|
Urodziny Świata - Ursula K. Le Guin
Za każdym razem, kiedy czytałem jakąś książkę pani Le
Guin, jej pozycja na mojej prywatnej liście ulubionych pisarzy wciąż
rosła. Teraz wyżej cenię sobie od niej już tylko Zelaznego i
Goethego, ale to się może niedługo zmienić, jeśli przeczytam jeszcze
jedną genialną powieść jej autorstwa. To także jedna z niewielu
pisarek (obok McKillip, Salvatore'a i Zelaznego), której kupuje
książki wszystkie, na jakie natrafię - bez względu na to, czy coś o
książce słyszałem, czy też nie. Kilka miesięcy temu wpadły mi w ręce
"Urodziny Świata", ale przez natłok obowiązków dopiero niedawno ją
skończyłem, a teraz mogę wziąć się za recenzję.
Czytając wstęp Le Guin
dowiadujemy się, iż książka nie jest powieścią, a zbiorem nie powiązanych ze
sobą opowiadań (w liczbie ośmiu). Lekko mnie to zaskoczyło, ale nie zmartwiło,
nie mam nic przeciwko opowiadaniom, o ile trzymają one dobry poziom.
Ale najpierw o czym są owe opowiadania. Muszę Wam wyznać, że tak dziwnej książki
dawno nie czytałem. Każde z opowiadań traktuje o zwyczajach występujących na
poszczególnych planetach dotyczących seksu i miłości.
"Dojrzewanie w Karhidzie" jest opowiadaniem mówiącym o mieszkańcach planety
Gethen, której mieszkańcy co jakiś czas zmieniają płeć - i to wcale nie z
własnej woli! W "Kwestii Seggri" mamy przedstawioną planetę, na której mężczyźni
to barbarzyńcy zamknięci w fortecach, szkoleni do udziału w brutalnych
igrzyskach (ku uciesze kobiet) i, co najważniejsze, służą jako źródło
przyjemności (czytaj: seksu) dla kobiet oraz jako reproduktorzy. Kobiety zaś
mieszkają w miastach, zajmują się kulturą i sztuką, prowadzą badania naukowe
itd. "Niechciana miłość" także nie odstaje poziomem oryginalności. Oto
społeczeństwo, w którym mieszkańcy wiążą się ze sobą w czteroosobowe (!)
małżeństwa, składające się z dwóch kobiet i dwóch mężczyzn. Problem w tym, że
nie wszyscy "małżonkowie" mogą ze sobą obcować seksualnie. Zależy to od
urodzenia i wszystko jest tak skomplikowane, że niezbyt to rozumiem, ale Pani Le
Guin wyobraźni odmówić nie można.
Opowiadań jest osiem. Czy jednak wszystkie są sobie równe? Ano nie. O ile
pierwsze pięć jest naprawdę dobrych (zwłaszcza genialne "Kwestia Seggri"), o
tyle ostatnie trzy (w tym tytułowe "Urodziny Świata") są słabe lub przeciętne.
Możliwe, że to tylko moja opinia, ktoś może ma inne zdanie...
Książka nie jest dla wszystkich. Dla ludzi lubiących czytać o seksie i miłości w
dziwnej formie, aczkolwiek od razu uprzedzam, że nie jest to żadne hard porno.
Autorka skupiła się bardziej na kwestiach uczuciowych niż uciechach cielesnych.
Co nie oznacza, że jest to dobry prezent dla dzieci albo delikatnej dziewczyny.
Nie! A także nie dla tych, którzy nie lubią science - fiction w jakimkolwiek
wydaniu. Zdeklarowani fani fantasy także będą narzekać, choć książkę "przełkną"
ci, którzy panią Le Guin już zdążyli poznać. Bo w jej książkach akcja toczy się
powoli, bez nagłych zwrotów i scen przyprawiających o szybsze bicie serca. A
człowiek mimo to, po skończeniu lektury chce jeszcze i jeszcze. Do spokojnego i
poetyckiego stylu Le Guin trzeba się po prostu przyzwyczaić.
|
 |
| Tytuł Oryginału |
| The Birthday of the World |
| Gatunek |
| science - fiction |
| Oprawa |
| miękka |
|
|