Angielska szkoła z mojego punktu widzenia

Przebywając czasowo na emigracji w Anglii podobnie jak ogromna cześć polskiej populacji zdecydowałam sie opisać fakty, spostrzeżenia i refleksje, które poczyniłam po siedmiu miesiącach pobytu w przeciętnej, angielskiej szkole. Pragnę przede wszystkim uwzględnić, ze oprócz suchych faktów reszta opinii jest wyłącznie moim subiektywnym zdaniem, które nie powinno nikogo obowiązywać do uogólniania.

Zacznę od przedstawienia drogi edukacji, która przebywa każdy angielski Kowalski aby dotrzeć do celu zwanego „samodzielnością”.Generalnie w całej Anglii edukacja jest obowiązkowa od piątego do szesnastego roku życia (przy czym pierwszy rok nauki można porównać do naszej „zerówki” gdzie Kowalski będzie uczył się przez zabawę). W większości hrabstw droga edukacyjna przedstawia sie w trzech, następujących etapach:
Infant School 5-7 lat
Junior School 7-11 lat
Senior School 11-16 (18) lat
W Bedfordshire natomiast (gdzie obecnie mieszkam) kwestia ta nieznacznie sie rożni:
Lower School (niższa szkoła) (4)5-9 lat
Middle School (szkoła średnia) 9-13 lat
Upper School (szkoła wyższa) 13-16(18) lat
Od czternastego do szesnastego roku życia (czyli w dwóch ostatnich latach edukacji obowiązkowej) uczeń oprócz czterech podstawowych zajęć (angielski, matematyka, informatyka i Chemia+fizyka) wybiera sobie cztery przedmioty, których chce sie uczyć zależnie od przyszłych aspiracji zawodowych przy czym musi wyrobić normę 25 godzin tygodniowo.
Przedmioty, które ma on do wyboru to nie tylko te klasyczne, ale również dość alternatywne (z perspektywy polskiego ucznia) bo są to np.: socjologia, technologia i projektowanie, zdrowie i opieka socjalna (w tych przypadkach uczeń jest zobowiązany chodzić na praktyki np. Do szpitala), aktorstwo, malarstwo (głównie praktyka) czy muzyka (śpiew, gra na instrumencie, teoria muzyki czy komponowanie multimedialne). W wieku lat szesnastu uczeń taki pisze testy (GCSE) z każdego poszczególnego przedmiotu obowiązkowego i tych, które sobie wybrał.
Kiedy nasz Janek Kowalski ukończy szesnaście lat ma trzy drogi do wyboru: (1) Może zostać w Senior (Upper) School kontynuując naukę wybranych przedmiotów zdając z nich pod koniec egzamin otwierający mu drogę na wszystkie uczelnie również te elitarne jak Oxford czy Cambridge. (2) College to następna możliwa droga, która w większości obierają obcokrajowcy, a która jest nieco łatwiejsza przez co otwiera drzwi tylko przeciętnych uczelni. (3) Ostatnia droga to pełno-etatowa praca zarobkowa.Jak widać uczeń w Anglii ma o wiele więcej do powiedzenia w sprawie swojej edukacji w przeciwieństwie do swojego polskiego rówieśnika.

