X Agnes & Ninjin Ex Infernis |
|
Już kilkakrotnie przemierzał tą krainę, ale nigdy się do niej nie przyzwyczaił. Ta cała pusta przestrzeń trochę go przerażała. Teraz jednak sprawy z przeszłości przestały mieć znaczenie. Ona była tu pierwszy raz, a On stał się jej przewodnikiem. - Przed siebie. To najlepszy kierunek, jeśli nie wiemy gdzie chcemy się udać. Uśmiechnął się i zrobił pierwszy krok w nieznane. Wahała się przez chwilę, ale zrozumiała, że nie ma innego wyjścia. Musiała pójść za nim. Rozejrzała się wokół. Pustkowie rozcinało czarne pasmo opuszczonej autostrady. Jeszcze wierzyła, że gdzieś tam za linią horyzontu znajdą cel swojej wędrówki. - Mam nadzieję, że lubisz długie spacery. Ta droga nigdy nie kończy się szybko. - Lubię , ale nie jestem pewna czy wystarczy mi sił...Jestem już bardzo zmęczona. Coś tam zostawiam za sobą, jeszcze nie wiem co ale... Niedokończyła. Zamiast słów po jej policzku spłynęła łza, wytyczajac krętą ścieżkę. Lecz za moment, dosłownie w jednej chwili, znów stała sie opanowana. Otarła szybkim ruchem twarz, tak aby on tego nie zauważył. W milczeniu dalej podążyła za nim. Kiedy niebo zalała czerwień zachodzącego Słońca, oboje byli już bardzo zmęczeni tym nieustannym marszem. Stopy wzbiły w powietrze tumany czerwonego piasku niezliczoną ilość razy. Przez całą drogę milczeli, choć od czasu do czasu jedno badawczo przyglądało się drugiemu. Te dwie osoby były sobie całkiem obce. Łączyło ich tylko jedno - cel podróży. W miarę jak coraz mniej promieni słonecznych docierało do powierzchni spierzchłej planety, przewodnik wydawał się coraz bardziej zaniepokojony. W pewnym momencie zatrzymał się, rozejrzał uważnie wokół i powiedział wolno: - Musimy się zatrzymać. Z chwilą gdy zapada zmrok, budzą się... Słowa te spełniły zamierzony cel. Miały nauczyć ją czujności. Teraz stała sztywno i rozglądała się. Była wstraszona, to pewne. Może nawet przez moment chciał ją uspokoić, ale zaniechał tego. Im szybciej przywyknie tym lepiej. W tej krainie nikomu nie jest potrzebny pozorny spokój. Często polega się na instynktach. Stali tak jeszcze moment, oboje nieruchomo. Ona wpatrzona gdzies w dal, a jednocześnie szukająca schronienia gdzieś w pobliżu. On spokojny, opanowany. Zdjął plecak z ramion i usiadł na nim. Oparł ręce o kolana i odpoczywał w zadumie. W końcu złamał cisze, mówiąc: - Może powiesz coś o sobie. Prawie Cię nie znam. Wiem tylko tyle, że uciekłaś. Nie wiem przed czym, z jakiego powodu, choć wcale nie musze o tym wiedzieć. Ale wiesz, mogłabyś chociaż powiedzieć jak się nazywasz.
