|: RECENZJA :|
Zimowi wojownicy - David Gemmell
Przed przeczytaniem byłem pewny, że pozycja ta będzie najzwyklejszą powieścią fantasy. W dużej mierze miałem rację, lecz w pewnych momentach wyróżnia się ona z tłumu innych książek tego gatunku. Czym? Dowiecie się tego z poniższych akapitów.

Zacznę od fabuły. Trójka starych wojowników o dość śmiesznych imionach: Nogusta, Bison i Kebra Łucznik, zostają wydaleni z wojska z racji na swój wiek. Wydaję się, że nie będą już do niczego potrzebni. Otóż do świata ludzi po 4 tys. lat powraca Anharat- Władca Demonów i, jak to zwykle bywa w powieściach tego rodzaju, chce zniszczyć ludzkość. Aby tego dokonać, musi poświęcić na ołtarzu trzech największych królów. Dwóch z nich już przeniósł na tamten świat. Pozostało mu tylko zabicie ostatniego, który jeszcze się nie narodził i znajduje się pod sercem królowej Axiany. Ta, niczego nieświadoma, żyje sobie spokojnie w pałacu. W mieście wybuchają zamieszki, ludzie zostają opętani przez demony. Axiana ucieka wraz ze swoją kapłanką, dziećmi, które się przybłąkały i rycerzem. Dziwnym zbiegiem okoliczności po drodze spotykają naszych bohaterów seniorów. Ci przysięgają bronić nienarodzonego króla do ostatniej kropli krwi. W pościg za nimi wyruszają demony w skórze ludzi o niezwykłych zdolnościach.

Książka jest napisana dość ciekawie, lecz fabuła nie wciąga jak markowy odkurzacz. Autor poświęcił zbyt mało czasu na dopracowanie wątków i przez to mamy to, co mamy. Lecz nie jest źle. W paru momentach z łatwością można się domyślić, co wydarzy się dalej. Przykład? Samotny rycerz staje naprzeciwko czterem innym i przypuszcza na nich atak. Udaje mu się zabić jednego, lecz następnego nie dałby rady powalić. Z pomocą przychodzi mu strzała wystrzelona przez Kebrę, a na przeciwników rzucają się Bison i Nogusta. Takich oklepanych schematów jest w książce więcej, co nie znaczy, że fabuła jest nudna. Gemmell opisuje walki w mocno średni sposób. Nie uświadczysz tutaj cięć z półobrotu czy parad rodem z twórczości Sapkowskiego. Nie przeszkadza to jednak w wyobrażeniu sobie walki, a nawet ją upraszcza i nie trzeba się dużo zastanawiać, aby wiedzieć kto, kogo i dlaczego.

Dość dziwnym aspektem jest fakt, iż główny wątek fabuły zaczyna się rozwijać od jednej trzeciej książki. Wcześniej mamy wydarzenia, które nie mają praktycznie żadnego powiązania z tym, co dzieje się na następnych stronach. Na odwrocie książki mamy opisane zdarzenia, które mają miejsce na samym końcu. Jest to takie jakby streszczenie, a nie przedstawienie sytuacji, która powinna się tam znaleźć. Więc zamiast zachęcać, opisuje całą akcję. Dobrze, że ktoś nie pokusił się o zdradzenie nam zakończenia. Ale tą wpadkę można przypisać wydawcy, a nie autorowi. Niemniej jednak kłuje w oczy.

Kolejną rzeczą, do której mogę się przyczepić, są dialogi. W ogólnej ocenie wypadają nawet nieźle, lecz czasami zauważa się pewne zgrzyty. Gdy rozmawiają trzy osoby, często nie wiadomo, kto powiedział daną kwestię w danym momencie. Szczerze mówiąc czasami nie miałem ochoty dochodzić, kto i do kogo się zwraca. Gdyby autor zastosował więcej opisów - byłoby w porządku. A tak jest tylko średnio.

Do minusów mogę zaliczyć także wspominane już wyżej śmieszne imiona bohaterów. Być może tylko mnie one bawią. Lecz jeśli tak wspaniały, szanujący siebie i wroga czarnoskóry szermierz nazywa się Nogusta…. Po prostu do takiej poważnej postaci można było wymyślić jakąś inną, poważniejszą nazwę. Tak samo jeśli chodzi o tępego osiłka. Czy od razu musi się nazywać Bison? O sokolookim łuczniku już nie wspomnę. Kebra Łucznik, dobre sobie…

Ciągle tylko czepiam się i czepiam a przecież książka ma także kilka zalet. Jedną z nich są same postacie demonów. Autor stworzył dla nich osobną przestrzeń, z której one przybywają do świata ludzi i czasami ludzie mogą zagłębić się w nią, w poszukiwaniu cennych informacji na temat maszkar atakujących świat. W dodatku postać głównego demona Anharata może wchodzić w ciała ludzi. Jest to dobrze zrobione, gdyż podwładni człowieka, w którego wchodził demon, nie mają zielonego pojęcia, że owa postać nie żyje, a jego miejsce zastępuje okrutny demon. Po przeczytaniu kilku rozdziałów można zauważyć, że Gemmell interesował się starożytną Grecją i Rzymem. Struktura wojskowa jest stylizowana na rzymską, a ludność pije wino z domieszką wody-tak robiono w Grecji. Wprowadza to dość fajny klimat, o ile ktoś lubuje się w tych okresach.

Książka do polecenia dla wszystkich miłośników fantasy. Ma sporo wad, które jednak są rekompensowane dobrym klimatem, prostotą tekstu i w pewnym sensie zaskakującym zakończeniem. Nic z niej nie wyniesiesz, lecz także nie będziesz się nudził w trakcie czytania. Polecam na jeden-dwa wieczory w przerwie między poważniejszymi lekturami.

Okładka
Tytuł Oryginału
Winter warriors
Gatunek
fantasy
Oprawa
miękka
Ocena


© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!