Życie codzienne
Szkoły są świeckie. Oczywiście istnieją również te wyznaniowe, ale żeby do takiej uczęszczać trzeba sie samemu na to zdecydować. W większości jednak ze względu na różnorodność wyznaniową przeciętne szkolnictwo zupełnie odcięło sie od jakichkolwiek zależności kulturowych.
Tradycja mundurków, z których tak słyną angielskie szkoły jest tu obecna w latach edukacji obowiązkowej (5-16). Jednak „dodatki” (zwłaszcza w środowiskach starszych uczniów) są dozwolone przez co rola mundurków jest bezcelowa gdyż angielscy uczniowie w sposób ostentacyjny wyrażają swój „status społeczny” poprzez bogatą biżuterie, torby markowych firm itd. Ja osobiście mam okazje obserwować społeczeństwo Upper School gdzie zderzają sie dwie grupy ludzi „umundurowanych” (13-16) i tych starszych- którzy kontynuują edukacje wyższa. Jak w każdej szkole panuje tu hierarchia ze względu na wiek i „doświadczenie”.
Na terenie całej placówki wiszą plakaty propagandowe mające na celu zwalczyć nietolerancje, nałogi czy agresje. I faktycznie. Podczas całego pobytu byłam świadkiem tylko jednej sytuacji agresji, a i wtedy nastała szybka interwencja ze strony otoczenia. Być może miałam szczęście. Co jakiś czas organizowane są akcje charytatywne wychodzące głównie z „ciała uczniowskiego”. Nie zauważyłam aby panowała tu struktura „samorządu uczniowskiego” jednak mimo to grono pedagogiczne liczy sie ze zdaniem młodzieży. Wszelkie sugestie są przyjmowane i rozpatrywane.

Co mnie zadziwiło.
Podczas każdej lekcji w klasie oprócz nauczyciela przebywa tez tzw. „pomocnik nauczyciela”, który jak sama nazwa wskazuje ma pomagać i w razie nieobecności tego pierwszego pilnować względnego spokoju (być może to jest alternatywa dla agresji w klasach nawiązując do ostatnich wydarzeń w polskich szkołach i bezrobocia).
Na samych lekcjach panuje bezstresowa atmosfera luzu, a po zajęciach uczeń ma niezliczoną ilość możliwości do uczestniczenia w zajęciach poza szkolnych. Każda grupa wiekowa ma tzw. „opiekuna roku”, który zajmuje sie sprawami danego kręgu. Co tydzień każda z tych grup (wiekowych) bierze udział w apelach, na których informowani są (właśnie przez opiekuna) o możliwościach przyszłościowych, bieżących sprawach oraz kwestiach społecznych (często uczniowie przedstawiają prezentacje na temat rożnych kultur).
Jak na razie nie przebieram w komplementach. I rzeczywiście. Uważam, ze młodzież publicznych szkół brytyjskich ma duże pole do rozwoju w kierunkach, które ich interesują jakkolwiek edukacja ogólna jest tu na niższym poziomie niż w Polsce. Młodzi ludzie uczą sie po prostu rzeczy, które przydadzą sie im w dorosłym życiu. Są oczywiście zawsze jakieś negatywy. Z tego co zdarzyłam zauważyć nastolatki angielskie są mniej skłonne do współpracy z nauczycielem. Często utrudniają i egzekwują swoje żądania poprzez krzyk i zwykle chamstwo. Nie tyczy sie to oczywiście wszystkich bo w każdej szkole świata spotykamy sie z zachowaniami przeciwstawnymi jednak mam wrażenie, ze tutaj są one bardzo wyraźne. Przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii słyszałam wiele opinii na temat ksenofobicznego usposobienia Anglików, ale jako wielki przeciwnik stereotypów postanowiłam nie sugerować sie opinią innych. Mimo starań i otwartości po pięciu miesiącach przebywania wśród moich angielskich rówieśników tylko z pięcioma osobami wymieniłam zdawkowe uprzejmości. Myślę, że może to wynikać z odwiecznego, klasowego podziału angielskiego społeczeństwa i nieufności wobec obcokrajowców. Jednak postaram sie tak szybko nie wyciągać wniosków.
Reasumując. Angielskie szkoły są o wiele bliższe ideałom „wolnych szkół”, którym tak daleko naszym-polskim. Dlatego w przeciwieństwie do polskiej młodzieży zaufanie do brytyjskiego rządu jest tu zbyt wielkie aby uczniowie odczuwali potrzebę zmian poprzez oddolną, kolektywną, niezależną od państwa organizacje.

Helena Urbanczyk (IU Katowice)