Odwróciła się w jego stronę, zdjęła swój bagaż i również usiadła. Wspomnienie przeszłości wywołało u niej bardzo dziwny wyraz twarzy. Przez chwilę mogło się wydawać, że chce coś powiedzieć, jednak trwało to bardzo krótko. - Tam skąd pochodzę, nie ma piasku. Wszystko jest idealnie gładkie. Nic nie roznosi pyłu. Nie unosi się bez celu. Każdy proces ma początek i koniec, a pomiędzy nimi wyznaczone jest zadanie do spełnienia. - Możesz pomyśleć, że to jest moje zadanie. Możliwe, że to jest mój cel. Przejść ten szlak. Możliwe, że mój bunt jest wpisany we mnie celowo. - Istnieje też ryzyko, że wyrwałam sie spod tych barier, które mi założono. Ten drugi wariant zwiastuje niebezpieczeństwo. Tak sądzę. Wziął w rękę garść piasku. Wspomnienia powróciły kolejny raz. Dopiero teraz poznał to miejsce. Przypomniał sobie słowa przyjaciela "Tylko czas jest wieczny." Wszystko się zmieni ło. Ona sprawiła, że przestrzeń stała się inna. Lepsza, czy gorsza? Musiał poznać prawdę. - Tu także wszystko ma swój cel. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Pokażę Ci coś. Podniósł się wolno i zaczął rozglądać wokół. Odszedł na chwilę. Zastanawiał się czy dobrze zrobił zostawiając ją teraz samą. Jeszcze tak mało wiedziała o tej krainie. "Przecież nikogo tu nie ma. Co mogłoby się jej stać?" Wrócił kilka minut później niosąc parę suchych gałązek. Rzucił je na ziemię i przez chwilę przypatrywał się jak ogień zaczyna płonąć... po raz kolejny. "Znów się pomyliłeś przyjacielu. Niektóre rzeczy się nie zmieniają" - pomyślał. Ona przysunęła się bliżej ognia. Zaczęła ogrzewać ręce w jego blasku. Uśmiechnął się smutno i usiadł obok niej. - Nie jesteś zbyt rozmowna. Gdybym tylko umiał czytać w myślach. Mógłbym spojrzeć Ci głęboko w oczy i dowiedzieć się co tak bardzo Cię trapi. Nie musiałabyś nic mówić. Ale życie nigdy nie jest tak proste jakbyśmy tego chcieli. - A może inne życie nie ma sensu? Jeśli nie byłoby wątpliwości, nie byłoby tego miejsca. Ono istnieje tylko po to by słuchać opowieści ludzi. Moją już zna, teraz chyba czeka na twoją. - Hmm....Moja opowieść? Nie mam przeszłości. Z własnej woli zrywam z nią, by bez żadnych przekałamań móc oceniać rzeczywistość. Dla siebie jestem człowiekiem bez przeszłości. Za bardzo mnie obciąża. Gdybym żyła wspomnieniami...co ja mówię ?! - nie żyła bym. - powiedziała stanowczym głosem. - Ona niekiedy może zabierać oddech.... Nie wiem więc, co mogę o sobie opowiedzieć. Może najlepiej mnie po prostu obserwować, bo ja najpełniej przebywam właśnie w tej chwili, w tym momencie. - Zresztą...czym jest przeszłość? A tym bardziej, czym jest przyszłość? Czy nie jest tak, że tylko nabyte doświadczenie jest śladem "wczoraj", a "dzień jutrzejszy" to nic innego jak przejaw nadziei? Jeśli nie obchodzi cię, co będzie jutro, to chyba oznacza, że straciłeś nadzieję... Mnie właśnie to dotyczy. Ja nie wierzę w jutro. Po przerwie z namysłem dodała: - Życie chwilą dostrcza innych wrażeń. Silniej odczuwasz bodźce. Zmysły są bardziej czułe.- uśmiechnęła się. - Nowa jakość życia. Spochmurniała jednak niespodziewanie. Coś mimo wszystko ją tłumiło. Może nie do końca udało się... Może to właśnie "odcięcie się" jest dla niej celem w tej podróży. Możliwe, że przybyła tu, by móc zacząć żyć w taki sposób jaki pragnęła. - Wiesz, że to Ci się nigdy nie uda. Przeszłość jest częścią ciebie, nie ważne jak bardzo byś chciała się jej pozbyć. Każdy twój krok jest tylko skutkiem kroku poprzedniego. "Teraz" jest jednocześnie w przyszłości i w przeszłości, ale nigdy nie stoi w miejscu. Położył się na piasku i wsunął plecak pod głowę. Zaczął obserwować przestrzeń rozpływającą się nad ich głowami. Kilka niewielkich gwiazd bazskutecznie starało się rozświetlić ogarniający ich mrok. Uśmiechnął się i spojrzał na towarzyszkę. - Tylko jeden dzień starczył by ta kraina stworzyła dla Ciebie swoją przeszłość. Każde słowo, które wypowiedziałaś stało się jej częścią. Naturalna kolej losu. Czas nie istnieje w jednej chwili. Potrzebny jest kontekst, do którego można by się odnieść. Potrzebne są "wczoraj" i "jutro" by "dzisiaj" mogło zaistnieć, by miało jakikolwiek sens. Zastanawiał się czy go słuchała. Od kilku minut wpatrywała się w złociste płomienie tańczące przed jej twarzą. "Jak długo to jeszcze potrwa?" - pomyślał. "Jak długo będziesz broniła się przed tym co nieuniknione?" Usłyszał cichy syk gdy pierwsze krople deszczu spadły do ogniska. Tak nagłe zmiany pogody nie było tu niczym niezwykłym, ale oznaczały, że zbliża się coś ważnego. Wyciągnął z plecaka stary, zniszczony płaszcz i narzucił jej na ramiona. Uśmiechnął się i powiedział: - Czas ruszać w drogę. Przestrzeń się o nas upomniała.
