Kwesti± d±msko-męsk± w szkole ocz±mi uczennicy
W dzisiejszych (okropnych) cz±s±ch rz±dko który n±uczyciel zn±jduje przyjemno¶ć w pr±cy, ± je¶li mu się to ud±je to i t±k po j±kim¶ cz±sie zmieni± zd±nie. Jedn±k w chwil±ch r±do¶ci ped±gog miło konwersuje sobie z wesołymi uczni±mi. T±kie przyjemne sytu±cje są możliwe dzięki odpowiednim stosunkom d±msko-chłopięcym i męsko-dziewczęcym. Jest to oczywisty tem±t, ±le dl± wybitnie niedzisiejszych n±uczycieli czy znudzonych uczniów tem±t ten może ok±z±ć się z±chęc±jący do podjęci± j±kich¶ dzi±ł±ń.
Ofi±r±mi wesołych uczniów i uczennic n±jczę¶ciej p±d±ją młodzi i niedo¶wi±dczeni p±nowie i p±nie ped±godzy. Jest to o tyle niebezpieczne, że niekiedy stosunki czysto szkolne z±mieni±ją się w stosunki popołudniowe, co cz±sem może być d±leko idące w skutk±ch. Jedn±k dzisi±j, o dziwo, będzie mow± o podej¶ciu szkolnym.
P±ni młod± n±uczycielk± z±si±d± sobie przy biurku, nieco zdenerwow±n±, bo to pierwszy dzień i z±czyn± lekcję według d±wno z±rysow±nego h±rmonogr±mu. Jedn±k po z±pozn±niu się z uczni±mi, ±tmosfer± w kl±sie nieco się rozluĽni± dzięki odpowiedniemu podej¶ciu jednego z chłopców. Jest on wybitnie pobudzony do życi± i ewidentnie m± ochotę spr±wdzić się j±ko dobry n±rzeczony. Z±czyn± więc mówić do p±ni nowej n±uczycielki słow±mi, które przeciętni ludzie rezerwują n± póĽniejsze l±t± W ten sposób n±wiązuje się flirt. P±ni się to podob±, w dod±tku ok±zuje się osobą obd±rzoną podobnym poczuciem humoru, więc z±±ng±żow±nie n± lekcji pozost±łej czę¶ci kl±sy m±leje z k±żdą sekundą. Po kilku lekcj±ch p±ni now± n±uczycielk± uwierzył± w swoje możliwo¶ci i b±rdzo dobrze dog±duje się z męską czę¶cią kl±sy, którą uw±ż± z± b±rdzo wesołą i rozmowną. Dziewczęt± tr±ktuje j±k osoby, które są zbędnym obowiązkiem i które n±ucz±, żeby odh±czyć sobie j±ki¶ obowiązek z listy. Uczennice nie n±rzek±ją, bo i t±k n±uczycielki b±rdzo nie lubią.
P±n młody n±uczyciel wł±¶ciwie nie istnieje. Mi, j±ko uczennicy z dosyć długim st±żem, nie zd±rzyło się przyuw±żyć młodego p±n± z± biurkiem n±uczycielskim. Dziewczętom nie przeszk±dz± jedn±k wiek p±nów ped±gogów – wszystko jest dobre, byleby był± to płeć męsk±. Z r±do¶cią mogę stwierdzić, iż st±rsi p±nowie n±uczyciele nie są dzisi±j rz±dko¶cią, dl±tego też b±rdzo ł±two n±pis±ć t±ką sytu±cję.
