14
maj 2007


kontakt

Strona - 07 - Yeah Yeah Yeahs...

Yeah Yeah Yeahs - Show Your Bones

Ich debiut w 2003 roku był skromnym przełomem na coraz bardziej odtwórczej scenie garage rock revival, złamaniem wymęczonej przez prekursorów konwencji i ugryzieniem tematu wreszcie od zupełnie innej strony. Dwa lata potem na konferencjach prasowych sam premier Marcinkiewicz w uniesieniu, intensywnie gestykulując dłońmi wykrzykiwał ich nazwę po powrocie z negocjacji Brukselii. Gorzej, że podróż była ku temu niezbędna, bo tu, w Polszczy, jak wszystko, co faktycznie najlepsze, „Fever To Tell” Yeah Yeah Yeahsów nie odbiło się głębokim echem.



Ich obecność zarysowała się raptem paroma (poniekąd udanymi) teledyskami emitowanymi w sieci MTV, czy garścią wzmianek na łamach głównie niezależnej prasy sieciowej. Natomiast płytę jak trudno było dostać, tak dalej jest. Wreszcie trzy lata po sukcesie „Fever To Tell” dostajemy drugą szansę, tym razem pod tytułem „Show Your Bones”.

Już na wstępie zaznaczyć trzeba, że zespół przeszedł gruntowną metamorfozę. Przyczyny takiej decyzji nie są do końca jasne, bo choć faktycznie mogła wynikać z potrzeby dalszych muzycznym poszukiwań swojego "ja", to sam jestem bliższy spiskowej teorii, że może również z przykrych doświadczeń koncertowych Yeah Yeah Yeahs.


Na „Show Your Bones” wokalistka, nie jawi się już jak maniakalna fanka rozkoszy cielesnych, którą non-stop rozpierają hormony. Ciężko w to będzie niektórym uwierzyć, ale nieobliczalna Karen O. na przemian wrzeszcząca, jęcząca, piszcząca, mrucząca, skrzecząca, szepcząca to już przeszłość. Jej styl w genialny sposób sprawdził się na płycie, gdzie w studiu każdy element zawsze można było poprawić, dograć, zretuszować, nietrafiony dźwięk podciągnąć do właściwej tonacji itd. Podczas występów na żywo natomiast nie było sposobu, żeby odtworzyć te emocje, we znaki dawały się wyraźne niedociągnięcia warsztatowe śpiewu wokalistki YYY's, wypadało to głównie komicznie, czasem wręcz żenująco.

Tym razem wokal jest dużo bardziej oszczędny, sprecyzowany, przy czym też elementów charakterystycznych nie zabrakło. Jest ich tylko nieco mniej. Cały zespół brzmieniem zbliżył się raczej do The Kills, gdzie niegdzie pobrzmiewają też echa klasyków nurtu jak w „Mysteries” (jedzie The Strokesami).

„Show Your Bones” w przeciwieństwie do „Fever To Tell” nie jest dziełem chwili, muzycy nie poszli tu na żywioł, jak w przypadku debiutu. Jest natomiast więcej przemyślenia, bardziej drobiazgowe aranże, przy czym zachowany naturalny dla Yeah Yeah Yeahs minimalizm instrumentalny, miejscami nawet silniej naznaczony, jak w cudnym kawałku „Warrior”. I tak płyta niby dojrzalsza, nie tracąca przy tym na przebojowości, bo w przeciwieństwie do „Fever To Tell” potencjalnym hitem radiowym/telewizyjnym jest niemal każdy utwór. A jednak jakby brakuje choćby jednej kompozycji na miarę przeuroczego, ciepłego „Maps”, czy „Y-Control”.

Autor: Alex  

   
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)