Z poszarpanych chmur, co rusz przygaszających księżyc, lały się strugi ciepłego deszczu. Powietrze wypełniało miarowe, intensywne dudnienie... Kropla po kropli...Każda w zetknięciu z ziemią rozpryskiwała się - podobnie jak marzenia tej dziewczyny w zetknięciu z rzeczywistością. Wszystko, co mogło być piękne, było zarazem niemożliwe do spełnienia. - Jeśli nad nami jest niebo, a pod naszymi stopami ziemia, to jest to już jakiś punkt odniesienia. Jakaś stałość. Choć pozorna, bo przecież gwiazdy kiedyś zgasną, a Ziemia... też nie jest "na zawsze". Gdzieś tam, pomiędzy początkiem ich istnienie, a końcem, człowiek umieszcza czas. To jeden z jego tworów. Dla mnie czas to definicja zmienności i na odwrót. Jaki by on nie był, to przede wszystkim iluzja... - Ale mnie też zwodzi ta stałość. - Kiedy życie gubi, mimo wszystko szukam czegoś znajomego, czegoś co mi powie, że jednak wszystko jest w porządku. Spoglądam w niebo i widze, że ono jest nadal. Znajomość daje poczucie bezpieczeństwa. Analogicznie, obcość winna wzbudzać we mnie uczucie lęku, a tak nie jest. W obcości upatruje czegoś niezwykłego. Zwykle nieznane wzbudza we mnie fascynacje. Ono rzuca mi wyzwanie, króre ja przyjmuje. - Miło mi to słyszeć. Każdy kolejny krok na naszej drodze to wyzwanie. Tutaj zawsze czujesz się obco. Każda wędrówka przez tą krainę jest inna, a jej koniec? Jeśli będziemy się bali nigdy nie poznamy celu naszej podróży. Z drugiej strony, czego możemy się obawiać? Jeśli coś stanie nam na drodze, zawsze możemy zmienić zasady gry. Uśmiechnął się i zatrzymał nagle. Usłyszeli cichy stukot, gdy kilka niewielkich kamyczków strąconych przez jego stopę spadło kilkanaście metrów w dół. Stali na krawędzi ogronej przepaści. Słońce zaczeło wschodzić i powoli oświetlało pustą przestrzeń w dole. Dostrzegli zarys pustej autostrady rozcinającej spękaną ziemię. To nie był koniec ich wędrówki, ale... Zamknął na chwilę oczy. Uśmiechnął się ponownie i spojrzał na swoją towarzyszkę. - Wystarczy, że uwierzymy.
Deszcz przestał padać. Wzamian, niewiadomo skąd, zerwał sie silny wiatr. Targani jego porywami stali w milczeniu nad przepaścią. Ona wsłuchiwała się w złowrogie wycie otaczające ich z każdej strony. Płaszcz, który miała na sobie, falował gwłatownie. Nie słyszała nic poza tym wyciem, nie słyszała nawet własnego bicia serca, z pewnością natenczas bardzo szybkiego. Jeden z mocniejszych podmuchów omal nie strącił jej z krawędzi prosto w otchłań przepaści. To silne doznanie wybiło ja z dotychczasowego transu. Poczuła, że musi podjąć szybką decyzję, bo inaczej zepchnie ich ten agresywny wiatr. - A jeśli zabraknie mi wiary? Jeśli zacznę spadać, to czy nie będzie już dla mnie ratunku? - Nie ważne co Ci odpowiem. Jeśli sama nie będziesz chciała uwierzyć to moje słowa nic nie zmienią. Nawet gdybym Ci powiedział, że wszystko będzie dobrze to mi nie zaufasz. Pozbądź się wątpliwości. Nie mamy już na nie czasu... nigdy nie mieliśmy. Wiatr osłabł na moment. Przez chwilę zrobiło się bardzo cicho i spokojnie. Ponownie zamknął oczy. Starał się rozluźnić. Mimo wszystko ta kraina jest nieprzewidywalna, ale tylko na tyle, na ile oni jej na to pozwolą. Powoli wciągnął do płuc mroźne, orzeźwiające powietrze. Poczuł delikatny zapach przestrzeni. Zapach nowego dnia. "Kolejny dzień, kolejna szansa" - pomyślał. Chwycił ją za rękę. - Nie spadniesz. Nie puszczę Cię.
