się "umię" i "rozumię", a "umiem" i
"rozumiem". Nie zawsze mi to przeszkadza, ale kiedy ten błąd popełniają
moi koledzy z polonistyki, to jest dobijające. A teraz przepraszam, muszę
iść się wypłakać. Po osiemnaste: słyszeliście kiedyś, że akcja
filmu bazuje na "faktach autentycznych"? Interesujące, prawda? Choćby
dlatego, że nie ma faktów nieautentycznych :). Fakty to fakty, zawsze są
prawdziwe i nie trzeba tego dodawać. Za to w "Solaris" nasz wielki pisarz
Stanisław Lem umieścił zdanie z wyrażeniem "cofnął się do tyłu". No cóż,
nie można raczej cofać się do przodu. Cofnął się i tyle. Nie mówmy więc o
faktach autentycznych, o akwenach wodnych, o panaceum na wszystko ani o
niezbędnej konieczności, bo to głupi idiotyzm :). Po
dziewiętnaste: ludzie mówią ostatnio, że "osobiście uważają, że"... W
sumie mają rację. Chyba nie można uważać czegoś nieosobiście,
prawda? Po dwudzieste (przeginam): kobieta sprawująca funkcję
sędziego jest właśnie sędzią, a nie jakąś tam "sędziną", jak mówią
niektórzy. Nie używa się formy "sędzina", tak jak nie można powiedzieć
"adwokatka", "ministerka" ani "prezydentka". To samo dotyczy większości
nazw funkcji publicznych (choć nie wszystkich). Po dwudzieste
pierwsze: sympatyczna (chyba aż za bardzo) pani poinformowała właśnie w
TV, że do robionej przez nią sałatki przyda się jej dorodny pomarańcz. To
smutne. Myślałem, że nie będę musiał pisać, że mówi się "ta
pomarańcza"... Po dwudzieste drugie (ojej): czemu często mówi
się: "nie zwróciłem na to uwagę"? Taka forma jest niepoprawna w zdaniu
przeczącym. Prawidłowe zdania brzmią: "zwróciłem na to uwagę" i "nie
zwróciłem na to uwagi". I już. Dobre, nie? Po dwudzieste trzecie:
nie można "grać w komputer", tak jak nie można grać w gitarę. Pocieszę Was
za to, że nadal da się grać w piłkę. I w gry komputerowe NA
komputerze. Po dwudzieste czwarte: "za granicą" pisze się
oddzielnie. Wiem, że w tygodniku "Piłka Nożna" jest inaczej... Tam myślą,
że powinno pisać się to razem, skoro istnieje słowo "zagranica". No cóż -
źle myślą.
No. Chyba wymieniłem już te najpopularniejsze
błędy... Jeśli kogoś jeszcze obchodzi, jak powinno się mówić, to może ten
tekst okaże się pomocny. Oczywiście tylko wtedy, kiedy ten ktoś jakimś
cudem jeszcze tego wszystkiego nie wiedział. Od siebie dodam jeszcze, że
mam uczulenie na nadmierne ukwiecanie mowy. Daje to śmieszny efekt, kiedy
reszta wypowiedzi jest na innym poziomie, niż dany "mądry" wyraz. Ile to
razy słyszeliśmy w wywiadzie z jakimś piłkarzem: "no i on mi podał, i
kopłem i wpadło, to i ten tego no strzeliłem bramke, aczkolwiek
najważniejsze, że żeśmy wygrali"... Przecież to nieszczęsne "aczkolwiek"
aż kłuje tu w uszy. Ten wyraz jest chyba zresztą najpopularniejszy wśród
tych, którzy chcą pozować na elokwentnych. Taki inteligent zawsze powie
"natomiast" zamiast "za to", "aktualnie" zamiast "teraz" (co też z reguły
jest błędem), "owszem" zamiast "tak" oraz wepchnie do zdania mnóstwo
"generalnie" i "stosunkowo", choćby to pasowało do wypowiedzi jak Order
Uśmiechu do Giertycha. Bycie epigonem lingwistycznych wirtuozów jest
definitywnie deprymujące :). I sztuczne. Szymborska napisała kiedyś, że
dziś nie jest już nawet tak, że Ala ma kota. Teraz Ala posiada
kota. Skoro więc posiadałem trochę wolnego czasu, postanowiłem wyrazić
własne zdanie na ten temat. Ale nie słuchajcie mnie, bo podobno angielski
jest teraz najważniejszy. Pewnie i tak niedługo pojedziecie wszyscy do
Irlandii, by zmywać tam naczynia, zamiatać albo - jak Agata Wróbel -
sortować śmieci, więc znajomość mowy Szekspira przyda Wam się bardziej. W
końcu dla każdego Polaka z wyższym wykształceniem i dobrze opanowanym
językiem obcym praca przy kopaniu rowów to szczyt ambicji - byle była za
granicą.
A polonistyka jest tylko dla tych paru idiotów,
którzy zostają.
Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>
PS. Pozdrawiam swoich
plagiatorów - w Internecie jest już dwóch debili, którym na tyle spodobała
się moja ksywka, że postanowili ją sobie przywłaszczyć. I to przez nich
nie mogę logować się pod własną ksywką na last.fm czy założyć skrzynki na
o2 i Wirtualnej Polsce, bo to wszystko jest już zajęte. Też sobie idola
znaleźli...
PS2. Pozdrowienia idą też do pani z liceum, która
myliła słowo "ingerować" z "ignorować".
PS3. Niech ktoś wreszcie
zacznie odwiedzać doorshlaq.eblog.pl, bo moje
wybujałe ego tego potrzebuje :).
|