|
2586 kroków - Andrzej Pilipiuk, fragment
Chory siedział na krześle przed trójką lekarzy. Połowę twarzy
wykrzywiał mu potworny grymas.
- Mamy tu raczej nietypowy objaw - wyjaśnił Danielsen. - Na skutek
zakażenia tkanki nerwowej nastąpiło porażenie nerwów twarzowych.
Skórzewski założył rękawiczki, zamoczył dłonie w misce ze spirytusem, a
potem ostrożnie obmacał twarz chorego.
- Faktycznie - powiedział. - Miewamy podobne przypadki w Pskowskiej
guberni.
-I co zalecali tamtejsi lekarze? - zaciekawił się Hansen.
- Cóż. Lekarzy tam akurat niewielu. Zwłaszcza po wsiach ludzie ich nie
lubią. Po ostatniej epidemii cholery doszli do wniosku, że to właśnie
lekarze roznoszą zarazę... Mojego kolegę ledwo żywego wydobyliśmy ze
studni. A znachorzy stosują dwie metody. Średniowieczną, polegającą na
zakopaniu po szyję w ziemi lub w końskim nawozie w nadziei, że wyciągnie
chorobę.
- Straszna ciemnota - mruknął Danielsen.
- Nie zapominajmy, kto twierdził, że trąd jest dziedziczny. - Uśmiechnął
się Hansen.
Staruszek wyraźnie się zmieszał.
- Druga metoda polegała na wielogodzinnym moczeniu chorego w prawie
wrzącej wodzie. Na beczce pisano zaklęcia...
- To pomagało? - zapytał Hansen z błyskiem w oku.
- Co najdziwniejsze, na jakiś czas tak.
- To można łatwo wyjaśnić. Jak wynika z naszych badań, trąd ginie w
temperaturze nieznacznie niższej niż ludzka tkanka. Jeśli temperatura
była odpowiednio dobrana, bakcyle mogły częściowo obumrzeć, podczas gdy
organizm ludzki był jeszcze w stanie wytrzymać. Oczywiście nie
wszystkie, więc po pewnym czasie następował nawrót choroby. Może
gdybyśmy byli w stanie ogrzać ciało człowieka w całej objętości do
odpowiedniej temperatury… - Rozmarzył się.
- Co można zrobić w tym przypadku? - Paweł wskazał na pacjenta, który
cały czas siedział nieporuszony na krześle.
- Teoretycznie można wykonać nacięcie w tym miejscu. - Danielsen wskazał
ołówkiem punkt na twarzy chorego. - Po przecięciu porażonego nerwu twarz
wróci prawie do pierwotnego wyglądu. Oczywiście zaniknie mimika, dotąd
kontrolowana przez ten nerw. Zajmę się tym, gdy tylko dostaniemy nowy
zapas kwasu karbolowego.
- Widzę, że stosujecie panowie najnowsze osiągnięcia medycyny - zauważył
z uznaniem Skórzewski.
Hansen kiwnął poważnie głową.
- Teorie doktora Listera znalazły swoje potwierdzenie. Rozpylanie
karbolu wokół pola operacyjnego drastycznie zmniejsza liczbę powikłań.
Odprawił chorego gestem. Po chwili wszedł następny. Choroba zaatakowała
mu dłonie. Z większości palców pozostały tylko kikuty. Nos częściowo
zapadł się, co nadawało twarzy wyjątkowo odstręczający wygląd. Hansen
powiedział coś po norwesku, chory wyciągnął ręce. Rany po palcach
częściowo się zabliźniły. Lekarz wziął długą szpilę oprawioną w drewno i
ostrożnie nakłuwał kikuty.
- Fatalnie - powiedział. - Kuracja nie daje skutku.
- Co zastosowaliście? - zapytał Paweł, wyjmując notes.
- Preparat chininowo arszenikowy. Bakcyle początkowo zostały zmuszone do
odwrotu, ale teraz widocznie przyzwyczaiły się do zmienionych warunków.
Rany otwierają się znowu. Proszę zwrócić uwagę na kształt poszczególnych
członów.
- Osteliza? - zapytał Skórzewski.
- Właśnie. Osteliza. Kości rozsypują się na kawałki. Normalną tkankę
zastępuje coś w rodzaju chrząstek...
- Tak to wygląda - Danielsen z szuflady wyjął szklane pudełko z
wypreparowanym szkieletem dłoni.
Skórzewski patrzył na kości pokryte dziurami, a częściowo rozlane w masę
przypominającą wosk.
- Może ubytek wapnia dałoby się zahamować? - Zauważył. - Preparaty
wapniowe można podać doustnie.
- Potrafi je pan przygotować? - w głosie Hansena błysnęło zaciekawienie.
- Oczywiście.
- W takim razie oddamy panu do dyspozycji nasze laboratorium.
- Powinniście go odnaleźć i zabić - powiedział chory ponuro. - Ja już
nie żyję, ale jego musicie dopaść... Wyszedł.
- Zapadanie się nosa, czyżby wcześniej chorował na syfilis? - zapytał
Skórzewski kolegów.
- Nie.
Czasami trąd atakuje tkankę chrzęstną i błony śluzowe. To powoduje
rozkład przegrody nosowej i zapadanie się tego organu. Często tą drogą,
wzdłuż nerwów odpowiedzialnych za węch, bakterie wędrują do mózgu. A
wtedy śmierć następuje w ciągu kilku dni.
- A nie zdarzało się, by zaatakował oczy i przesuwał się po nerwie
wzrokowym?
- Jak do tej pory, nie. Oczy posiadają, jak przypuszczamy, własny system
odpornościowy.
- Ale preparat z oczu krowich, który próbowaliśmy stosować, nie daje
żadnych widocznych efektów - uzupełnił Danielsen.
- Kogo oni chcą zabijać? - zaciekawił się Skórzewski. - Ktoś ich celowo
zaraża?
Danielsen uśmiechnął się lekko. - Legenda. Idiotyczna legenda. Nie ma o
czym mówić.
Po minie Hansena widać było, że on akurat chce o tym powiedzieć, ale
wymowne spojrzenie starszego kolegi skutecznie mu w tym przeszkodziło.
- Nie zdołaliśmy na sto procent udowodnić, jakimi drogami przenosi się
trąd - powiedział Armauer. – Przypuszczamy, że przez bakterie obecne w
wydzielinach chorych. Nie wykluczamy także możliwości podróżowania
bakcyli na kroplach pary wydychanej przez chorych wraz z powietrzem, ale
tego na razie nie udało się potwierdzić.
Paweł poczuł, jak po kręgosłupie spływa mu lodowata kropla potu.
dan_daki
|
 |
| Tytuł Oryginału |
| The Birthday of the World |
| Gatunek |
| fantastyka/antologia |
| Oprawa |
| miękka |
| Wydawnictwo |
| Fabryka Słów |
|
|