Uśmiechnął się i zrobił jeden krok naprzód. - Jak to się stało? Co takiego zrobiłeś? - Ja? Bez Ciebie nigdy by mi się to nie udało. Gdybyś nie uwierzyła nigdy byś nie przeszła. Moja wiara nie wystarczyłaby aby unieść nas dwoje. - Ale... Przecież powiedziałeś... - Musiałem. Gdzieś tam jest nasz cel, a ja muszę nas tam doprowadzić. Taka jest moja rola. To wszystko.
Uśmiech zniknął z jego twarzy. Odwrócił się i ruszył w kierunku opuszczonej autostrady. Z rozmyślań wyrwał ją krzyk przewodnika: - Rusz się. I tak straciliśmy już dostatecznie dużo czasu. Przystanął na chwilę, by mogła go dogonić. Odetchnął głęboko i spojrzał w jej stronę. Może potraktował ją trochę za ostro? Sam się zastanawiał co się z nim dzieję. Przecież miał ją tylko doprowadzić na miejsce. Wykonać swoją pracę, tak jak zawsze. Tym razem jednak było inaczej. Gdy była już przy nim i ruszyli w dalszą drogę, poczuł delikatne uderzenie w czubek głowy. Spojrzał na kłębiące się nad nimi chmury. "Kurwa, znów zaczyna padać" - pomyślał.
Kiedy tak szła z nim dalej, w stronę niewiadomego celu, w jej głowie szarpały sie ze sobą myśli. "Ma nas doprowadzić na miejsce...taka jest jego rola..." A kto do cholery wyznacza tu jakies zadania? Co jeśli ona akurat nie chce iść w tamtym kierunku tylko w innym? Zabroni jej? - A czemu by nie zadać pytania wprost?... Może sprawdźmy jak wielki wpływ mamy na tą przestrzeń? - A jeśli nawet coś nam się stanie... to przecież sam mówiłeś: można zmienić zasady gry... - stwierdziła. Deszcz i wiatr działy teraz razem i to bardzo intensywnie. Z minuty na minutę coraz więcej kropel, z coraz większą prędkością, spadało na ziemię. Zasunięte ciemnoszarą zasłoną niebo rozbłysło na ułamek sekundy przeszywającą bielą. Jeden raz, drugi..trzeci... coraz szybciej i szybciej. Co rusz głośne dudnienie trzęsło nie tylko powietrzem ale i ziemią. Burza rozpętała się na dobre zarówno w tej krainie jak i w umysłach tych dwóch ludzi - cakiem sobie obcych.
Zaczął iść w stronę stojącej na pustkowiu postaci. Już nie widział jej twarzy. Deszcz lejący się strumieniami z nieba zalewał mu oczy. Pochylił głowę, a na jego twarzy pojawił się dyskretny uśmiech. Gdy był kilka metrów od dziewczyny zwolnił nieco i powoli wyciągnął w jej kierunku ręke. Choć nic nie widział każdy jego ruch był bardzo pewny, jakby oczy nie były mu już potrzebne. Wiedział co ma zrobić. Prawie niezauważalnie potrząsnął przedramieniem. Usłyszał cichy, metaliczny dźwięk. - Zagrajmy w twoją grę! Chcesz sprawdzić co jesteś w stanie zrobić, więc spróbuj mnie powstrzymać! Spraw bym nie pociągnął teraz za spust. Myślisz, że jesteś dostatecznie silna by zmienić zasady w tej chwili?
Podniósł głowę i spojrzał na nią.
Burza skończyła się tak szybko jak się zaczeła. Jednak ciężkie, brunatnoszare chmury wciąż unosiły się nad ich głowami. Chociaż dudnienie ustało zaledwie kilka sekund temu, cisza wydawała się trwać wieczność. Bardzo powoli otworzyła oczy. Tuż przed twarzą zobaczyła kulę wystrzeloną z jego pistoletu. Obracała się delikatnie zawieszona w powietrzu. - Wiedziałem, że Ci się uda. Nie możesz na mnie wpłynąć. Jednak to co stanie się z tobą zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Nie mogę Cię do niczego zmusić. Nigdy nas nie prowadziłem. Sama wybrałaś, w którą stronę chcesz podążać. Ponownie delikatnie potrząsnął ręką i broń wsuneła się w rękaw jego płaszcza. - Teraz już możesz schować nóż... Chyba, że chcesz mi jeszcze coś udowodnić?
