14
maj 2007


kontakt

Strona - 07 - Iron Maiden...

Iron Maiden - A matter of life and death

Kiedyś, to były czasy!!! Coś mnie wkurzyło i już było nieźle, już można było popadać w rózne paranoje, schizofrenie i inne rowijające mózg stany, mówił kiedyś ten smutniejszy z poetów kłodnickich. Zasadniczo się z Ghallem zgadzam. W miarę wyrastania dobrze widzi się niepowagę niektórych (albo i wszystkich) mlodzieńczych dołów, albo tez zwyczajniej zaczyna na nie brakować czasu i przychodzi nam z nich, no cóż, zrezygnować. A jak już się przyplącze jakiś mózgogryz, to wynika albo z rzeczywistego, a nie wydumanego problemu, albo z tego że trafił nam się dzień wolny od obowiązków, który możemy akurat nań przeznaczyć.

Słucham sobie najnowszej płyty Iron Maiden i jestem w środku metalowego jazgotu. Perkusja Nicko prze do przodu, wiosła Dave`a, Adriana i Janicka idą równo, pulsuje bas Steve`a, a Bruce wydziera się jak dawniej. Czyli wszystko po staremu. Dodałby jeszcze, że razem wywiera to niezwykle miły dla ucha efekt i w zasadzie można by uznać recenzję za skończoną. Ale byłoby to parę truizmów na krzyż. takich które zawsze i wszędzie można powiedzieć o Żelaznej. Masa ludzi jak zwykle się na nich zatrzyma, czy będą to antyfani, zarzucający szóstce muzyków z Wysp, że od lat grają jedno i to samo, czy ortodoksi, próbujący uczynić z zespołu jeden z ostatnich szańcow "starego, dobrego heavy". Tych drugich mi żal. Nie widzą, że Ironom do ideału daleko. Rzadko kiedy ich za takowy uważałem, no, może jak czasem zasypiałem po przesłuchaniu Brave New World, albo miksu piosenek z Piece of Mind i Number of the beast. Ale to było kilka lat temu. Ironi są przede wszystkim dla rozrywki, dla atmosfery miłego jazgotu, czy to na koncertach czy w słuchawkach w domu. Zresztą, cały metal od tego jest, jeśli o mnie chodzi. No dobrze, powiedzmy że heavy, w tym się najlepiej rozeznaję. Tak czy siak, zawsze podchodziłem w ten sposób do wszystkich gatunków metalu, jakie pojawiały się w moich głośnikach, bez dorabiania zbytniej ideologii.

Iron Maiden - A matter of life and death

Ale samo pozytywne uczucie jazgotu nie wystarczy, aby oceniać płytę wyżej, niż w porywach na sześć. Juz minęły te czasy. To tak jak z tymi depresjami:) Kolejny truizm - Ironi nigdy nie zejdą niżej pewnego poziomu. Tak też jest w tym przypadku. "Different world", otwieracz "A matter of life and death" śmiało może robić za kwintesencję wszystkich słów, które mozna powiedzieć o Żelaznej na szybko - ot, szybki, wtórny, ot Bruce. Ale już otwieracz czymś zaciekawia. Może stonowanym refrenem. Po dość wybuchowej zwrotce wokalista dość niespodziewanie wchodzi na niższe rejestry i brzmi to nieźle, nieco jakby tajemniczo. Bruce ma juz czterdzieści osiem lat i jego syrena alarmowa zdaje się trochę rdzewieć.


Mówi się trudno i słucha się dalej. "These colors don`t run" utwierdza niestety w zdaniu, że wszystko już było. Nie jest to na pewno akcja właściwa po kawałku numer jeden. Intro na gitarze, potem włącza się druga, wolne jakieś. Perkusja, wokal. słyszałem to już setki razy. Na Brave, na Dance of death, mroczność jak z X Factor... Jak dla mnie ten kawałek jest poskładany z róznych części, a każda z nich mogłaby posłużyć do komponowania piosenek, które Dziewica napisała już wcześniej... Bruce nie wychodzący na wyższe partie sprawia wrażenie męczącego się, a cały utwór zdaje się toczyć siłą rozpędu. Wywiera to bardzo niekorzystne wrażenie, nie czuję świeżości i pieprzności, czasami wszystko się wlecze jak w piosenkach Comy... Owszem, dość zgrabne to, jak zawsze, ale co z tego?

Nagle zmiana melodii. Pieprzna perkusja do rytmu gitarom, po czym następuje solo. Brzmi to ładnie, zabieg choćby z "The nomad". Mówią, że "A matter..." to najbardziej progresywna płyta w dorobku Ironów. Progresywnego metalu nie słuchałem prawie w ogóle, poza paroma w życiu kawałkami Opeth i Dream Theater, więc przymykam się i słucham. Ale znowu refren, znowu Bruce, znowu to poskładanie. Na Brave brzmiało fantastycznie, ale tam prawie wszystkie kawalki były czysto heavy-metalowe. Wygląda, jakby chłopaki chcieli ująć w ramy nieco klimatu niepewności, mroku, jaki był obecny na Dance of death, i stosują chwyty własciwe progresywnemu graniu. Mówi się ok, ale mnie takie granie kojarzy się z patosem, a ten zostawiłbym progresywnej odmianie rocka. Metal ma hulać.

I tak też widze resztę płyty. Smakuje jak Ironi, niezaprzeczalnie. Jest tu coś, co lubiłem na płycie, od której zacząłem moją przygodę z Ironami, czyli świetnym Brave new world, jest coś z bezpośrednich poprzedników i następcy. Jest coś nowego w sumie. Takie podpięcie progresji pod dobrze znane brzmienie będzie wodą na młyn dla wszystkich grup zainteresowania Żelazną, o których wspominałem wyżej. Ktoś powie, że płyta odkrywcza i ożywcza, ktoś inny - że w gruncie rzeczy to samo badziewie. Ja powiem, że nie mogę czegoś Ironom wybaczyć. Od czasów Blaze`a Bayley`a prezentuja oni jakiś rodzaj przaśności. Jakby wszystkie kawałki powstałe później osadzili w jakiejś foremce, a róznice wynikały czy to z przyprawiania ciasta, czy to z dłuższego lub krótszego okresu wypiekania. A może po Fear of the dark - albo w czasie jej nagrywania - przyszedł po prostu wiek średni? Na żadnej wcześniejszej płycie nie zauważałem nic takiego. Od wczesnych lat 90-tych powiedzenie że płyta Iron Maiden "da się słuchać", brzmi dla mnie jak fakt ze dwa plus dwa to cztery. Ciasto jest w sumie to samo, ale ocenianie dokonań Ironów jedynie po tym byłoby dość rażącym uproszczeniem. To przyprawy decydują o odmienności każdego krążka. A matter... da się słuchać, i dobrze że Dziewica nie rezygnuje z dodawania coraz to innych przypraw. Nie brzmi to wszystko tak przekonująco jak dwadzieścia lat temu. ale cóż. Czas płynie dla nich jak dla wszystkich. A że nie znudziło im się jeszcze grać jednej piosenki w tysiącach wersji? Taki już ich urok.:) We wstępie stwierdziłem, że każdy lubi wracać do starych nawyków, które jak są dobre, nie są złe. "Iron Maiden wydał kolejny album". - kończę tymi oto słowami. I niech wydaje dalej.

7/10

Autor: Donald  

   
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)