14
maj 2007


kontakt

Strona - 07 - Wilki...

Wilki - Watra

Z najstarszych zapisków pradawnych plemion plebejskich odszukanych przez naukowców z Bierutowic wiemy, że istnieją dwa rodzaje krytyki. Krytyka destruktywna, pozbawiona głębszej sfery merytorycznej, nie mająca na celu niczego więcej ponad podcięcie skrzydeł obiektowi, nagonki oraz krytyka konstruktywna, wyposażona w rzeczową argumentację, uczciwie wytykająca błędy, niedoróbki. Jako wieloletni fan dorobku twórczego zarówno Roberta Gawlińskiego z Wilkami, jak i jego poczynań solo, jestem do tego stopnia rozgoryczony nowym albumem zespołu, że nie mogę zagwarantować, czy choćby jedno zdanie tej recenzji będzie wolne od inwektyw, bądź cynicznych docinków. Wszystkie dzieci i osoby nieletnie prosimy o odejście od ekranów. Zaczynamy rzeź niewiniątek.



...Bo przecież nie drapieżnych Wilków. Pierwsze objawy rozczarowania pojawiły się z premierą singla "Bohema". Banał muzyczny, z marną aranżacją, do tego klawiszem niemal wyjętym z największych hitów rewolucji Disco-Polo, jaka malowała się w naszym kraju z początkiem lat 90 (słowo daję - Bayer-Full pęknie z zazdrości).

Tekstowo - marnie. Po prostu nie mogę przyjąć tego do wiadomości, że autor takich piosenek jak "A moje bóstwa płaczą", czy "Beze mnie o mnie" mógł zaserwować nam takie truizmy jak "lecę, bo chcę; lecę, bo życie jest złe". To niewątpliwie idealny materiał do eksploatacji, wyrażania nie do końca werbalnych podniet telewizyjnych komentatorów sportowych podczas kolejnych konkursów skoków narciarskich. Dla każdego amatora muzyki z poziomem wrażliwości nieco wyższym niż u statystycznego mieszacza cementu (z pełnym szacunkiem dla ludu pracującego stolicy i reszty państwa) będzie głębokim załamaniem.


Dramat tym większy, że płyta nie tylko ze względu na część słowną jest nie do przyjęcia. Kłamstwo powtórzone sto razy uzyskuje statut prawdy, podobnie jak utwór "katowany" do porzygania przez telewizję, wszystkie rozgłośnie radiowe staje się "przebojem". Tak właśnie jest w przypadku "Bohemy". Miernością dorównuje jej niemal cała reszta szarego, nudnego, kiczowatego albumu.

Jedynym przebłyskiem na płycie jest kompozycja o proroczo brzmiącym tytule "Słońce pokonał cień". Wreszcie umiejętne zaaranżowanie klawiszy, świetny mix i do tego doskonały, zaśpiewany dość patetycznym, przytłoczonym głosem tekst. Cały Gawliński! Wreszcie prawdziwy on! Gdyby taka była cała płyta, nie mógłbym jednego złego słowa powiedzieć. A tak? Perła zanurzona w szambie.

W ten sposób z drapieżnych Wilków zrobiły się potulne Pudle (nie umniejszając zespołowi Maćka Maleńczuka). I do wszystkich fanów apeluję - dla dobra Roberta Gawlińskiego, nie kupujcie tej płyty. Nie może być w muzyce takich kompromisów. Albo jest się Artystą nagrywającym niezależnie od gustu słuchacza masowego (jak to jeszcze do niedawna z powodzeniem robił Gawliński), albo się staje w szranki z Ivanem i Delfinem w walce o wyróżnienie "Teleexpressu", czy nagrodę czytelników "Tele Tygodnia".

Autor: Nawrotus  

   
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)