|
Zakon Krańca Świata - Maja Lidia Kossakowska
Z dawno zapomnianych mitów, z tajemnic
przechowywanych przez Tancerzy, z chorych utopijnych wizji Mistrzów
Blasku wyłania się Drzewo. Jest celem, jest Świętym Graalem. Dla
kogo?
Kossakowska w pierwszym tomie „Zakonu
Krańca Swita” powołuje do życia bohatera. Niezadowolonego z zycia,
ropamiętującego przeszłość, najzwyklejszego bohatera. Jednak Lars Bergerson,
prócz tego, że jest bohaterem, jest także Grabieżcą, członkiem nieistniejącej
już gildii, złodziejem wkradającym sie w „wyższy wymiar” aby wynieść jak
najcenniejsze technologie, jak najwięcej tak zwanych pryzów, co ma doprowadzić
do Zbawienia Ludzkości, lub jak kto woli, okradającym Mistrzów Blasku,
chorobliwie cynicznym, zamkniętym w sobie bubkiem, który mimo tych wad, czaruje
czytelników. Kossakowskiej udało się bowiem stworzyć bohatera wielowarstwowego,
który odrzuca i przyciąga, zachwyca i obrzydza. Ale przechodząc do meritum,
czyli: fabuła.
Koniec świata nastąpił. Jednak nie wszyscy zginęli. Ci którzy dostąpili
watpliwej łaski przetrwania, walczą za pomocą skromnych środków, a własciwie
tylko za pomocą jedego: abordaży dokonywanych przez Grabieżców, czy mniej
wyszkolonych pozyskiwaczy, z Mistrzami Blasku – dwunastoma bezpośrednimi
sprawcami armagedonu. Kossakowska nie wyjaśnia jednak skąd u zwykłych przywódcow
sekt (którymi przed armagedonem byli Mistrzowie), potęga umozliwiająca tworzenie
całych światów, całych Końcow tychże w oparciu jedynie o wiarę.
Znane? Że niby ta wiara przenosząca góry to od Biblii, po Matrixa wszędzie sie
pojawia? Niby tak, jednak książka Pani K. ma to co nie pozwala się oderwać od
przygód Grabieżcy. To coś co zgodnym okrzykiem określamy jako - klimat. I to
czynnik decydujacy o tym, że pomimo skomplikowanego świata, początkowego
niezorientowania w sytuacji, podobieństw choćby do kultowego Matrixa, książka
wsysa niczym tornado, i trzyma do końca szyk i fason.
Jedyne co może od „Zakonu..” odrzucić to ohyda tego świata, regres niektórych
dziedzin życia. To co smuci w tym obrazie przyszłości to zepsucie ludzi, ich
zasad moralnych, ich zniszczenie wewnętrze. Zastanowić się jednak nalezy czy
autorka nie chciała zwrócić w ten sposób naszej uwagi na pewne procesy
zachodzące w ludzkich duszach. Rzeczą autora przecież jest - napominać.
Grabieżcy pozostają Grabieżcami, tajemnicze zgrupowanie Tancerzy wcale pod
koniec książki nie wydaje się mniej nieodgadnione. To co się zmienia to bohater.
Zmieniają się jego priorytety, jego sposób myslenia. Zmienia się jego wiara. I
właśnie ta przemiania zrobiła na mnie, jako czytelniku największe wrażenie. Lars
znajduje w zyciu cel. I to jest pocieszające. Bo, może kiedyś i my, mimo
teraźniejszej apatii, degenerolady, i tym podobnych, odnajdziemy w swoim świecie
Drzewo, do którego będziemy zmierzać, dosiadając swoich własnych Achillesów,
powracając myślami do naszych osobistych Graalów leżacych gdzieś na łóżku i
oczekujacych na nasz powrót. Z tarczą czy na niej. Z wartościowym pryzem czy
nie. Wszak liczy się sama podróż, jej cel, i zmiana którą ta podróż powoduje,
czyż nie?
|
 |
| Tytuł Oryginału |
| Zakon Krańca Świata |
|
Gatunek |
| fantastyka |
| Oprawa |
| miękka |
|
|