Ruszyła się jak gdyby nigdy nic, może tylko bardziej zamyślona niz zwykle. Wyminęła go i podążyła dalej w kierunku, w jakim zmierzali dotychczas czyli przed siebie. Na moment zatrzymała się, schyliła i chwyciała w dłoń odrobinę piasku. Teraz idąc zostawiała za sobą nie tylko ślady, ale także, falującą w rytm lekkiego wiatru, smugę piaszczystego pyłu. Nie było w stanie odczytać z jej twarzy jakichkolwiek uczuć. Po prostu poszła dalej, zastanawiając sie nad czymś bardzo intensywnie ale i spokojnie zarazem. - Idziesz? Myślał o tym co się przed chwilą stało. Tym razem było inaczej i chyba zaczynało mu się to podobać. Odwrócił się w jej stronę i uśmiechnął. - Oczywiście.
Przerzucił plecak na drugie ramię i podszedł do niej. Ruszyli przed siebie ścieżką wyznaczoną przez asfalt opuszczonej autostrady. Mimo wszystkiego co się stało, ten wspólny marsz nadal sprawiał mu przyjemność. Gdzieś tam, za linią horyzontu czekały odpowiedzi. - Czy to tam właśnie zmierzamy?
Przewodnik nic nie odpowiedział. Mimo zbliżającej się zmiany wydawał się być bardzo spokojny. Nie pytała po raz kolejny. Zdała się na jego doświadczenie i dalej podążała z nim ramię w ramię. Z czasem jednak zaczynała odczuwac dokuczliwe zmęczenie. Powieki coraz cześciej opadały, po czym z coraz większym wysiłkiem musiała je podnosić. Jeszcze chwila, a ramiona Morfeusza wciągną ją bez reszty... Ale starała się nie dawać niczego po sobie poznać. Ciągle miała wrażenie, że się gdzieś śpieszą, że coś próbują dogonić. Nie chciała tego czegoś stracić więc zmuszała się do jeszcze większego wysiłku. Uśmiechnęła się gdy ciepły podmuch powietrza połaskotał ją po twarzy. Otworzyła oczy i usłyszała spokojny głos przewodnika: - Wszystko w porządku? Nie odpowiedziała, była trochę zdezorientowana. Podniosła głowę z miękkiego piasku i rozejrzała się wokół. Przestrzeń ponownie rozświetlał tylko ciepły, złocisty płomień ogniska. Przewodnik siedział zamyślony opierając się o gruby, kamienny mur potężnej wierzy, budowli do której zmierzali. Była zaskoczona jej ogromem. Ściana zbudowana z wielkich kamieni pięła się pionowo w górę, a jej szczyt niknął w chmurach nad ich głowami. Ten niecodzienny widok tak ją zafascynował, że nie dostrzegła czegoś jeszcze. Przy ognisku oprócz przewodnika siedziała druga postać, cała szczelnie zasłonięta długim, czarnym płaszczem. Twarzą skrytą w cieniu kaptura beznamiętnie wpatrywała się w dziewczynę. Gdy nieznajomy zrozumiał, że jeszcze go nie zauważyła uśmiechnął się dyskretnie. - Twój przyjaciel pytał, czy wszystko w porządku. Gwałtownie odwróciła się w kieruku miejsca, z którego dochodził niski głos. Ten szybki ruch ponownie wytrącił ją z równowagi. Potrzebowała kilku minut aby ciemna, rozmazana plama nabrała wyrazistego kształtu. Kiedy już dostatecznie się skupiła dostrzegła po lewej stronie przewodnika obcą postać. Jednak nadal wybita z rytmu nie była w stanie logicznie myśleć. Obawiając się, że za chwilę znów straci kontakt z rzeczywistością położyła głowę spowrotem na piasku i spojrzała w zawieszone nad nimi niebo. Uśmiechnęła się sama do siebie i powiedziała cicho: - Tak... w porządku - zacisnęła ręke na piasku. - Skoro mamy niebo i ziemię... to wszystko wydaje się być w porządku.
