14
maj 2007


kontakt

Strona - 07 - Air Pocket...

Air Pocket - Symphony

Któregoś parnego, przedwakacyjnego popołudnia jechałem do pewnego, dosłownie i w przenośni, undergroundowego krakowskiego radia dzierżąc w spoconej dłoni pożyczony od kumpla egzemplarz „Historii Kina”. Wypchnięty na właściwym przystanku przez usłużnych pasażerów uświęcałem w myślach, po uprzedniej pyskówce z jakimś szczylastym gimnazjalistą, szerszym niż wyższym, blokującym skutecznie dostępu do drzwi, Michaela Douglasa torującego sobie w filmie „Upadek” drogę kijem baseballowym i seriami z automatu. Gdy wreszcie wszedłem do równie upalnego (jedyne okna znajdują się na poziomie chodnika) studia, dobiegły mnie proste akordy gitary akustycznej przenicowane elektronicznym tłem. Beatlesowski chórek schłodził mój gotujący się mózg. Wiadomo, „How Does It Make You Feel?”.

„Pocket Symphony” rozpoczyna się dokładnie w miejscu, w którym wybrzmiewały ostatnie sekundy wydanego trzy lata temu „Talkie Walkie”. Easylisteningowa, okołoambientowa elektronika organizowana pełnymi, głębokimi fortepianowymi frazami sączy się przyjemnie z głośników, przywołując raz za razem znajomy szum morza „Alone in Kyoto”. Zwarta i klarowna, oparta na repetycjach struktura całości najpełniej zdradza od dawna podkreślaną fascynację Dunkela i Godina muzyką klasyków w rodzaju Phillipa Glassa czy Steve’a Reicha. Zresztą, już sam tytuł płyty zobowiązuje. A i w warstwie muzycznej kieszonkowa symfonia pod batutą dwóch Francuzów pobrzmiewa pulsem reichowskiego minimalizmu z „Music for 18 Musicians”. Cykl akordów, powtarzając się i krążąc w zamkniętym obiegu utworu, powraca czasem w kolejnych jako wariacja. Sprzyja temu przemyślana konstrukcja całości, zakładająca ciągłość muzyki i redukująca wszelkie pauzy do minimum. Żadnego niepotrzebnego przestoju, jedynie precyzyjnie ustalone delikatne zmiany. Ulotne i często za pierwszym razem niedostrzegalne modulacje, schodkowe kolaże nastrojów.


Przedłużeniem odwołującej się do brzmień Dalekiego Wschodu ścieżki zapoczątkowanej eterycznym zakończeniem poprzedniego albumu, są wyeksponowane, momentami przejmujące pierwszoplanową rolę melodyczną partie japońskich instrumentów strunowych w rodzaju harfy koto czy banjopodobnego shamisen. Podobnie pointylistyczne akcenty kończące poszczególne frazy „Napalm Love”, wiatrowe dzwoneczki w tle „Photograph”, o charakterystycznych wokalizach nie wspominając. W wyniku tego, przy co bardziej leniwych fragmentach aż nazbyt wyraźnie powracają dźwiękowe pocztówki z „Lost in Translation” Sofii Coppoli.

Muzyczny vintage równoważą dyskotekowe bity napędzające „Mer Du Japon” czy indie-piosenkowość mocno akustycznej ballady „Left Bank” i dopieszczona produkcja Nigela Godricha. Fenomenalnie brzmi tło, drżące partie fletu są idealnie przytłumione, keyboardowe pasaże pojawiają się by wzmocnić echa i pogłosy, świst niedociskanych strun akustyka pozostał nietknięty. Dopełnienie stanowi oprawa graficzna płyty autorstwa francuskiego artysty-designera, eksperymentatora trzeciego wymiaru i cyfrowego kameleona sztuki nowoczesnej Xaviera Veilhana.

Po nieznośnie eklektycznym, balansującym jak pijany linoskoczek na granicy popowego kiczu i lukrowej indietroniki „Talkie Walkie” Air przenieśli się w rejony kojącego ambientowego soundu, jedynie od czasu do czasu powracając do prostych, bezpretensjonalnych piosenek rozpisanych na gitarę akustyczną i elektroniczne tło. „Pocket Symphony” wydaje się być dziełkiem do tego stopnia skończonym, jednolitym, że umyka gdzieś fakt gościnnych udziałów Jarvisa Cockera czy Neila Hannona, i jednocześnie lekkim, zwiewnym. Jeśli takie płyty mogą być dla kogoś pomostem do pięknej ambientowej czy może nawet klasycznej podróży, to jestem na tak.

Autor: M@jkel  

   
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)