14
maj 2007


kontakt

Strona - 07 - Hell on Wheels...

Hell on Wheels -The Odd Church

Muzyczna Skandynawia poniżej pewnego poziomu nie schodzi, to fakt. Fantastycznie tandeciarski Jens Lekman, rodzeństwo z The Knife, słodko-wyzywająca Annie. Nawet momentami żałosne I’m From Barcelona prezentuje kawałek artystycznego rzemiosła. Gdzieś w cieniu kilku znaczących dla alternatywnego światka nazw, na przecięciu jednocześnie ładnych i jazgotliwych melodii oraz nic niewnoszącego skażonego nadmierną matematyzacją indie-rocka plasuje się Hell on Wheels.

Lata świetlne temu, wyczytałem w programie telewizyjnym zapowiedź jakiejś wybitnej młodzieżowej produkcji filmowej, w której jako żywo figurowali „Szwedzi z Oslo”. Nie byłoby w tym nic dziwnego – Norwegom do Szwecji blisko i vice versa, gdyby nie kontekst wyraźnie zakładający, że Oslo jest stolicą Szwecji. Zostawiając jednak na boku geograficzne dywagacje i poziom wspomnianego obrazu, rzuca się w uszy, że sztokholmskiemu trio blisko do brzmienia wyspiarskiego. Nawiązania do Belle & Sebastian nasuwają się na wysokości męsko-damskiego dialogu wokalnego w „Heard You On The Radio”, zaś charakterystyczne rozciąganie melodii zwrotek „Handing Over Your Heart” spina całość Murdochowską klamrą. Z tym, że indie dla Hell on Wheels jest jedynie punktem wyjścia a nie destynacji.


Za parawanem dwugłosów i tradycyjnych, trochę nudnawych melodii Skandynawowie schowali hałaśliwe, garażowe refreny rekapitulujące Pixies. Gitarowe zgrzyty i przestery rozpędzają rozkrzyczany, najciekawszy w ostatecznym rozrachunku „Come On”, brzmieniowe napięcie i fale niekontrolowanych dźwięków prosto z odkręconych do maksimum pieców „5 More Minutes” odsyłają wprost na „Trompe Le Monde”. Z tym, że nawet najbardziej wydzierający się Rickard Lindgren i Asa Sohlgren w swoich wokalnych rozmowach brzmią tak, jak szepcząca Kim Deal i ziewający Frank Black.

Choć z reguły jest prosto, mocno, pewnie i do przodu, zdarza się, że Szwedzi kombinować zaczynają przy konstrukcji utworu, zbliżając się w okolice Yo La Tengo. W „Stealing Notes From The Devil’s Notebook” dłubią przy figurkach basowych, specyficzne „poszukiwanie” właściwej melodii cechuje finałową partię „Handing Over Your Heart”. Jakby przekornie, Hell on Wheels po czterdziestominutowej dawce sprzęgów proponują coś nieco bardziej złożonego.


Reasumując, zespół trwa w zawieszeniu pomiędzy belle-&-sebastianową estetyką a spectorowską ścianą dźwięku podpartą gruntownie przerobionym pixiesowym elementarzem. Nic odkrywczego, ale zawsze coś. Wielka szkoda, że dosyć niebezpieczny jak na warunki kapeli stylistyczny szpagat kończy się bolesną kontuzją w postaci sztampowego „Pervertion”. Niby wszystko jest w porządku. Gitary są. Ładne wokale są. Melodie też niczego sobie. Szkoda, że żadnego przełomu nie ma.

Autor: M@jkel  

   
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)