Leżąc tak i wdychając bezgłośnie przyjemnie ciepłe powietrze zwróciła się w stronę znajomej twarzy i spojrzała na nią pytającym wzrokiem. - Wypij. Poczujesz się lepiej.
Nie wiedziała co ma zrobić. Jeszcze raz spojrzała na przewodnika, ale on jakby nie zwracał na nią uwagi. Wpatrywał się w ziemię i przesypywał z ręki do ręki piasek. Nie miała wyboru. Też wyciągnęła rękę i chwyciła gorący kubek. Mężczyzna pochylił się lekko do przodu, a ognisko delikatnie oświetliło jego twarz. Zdołała dostrzec tylko blask odbijający się od bladoniebieskich oczu. To wystarczyło by poczuła chłód przeszywający całe jej ciało. Chłód... i strach. - Kim ty jesteś? Postać w ciemnym płaszczu wyprostowała się, zdarła głowe wysoko w górę i zaśmiała się ironicznym śmiechem. Kiedy wreszcie po kilku minutach tajemniczy gość uspokoił się ponownie spojrzał na dziewczynę. - Moge być kim chcesz. - Rzekł zagadkowo - Zresztą.. - rozejrzał sie dookoła i wskazał rękoma na otoczenie - Sami chcieliście żebym sie zjawił. - uśmiechnął się triumfująco. Schylił sie na moment by podnieść stojący na ziemi kubek. Przystawił do ust i wypił jego zawartość nie spuszczając z niej wzroku, by móc obserwować bacznie jej reakcje. A może po to, by lepiej wychwycić jej myśli... Kiedy juz skończył, zapytał:
- Myślisz może, że chciałem Cię otruć, co?... Zaśmiał się z lekką pogardą. - Pierwszy odruch niskiej istoty na nieznane: podejrzenie wszystkiego i wszystkich - mówił jakby do siebie, pozornie nie zwracając na nich uwagi. - Poruszacie się w tym świecie, w jakim przyszło wam żyć, po omacku, jak w wiecznej ciemności... Nic nie zmieniło się w was od momentu powstania. I gdzie tu ewolucja w tym wszystkim? - zapytał z kpiną powietrze. Z tymi słowami zwracał się już do tej dwójki, zahipnotyzowanej całą sytuacją. On jak zawsze zamyślony. Ona z tysiącem pytań w oczach, nawet teraz, gdy mówiono jej, że taki odruch kwestionowania jest niski. Po chwili doskonałej ciszy urodzonej z bezruchu powietrza, tajemniczy gość kontynuował: - Choć z drugiej strony... - Przykucnął i zaczął się przyglądać dziewczynie ze zwierzęcym zdziwieniem - przekręcając na zmienę głowę, to raz w lewo, to raz w prawo. Bezlitośnie wślizgiwał sie w jej umysł. - ...gdyby nie ta podejrzliwość, to jest bardziej niż prawdopodobne, że nie przeżylibyście ani minuty. To co wprowadza was w ruch jednocześnie was spowalnia. Zwierzęcy instynkt uwarunkował przetrwanie istoty myślącej. Jesteście paradoksem natury.
Ostatnie słowa wypowiedział wyjątkowo dobitnie, a robiąc to z zaciekawieniem przyglądał się obojgu, z nieukrywanym poczuciem wyższości. Kim był? Jak się tu znalazł? No i oczywiście...po co on to wszystko im mówi? Z pewnością dziewczyna miała teraz więcej wątpliwości niż jej towarzysz. On przecież był świadomy przez ten cały czas kiedy ona bezwolnie wpadła w gęstą ciemność... Miała wtedy sen, tak jej się przynajmniej wydawało. Zbyt dużo w tym wszystkim niejasności. - Wypij. Napewno poczujesz się lepiej. - I wyciągnął w jej kierunku rękę podając kubek z jakimś dziwnym, czarnym płynem. To wszystko wydawało jej się znajome. Te zimne oczy tak samo przerażające, ale już nie tak samo praliżujące, bo znane. Znane? Dziewczyna czuła jak wszystko wokół niej wiruje i raz po raz: to rozmywa się to znów wyostrza. Pośród tego całego chaosu zdąrzyła usłyszeć zaledwie jedyną myśl: Ja to znam...Czy to możliwe? I natychmiast pojawiła się odpowiedź dobiegająca z otaczającej ją, jednolitej przestrzeni: Wszystko jest możliwe...
