Zanim pogasną światła

 

chcą szczęścia! proszą by im żywym

szczęście na wichrze wierszy przywiać

jednym to małe: być szczęśliwym

innym to wielkie: uszczęśliwiać

(Julian Tuwim, Kwiaty polskie)

 

Michał nie był złym człowiekiem. Był po prostu zagubiony. Albo ciut za bardzo uwierzył w swoje możliwości. Ludzie bardziej decyzyjni od niego przyczepili mu etykietkę „zdolny, ale leniwy”. Banalną i niewygodną. Michał, owszem, był zdolny, jednak nie tak, jak mu się wydawało, leniwy natomiast był bardziej, niżby tego chciał. Najbardziej ze wszystkich rzeczy cenił spokój. Liczbę obowiązków starał się ograniczać do minimum. Dlaczego więc poszedł na studia? Tak chcieli ludzie… Ci bardziej decyzyjni.

 

Poszedł na studia również z braku innych sensownych możliwości. Nie mógł iść do pracy, bo do żadnej fizycznej się nie nadawał (zdaniem decyzyjnych). Jak to sprawdzić…? Mógł się nie przejmować opiniami ludzie. Zdał już maturę, więc był teoretycznie wolny, a w praktyce… Coraz częściej powtarzał za francuskim filozofem, że piekło to inni. Chciał z nim walczyć, ale nie mógł. Był związany trzecim przykazaniem, które obowiązuje wyznawców wszystkich religii. Także niewierzących.

 

Michał uważał, że studia są rajem na ziemi. Nic, tylko się uczyć. Po pierwszej sesji chęć do nauki zmalała, wróciła jednak dosyć szybko. Satysfakcja z pierwszej w życiu zaliczonej sesji była ogromna. Równie łatwo poszła sesja letnia (następna). Po pierwszym roku Michał był w pierwszej ćwiartce najlepszych studentów. Pojechał na zasłużone wakacje. Takie życie mu się podobało. Następną sesję zaliczyło bez poprawek tylko dziesięć procent studentów. Wśród nich student Kowarski. Michał Kowarski.

 

W połowie drugiego roku zrobiło się nieciekawie. Niezbyt napięty plan zajęć spowodował rozleniwienie studentów. Michał był mało odporny na taki rzeczy. Przestał się uczyć, stracił motywację. Nic-nie-robienie wychodziło mu znacznie lepiej. Robił wszystko możliwie najmniejszym nakładem sił i środków. Był jak Don Kichot. To o nim napisał ostatnią udaną pracę semestralną.

 

Niska odporność na sugestię i zgubny wpływ wolnego czasu doprowadziły Michała do sesji poprawkowej. Z wpisem warunkowym na przyszły semestr. Zdał wszystko na czas, tak więc drugi rok miał już z głowy. Jednak to nie koniec problemów. W semestrze zimowym trzeciego roku zrobił sobie jeszcze więcej zaległości niż poprzednio. W rezultacie nie zdążył z pozyskaniem zaliczeń do końca sesji i musi powtarzać rok.

 

P. T. Czytelnicy zauważyli zapewne, że w ostatnim zdaniu ostatniego akapitu porzuciłem czas przeszły. Nie, nie pomyliłem się. W dniu, w którym piszę te słowa, Michał dowiedział się, że musi zrobić sobie przerwę. Nie złożył w terminie podania o przedłużenie sesji (wzmocnionego stosownym zaświadczeniem) i wszystkie zaliczenia z semestru zimowego szlag trafił. Nie do końca właściwie, bo zgodnie z regulaminem studiów wcześniej uzyskane wpisy nie tracą ważności przy powtarzaniu roku. Tak czy inaczej Michał będzie miał przymusowe wakacje.

 

Zaledwie kilka godzin temu Michał wyszedł z mojego mieszkania. Przyszedł po to, żeby się napić i wypłakać. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem go z czteropakiem „Żywca” w ręku, bo Michał był programowo niepijący. Tym bardziej, nie mogłem odmówić mu rozmowy. Było widać, że coś jest nie tak. Opowiedział mi całą sprawę, którą tutaj streściłem i zapytał, co ma teraz robić. I co ja miałem mu odpowiedzieć…

 

Przyznał mi się, że oprócz nas dwóch i Pani-Z-Dziekanatu nikt jeszcze nie wie, o jego porażce. Poradziłem mu, żeby jak najszybciej powiadomił o tym tych, których nazywał ludźmi decyzyjnymi. Chodziło o rodziców. W mojej obecności wyciągnął telefon i zadzwonił. Nawet nie było słychać krzyków matki i zniecierpliwienia ojca. Po tej rozmowie Michał bez słowa wyszedł z mojego mieszkania. Ulżyło mi.

 

O, cholera! Wygadałem się. To ja się może przyznam… Na potrzeby tego opowiadania nazwałem się Michałem Kowarskim. Jego problemy są moimi problemami. Dlaczego to robię? Michał w tej sytuacji poszedłby się wypłakać i napić. Mnie wystarczy napisanie kilku akapitów. A teraz wio do dorosłego życia. Pora zmienić się ze studenta w prola.

 

A co z Michałem…? Nie wrócił już na studia. Nie licząc matury i dwóch lat polonistyki, nie ma żadnego wykształcenia. Nie przeszkodziło mu to w założeniu własnej firmy. Jest dyrektorem wydawnictwa, które promuje takie zera jak ja. Też nie mam dyplomu wyższej uczelni, tak jak większość moich kolegów po piórze (złamanym). Jak widać nie przeszkadza mi to napisać dobrego tekstu. Jednego na dziesięć.