O samobójstwie, wojskowych szkołach i o Romanie Giertychu
W ciągu ostatnich miesięcy mieliśmy do czynienia z relacjami medialnymi dotyczącymi przemocy w gimnazjach. Przypadki znęcania się uczniów nad uczniami doprowadziły do samobójstw, które wstrząsnęły całą Polską. Na problem natychmiast zareagowały media oraz Ministerstwo Edukacji. Mimo żywego zainteresowania obu tych podmiotów, do dzisiejszego dnia nie podjęto żadnych stanowczych kroków, by zlikwidować ten problem, poza interwencją w szkołach, w których ten proceder doprowadził do tragedii. Szum medialny ucichł, a Minister Roman Giertych podjął zapowiadane wcześniej, bardzo kontrowersyjne działania, które jeszcze całkiem niedawno ostro krytykowane przez wiele środowisk i przedstawiane jako zgubne w swych skutkach, teraz ku mojemu przerażeniu zyskały akceptację społeczeństwa.
Zamknięte szkoły obsadzone wojskiem, do których miałaby być posyłana trudna młodzież to pomysł najzupełniej nietrafiony- wiemy przecież, że ośrodki poprawcze bądź więzienia nie przyczyniają się do resocjalizacji ludzi w nich osadzonych, wręcz przeciwnie- powodują ich dalszą demoralizację. Dochodzi w nich do aktów przemocy, która nie jest opisywana w mediach. Jest to zadziwiające, gdyż jej przykłady są zatrważające. Więźniowie są poniżani, katowani i gwałceni. Nie trudno się zatem domyślić, że w mających powstać szkołach dla trudnej młodzieży ten proceder również będzie miał miejsce. Jak to zwykle bywa w przypadkach tego typu instytucji, trafi tam młodzież różnego pokroju. Obok do reszty zdemoralizowanych młodych przestępców, umieszczone zostaną tam dzieci, które przeżywając trudne chwile dojrzewania, popełniły jakieś nieznaczne wykroczenie. Przeszkadzanie nauczycielowi w lekcji, palanie papierosów, czy spożywanie alkoholu przez nieletnich, nie może być zrównywane z działalnością przestępczą. Z praktycznego punktu widzenia rzetelny osąd młodych ludzi jest jednak niemożliwy. Pominięcie zaś tego istotnego problemu będzie miało tragiczne skutki.
Inną kwestią jest natomiast rzeczywista chęć ministra Romana Giertycha do sprawiedliwego i nie krzywdzącego nikogo rozwiązania kryzysu w szkołach. Istnieje wiele przesłanek, aby sądzić, że Roman Giertych w swych działaniach kieruje się konkretną ideologią. Jako lider Ligi Polskich Rodzin oraz założyciel Młodzieży Wszechpolskiej reprezentuje ideologię nacjonalistyczną. Dzisiaj jednak mało kto przyjmuje ten fakt do wiadomości. Giertych oraz jego partia starają się stworzyć pozory przyzwoitości, odcinając się od szkodzącej ich wizerunkowi Młodzieży Wszechpolskiej, czy krytykując wszelkie przejawy antysemityzmu i ogólnie pojętego radykalizmu politycznego wśród członków Ligi. To jednak tylko powierzchowne działania- chcąc bowiem odbudować swój elektorat, nie mogą posługiwać się językiem nienawiści, który jeszcze przed zaistnieniem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był dla nich tak charakterystyczny. Mimo wszystko ciężko ukryć prawdziwą twarz. Wszyscy pamiętają wypowiedzi posła Wierzejskiego dotyczące homoseksualistów, czy zdjęcia z imprez Młodzieży Wszechpolskiej. Cokolwiek nie mówiliby na ten temat politycy Ligi, nie jest tajemnicą, że szeregi MW zasilają tzw. Skinheadzi. Jest to subkultura, której członkowie utożsamiają się z nacjonalizmem, otwarcie nawołują do antysemityzmu, a także słyną z nienawiści do przedstawicieli innej z subkultur młodzieżowych- punków. I choć po ostatnich wydarzeniach można by sądzić, że oba ugrupowania mają ze sobą coraz mniej wspólnego, to faktem jest, że Młodzież Wszechpolską zakładał nie kto inny, jak właśnie Roman Giertych. Po przeanalizowaniu tego faktu, nie trudno odkryć wspólnotę poglądów. Dobrym przykładem jest spot wyborczy Ligi Polskich Rodzin sprzed wyborów samorządowych. Przedstawiono na nim dwie grupy młodzieży idącej do szkoły- grzeczną i niegrzeczną. Co charakterystyczne, dzieci w tej drugiej grupie ubrane były tak jak ubiera się młodzież słuchająca muzyki punk, bądź heavy metalu (skórzane kurtki, buty zwane glanami itp.). Nie udaje im się jednak przekroczyć bram szkoły, gdyż te zamykają się nagle przed nimi, a na ekranie pojawia się Roman Giertych recytujący jeden ze sloganów kampanii wyborczej: Polską szkołę można zmienić. Uwierzmy w to.. Młodzież sprawiająca największe problemy, to nie punki, ani nie metale. Ich sposób ubierania się związany jest z rodzajem słuchanej muzyki, nie zaś z uzewnętrznianiem buntu. Spustoszenie w szkołach wprowadzają osiedlowi chuligani, a ich charakterystycznym strojem jest dres, szerokie spodnie i bluza z kapturem. Dla potwierdzenia tej tezy wystarczy spojrzeć na zdjęcia pięciu nastolatków, którzy dopuścili się molestowania swojej koleżanki z klasy w gdańskim Gimnazjum nr 2. Treść spotu wyborczego Ligi Polskich Rodzin, choć nie odzwierciedla rzeczywistości, jest jednak zamierzona. Mimo, iż zbieżność poglądów skinów i Ministra Edukacji może dziwić, jest niezaprzeczalnym faktem. Sama idea izolacji niewygodnych jednostek budzi skojarzenia z faszyzmem. To przecież w hitlerowskich Niemczech komunistów, homoseksualistów, czy ludzi chorych psychicznie zamykano w obozach koncentracyjnych i zabijano. Taki sam los spotykał również tych, którzy nie chcieli się dostosować do reguł panujących w III Rzeszy.
Myślę, że po przeanalizowaniu tych faktów, dobra wola Romana Giertycha do pozytywnego rozwiązania problemu przemocy w szkołach, staje pod znakiem zapytania. Należy się zastanowić, czy Jego propozycje przyniosą więcej szkód, czy pożytku. Nie można obojętnie przyglądać się działaniom, które zamiast służyć społeczeństwu, powodują jedynie krzywdę niewinnych osób. W demokratycznym państwie zawsze istnieje możliwość sprzeciwu wobec niesprawiedliwości, nawet jeśli wywodzi się ona od władzy.
Roman Sołtyk