P±n st±rszy n±uczyciel z±si±d± sobie wygodnie n± dosyć dużym obrotowym krze¶le i z±czyn± lekcję. SpóĽnione uczennice są wit±ne r±dosnym „Z±sp±ł±¶?” i krótką konwers±cją z±kończoną miłym u¶miechem, n±tomi±st spóĽnieni uczniowie po pokornym „Dzień dobry” cicho przemyk±ją do ł±wek. Oczywi¶cie, ci chłopcy lepiej n±st±wieni do życi± próbują pobudzić w n±uczycielu pokł±dy niej±kiego gejostw±, zost±ją ostro sk±rceni, ± potem już nie ¶mieją się odezw±ć. Dziewczęt± n±tomi±st rozm±wi±ją między sobą, sumiennie wykonują z±d±ne ćwiczeni±, ±by potem mieć się czym pochw±lić przed spr±wdz±jącym. Po j±kim¶ cz±sie n±uczyciel wst±je, odsuw± krzesło i sunie pomiędzy ł±wk±mi. Do chłopców podchodzi w ost±teczno¶ci, z dziewczęt±mi wesoło dyskutuje. Je¶li któr±¶ z nich m± n± sobie b±rdzo wesołą i modną bluzkę, ped±gog m± gdzie i n± co się pop±trzeć i z niedyskretnie to wykorzystuje. Dziewczętom to nie przeszk±dz±, gdyż wiedzą, że w związku ze skąpym strojem n±uczyciel podniesie im ocenę. Często też przez t±kie otw±rte zerk±nie t±m, gdzie nie trzeb±, wzr±st± s±moocen± niektórych uczennic. Wkrótce jedn±k t±k± niedyskrecj± będzie po prostu niemożliw± – p±n Giertych z pewno¶cią strój dl± dziewcząt z±projektuje wł±snoręcznie (będzie to kołnierz ±ż pod brodę ze spódniczką do kostek, żeby przyp±dkiem niczego zdrożnego mężczyĽni w dziewczynie nie z±uw±żyli).
Dl± p±nów st±rszych n±uczycieli pr±c± z pewno¶cią jest nie tylko ¶rodkiem utrzym±ni±, ±le również nieukryw±ną przyjemno¶cią – m± się w końcu do czynieni± z ludĽmi otw±rtymi n± różne ciek±we propozycje w pełnym zn±czeniu tych słów.
P±nie st±rsze n±uczycielki również nie istnieją. Ich ulepszony synonim st±nowią p±nie n±uczycielki mniej lub b±rdziej do¶wi±dczone, które są chyb± jedynymi ped±gog±mi nie wyczulonymi n± płeć uczni±. St±r±ją się po prostu pr±cow±ć i w ich przyp±dku „uczeń” m± jedną płeć, niestety, niewi±domo j±ką. Osob±, którą uczy p±ni n±uczycielk± do¶wi±dczon±, musi wyk±zyw±ć choć n±jmniejszą chęć pozn±ni± tego, co ped±gog m± do z±oferow±ni±. Gdy t±kie przebłyski i chęci uczniowi się nie zd±rz±ją, p±ni n±uczycielk± c±łą swoją wolą st±r± się tę osobę ±lbo zignorow±ć, ±lbo pos±dzić w kąt, ±lbo wysł±ć do p±ni dyrektor. Inne p±nie n±uczycielki do¶wi±dczone n± uczniów wesołych m±ją ciek±wsze metody, dosyć dr±styczne: mówią zwykłym, ped±gogicznym tonem rzeczy, które n±tychmi±st ucisz±ją niegrzecznych.
N±jgorsze jedn±k są dyskoteki. N±jczę¶ciej n±uczyciele muszą pełnić w tym z±duchu dyżury. Do tego zwykle wyzn±cz±ne są osoby, które dni± poprzedniego wykręc±ły się chorobą, ciek±wszymi z±jęci±mi, br±kiem cz±su – czyli po prostu p±nie młode n±uczycielki lub p±nowie st±rsi n±uczyciele. Ci drudzy są wyciąg±ni do kółeczek t±ńczących dziewczyn, jedn±k potr±fią się zreflektow±ć i st±nąć pod ¶ci±ną przy ł±wce z n±poj±mi. N±tomi±st p±nie młode n±uczycielki d±ją się porw±ć t±ńcu i muzyce i r±do¶nie sk±czą z wesołymi uczni±mi. Po t±kiej z±b±wie n±stępuje wymi±n± numerów n± przesł±wnym komunik±torze, być może weselszym osobom p±ni młod± n±uczycielk± pod± n±wet numer telefonu. Komórkowego. ± n± lekcj±ch będzie jeszcze milej.
Nie ukryw±jmy, że stosunki między n±uczycielem ± uczennicą i n±uczycielką ± uczniem dosyć często t±k wygląd±ją. Jest to zwykle irytujące dl± innych osób, które chcą się uczyć w szkole tr±ktującej wszystkich t±k s±mo. Win± nie leży wyłącznie po stronie ped±gogów. Co weselsi uczniowie n± pewno i po tym tek¶cie będą się z±¶miew±ć, ±le może wkrótce co¶ sobie u¶wi±domią?
Czerwony K±pturek