Slapstick
Motto: mamy takich rewolucjonistów, na jakich sobie zasłużyliśmy.
“Sto
lat Młodej Parze
życzymy spełnienia marzeń
Sto lat Młodej
Parze
w bólu i we łzach”
Miałem kiedyś dziewczynę. Miała na imię Ewa. Ewa dwa i pół. To „dwa i pół” wzięło się chyba od ilości piw, których Ewa potrzebowała do tego, by stracić dawno temu swoją cnotę. Oczywiście wtedy jej jeszcze nie znałem, a „dwa i pół” brałem za może trochę dziwne, ale w sumie nieszkodliwe przezwisko. Coś jak czypięćdziesiąt.
Ewa lubiła muzykę, film, książki. Kulturalna dziewczyna. Całkiem, jak ja, tylko płeć się nie zgadzała, ale to nawet dobrze. Szeroko pojęta sztuka raczej mało jednak pasuje do osoby, która pierwszy raz pieprzyła się mając trzynaście lat. A może to szeroko pojęta sztuka jest pojmowana za mało szeroko?
Dwa dni przed naszym ślubem kupiłem Ewie niebieskie fiołki albo niezapominajki. Nigdy nie rozróżniałem zielska, a kwiaciarka sprawiała wrażenie osoby chytrej i lewicującej. Mogła oszukać? Mogła. (Skąd wiem, że lewicującej? Zawsze stała po lewej stronie schodów w przejściu podziemnym. Raz jeden stała z prawej, ale wtedy akurat bardzo się spieszyłem, bo czegoś zapomniałem i pierwszy raz tymi schodami nie wchodziłem a zbiegałem.)
Dwa dni po zakupie niebieskich fiołków lub niezapominajek kupiłem jeszcze inny bukiet. Kwiaty miały już zdecydowanie smutniejszy odcień, taką też wymowę. Jeszcze tylko napis. Nie wiem. Nie wiem, jak można zawrzeć na kawałku ozdobnej wstążki to wszystko, co najchętniej wykrzyczałoby się światu, gdyby tylko ten potrafił słuchać. Kwiaciarka spojrzała na mnie z obrzydzeniem. Jak to pan nie wie? Jak to ja mam coś wymyślić? Proszę pana, mnie nikt nie umarł, albo pan się decyduje albo dajemy pustą wstążkę!
Nie daliśmy nic.
Zostawiliśmy ten żałośnie błyszczący kawałek folii pusty. Niech ludzie gadają, że nie ma kwiatów od Pana Młodego. Ludzie są od tego, żeby gadać. Zresztą… Śmiesznie to teraz brzmi: Pan Młody. Chwilami czuję się bardzo, bardzo staro. Chwilami nie pomaga mi zmęczenie, tępota wlewa się strumieniami w każdy zakamarek mózgu i długo nie puszcza. Tylko czasami muszę wracać po kilka przystanków, zaledwie raz mnie okradli. Mogę chyba czuć się szczęściarzem.
Wymyśliłem sobie Ewę. Ja nawet nie lubię tego imienia, nie miałbym jak się przywiązać. Słabo mi idzie podrabianie geniusza kiczu, pióra S@motności. S@motność była dla mnie traumą, ta bez @ też zresztą jest. Nie lubię przeżywać traumy. Nie lubię jeszcze wielu innych rzeczy, które są. Przelewając myśli na ekran komputera mogę stworzyć świat, który będzie choć odrobinkę lepszy od tego rzeczywistego.
Pijany poeta, o blasku księżyca nad rzeką, uzbrojony w ołówek.
To ja. Wystrzegam się alkoholu jak mogę. Moim nałogiem jest pesymizm, opijam się nim za każdym razem, gdy siadam przed monitorem. Nie potrzebuję ołówka. Zawsze mi się łamały. Moje pismo jest niewyraźne. Zwykle sam go nie rozumiem. Ale to zupełnie tak, jak z moimi tekstami.
Jestem plastikowy. Jestem kukiełką, marionetką w rękach choroby psychicznej. Nie słyszę głosów, słyszę śmiech. Ironia jest wszechobecna. Mam żal do losu. Żal o to, że świata nie uczynił lepszym. Że wszyscy nie urodziliśmy się modelami z reklam bokserek i maszynek do golenia. Że nie potrafimy odnaleźć się w świecie, w którym jakiekolwiek odstępstwo od normy nie zostało przewidziane, a jeżeli występuje, jest surowo karane. Żal do mediów, że z pełną świadomością i wyrachowaniem kreują obraz świata klasy średniej. Ale nie: średniackiej. Bo średniacki jestem ja. I Ty zapewnie też, drogi Czytelniku. Nie-średniaki nie przesiadują godzinami przed komputerem i nie dowartościowują się pokazując, że potrafią sklecić kilka zdań bez błędu ortograficznego i bez wyłączania autokorekty.
Nie mam za złe panom z reklamówek, okładek z czasopism, nie. Tego, że są przystojniejsi, pobudzają zmysły i działają na wyobraźnię. Oni też są plastikowi, kto wie, może nawet jeszcze bardziej, niż ja? Chciałbym tylko im kiedyś powiedzieć kilka słów. Zebrać kilkudziesięciu lalusiów, postawić pod ścianą i spytać, czy wiedzą, co to jest semiotyka. Konotacja. Mit. Symbol.
Pierwszy laluś z lewej! Co to jest symbol?! Ha! Nie wiesz, oczywiście, że nie wiesz! Twoim zadaniem jest przecież tylko ładnie wyglądać i wpędzać w kompleksy takich, jak ja! Następny: gdzie leży Madagaskar? Stolica Rumunii? Ile mamy powiatów? Ile dni prezydent Kaczyński piastuje już swoje stanowisko? Jak daleko…
Nie zostanę już raczej ikoną popkultury, nie wywołam ogólnonarodowego buntu. Nie jest mi z tym za fajnie, ale co począć? (Dziecko? Myśl nasuwa się równie szybko jak stwierdzenie, że jednak jestem głupszy, niż mówią.)
Czy trafię kiedyś na okładkę Machiny? Czy dorobię się Maybacha z ogólnonarodowej zrzutki na upadającą stocznię? Czy wyrzucę jutro śmieci i to jeszcze przed śniadaniem?
Prywatną walkę z systemem zacząłem od siebie. Wyrzuciłem z półki w łazience zaśniedziały żel do włosów. Nie potrzebuję. Jestem, kurwa, prawdziwy.