Arytmia



Jej portret

Stała przy witrynie sklepowej, wpatrując się w świecące ozdoby. Bynajmniej nie choinkowe. Bransoletki, naszyjniki, kolczyki – wszystko w cenie grubo przekraczającej roczny dochód jej rodziców. Podniosła głowę do góry, w odbiciu poprawiła fryzurę i napomknęła Dżejmsowi, że mógłby jej coś czasem kupić. Dżejms chwycił ją za głowę, przebił nią szybę i powiedział: „wybierz sobie”. Dżejms, trzeba przyznać, był dość niecierpliwy.



To se ne vrati

Nie lubił komuny. Za komuny było źle. Z tym, że robili dobrą musztardę. Wiedział to, bo wtedy tylko musztardę mógł kupować. No i jeszcze ocet, ale po co komu ocet za komuny. Świnie były w rządzie, a nie na półmisku w zalewie. A teraz? Rozglądał się niepewnie po półkach tego jebanego, zagranicznego supermarketu i nie mógł się zdecydować, którą wybrać. Wreszcie jego wzrok padł na bardzo apetyczny kolorystycznie pojemniczek. „Tak, to musi być to” – pomyślał i pewnym ruchem włożył towar do koszyka. Wrócił do domu, zadowolony. Stara nic nie powiedziała. Wyjęła zakupy, a „musztardę” wstawiła do szafki, obok dwudziestu jeden zupełnie podobnych przecierów dla dzieci o smaku marchewki z selerem.



Musi odejść

Odpiął bronę, wprowadził traktor do stodoły. Z chlewika doszedł go przeraźliwy kwik. Pobiegł szybko w kierunku, z którego dochodziły piski. Stanął przed jednym z pomieszczeń, podrapał się po głowie i wrzucił zwierzakom trochę żarcia. Uspokoiło się. Na moment. Spojrzał jeszcze na piętnaście dorodnych tuczników, które na trzech metrach kwadratowych ułożyły się jeden na drugim, co i rusz zjeżdżając na dół i wdrapując się ponownie na szczyt. „Cholerna świńska górka” – zaklął po wiejsku, jak to chłop.



Zero tolerancji

Staruszka przechodziła na czerwonym. Odezwało się kilka klaksonów, parę głów pokręciło się z dezaprobatą. Jacek podkręcił obroty silnika w oczekiwaniu na moment, w którym starowinka znajdzie się w pozycji prostopadłej do maski jego nowiutkiego wozu. Puścił sprzęgło, pedał gazu wbił się w wycieraczkę. Babcia nie miała szans, jej laska pofrunęła wysoko nad linią telefoniczną, zabijając po drodze gołębia pocztowego. Pokój, bracia.



Modlitwa

Obyśmy żyli długo i szczęśliwie. Oby nasze mózgi nadawały na tych samych falach, wątroby znosiły podobne ilości alkoholu, żołądki tolerowały te same potrawy, uszy nie znosiły tej samej muzyki, nosy były przewrażliwione na punkcie tych samych zapachów, nogi niosły w te same miejsca. I tylko pęcherze moczowe niech pracują z inną regularnością. Nie ma nic gorszego niż kolejka do łazienki o poranku.



Jak Irlandię

Tak, kocham cię. Kocham cię najmocniej na świecie i oddałbym wszystko, żeby z tobą być. Nie chcę się kłócić, odpowiadam na pytania bardzo rzeczowo. Nie musisz tak krzyczeć. Nie wyjeżdżam na koniec świata. Ty w ogóle wiesz, jakie tam są pensje? Interesuje cię chociaż trochę moja kariera? No i czego beczysz? Kocham cię. Prawie tak samo, jak forsę.



Tuxedo