Otworzyła oczy. - Przyjemnie się spało?
Wstała najwolniej jak tylko potafiła i odwróciła się. Kilka metrów od niej stał ten sam tajemniczy mężczyzna w czarnym płaszczu. Uśmiechał się szyderczo ukazując dwa rzędy równych białych zębów. Chciała mu odpowiedzieć, ale słowa uwięzły jej w gardle. Stała tylko nieruchomo wpatrując się w niego... czekając na jego reakcję. Ruszył w jej kierunku bardzo spokojnie. Powoli, ale stanowczo stawiał każdy krok zbliżając się. Dopiero kiedy ją minął i stanął obok przewodnika zrozumiała, że nie chodzi mu o nią. Przynajmniej na razie. - Obudź się! - Czego? Chyba masz to co chciałeś? - Taaak. Jak zawsze spisałeś się znakomicie, ale słyszałem, że tym razem miałeś drobne kłopoty. Hm... a jak by się jej nie udało? Wiele ryzykowałeś wystawiając ją na taką próbę. Wiesz, że za porażkę zapłaciłbyś życiem. - Gdybym wiedział, że się jej nie uda to bym tego nie zrobił. Miałem ją tu przyprowadzić i to zrobiłem. Nigdy Cię nie interesowały moje metody, więc o co Ci kurwa chodzi?! - Może o to, że ostatnio stałeś się jakiś taki troskliwy. Miałeś ją tu tylko przyprowadzić, a nie się z nią zaprzyjaźniać. Zaczyna mnie to martwić. Chyba przestajesz być użyteczny. Nieznajomy nie zważając na obecność dziewczyny wyciągnął pistolet i wycelował w przewodnika. W oczach chłopaka zaledwie przez moment błyszczały rozszerzone źrenice. Nie wykonał żadnego ruchu, nadal leżał oparty o solidną ścianę z wzrokiem wbitym w jeden punkt. Jedynie kątem oka zarejstrował gwałtowny ruch ze strony tajemniczego gościa. Całej sytuacji przyglądała się stojąca obok, milcząca dziewczyna. Trzy pary oczu: jedne niewzruszone i zastygłe, drugie zimne i zdecydowane, a ostatnie - bezradne. - Czy to ma się tak skończyć, czy to może jest początek? - zapytała cicho.
"To się może udać" - pomyślał. Wstał wolno, cały czas opierając się o ścianę wieży. Gdy się wyprostował, jego głowa bezwładnie odchyliła się do tyłu i oparła o zimną powierzchnię. Wglądał na zmęczonego. Oddychał bardzo ciężko, a zamglone oczy cały czas wpatrywały się w ognisko.
Spojrzała w jego oczy i zrozumiała. Wiedziała co ma zrobić. Powoli wsunęła rękę do plecaka i wyjęła z niego niewielki przedmiot. Nieznajomy był cały czas odwrócony plecami. Nie mógł nic zauważyć. Podeszła na odległość ciosu i stanęła zaskoczona. Poczuła nagły podmuch powietrza, gdy nieznajomy wyciągnął w jej kierunku drugą rękę. Spojrzała w dół przestraszonymi oczami. Spod długiego czarnego rękawa wystawała tylko lufa pistoletu, wycelowana prosto w serce. Jej usta rozchyliły się jakby chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła wykrztusić choćby jednego słowa. - Naprawdę myślicie... że uda wam się coś zmienić? Jesteście... żałośni. - jego głos załamywał się co chwila przechodząc w spazmatczny śmiech. - Będzie tak jak zawsze. Będzie tak... jak ja chce. - urwał gwałtownie i spojrzał zimnym wzrokiem na dziewczynę. Uśmiechnął się ironicznie i pociągnął za spust.
Nie czuła bólu. To było najdziwniejsze. Usłyszała huk wystrzału, ale nie czuła bólu. Niewidzącymi oczami wpatrywała się chłodne źrenice tajemniczego gościa. Cały czas się uśmiechał.
Schował broń. Nie była mu już potrzebna. Jeszcze raz spojrzał na martwe ciało chłopaka. Z rany na skroni cały czas sączyła się krew. Rozlewała się wokół głowy wsiakając w suchy piasek, nadając mu brunatny kolor. - Wiedziałaś, że tak się stanie. Od początku, gdy tylko się spotkaliście. - Podszedł bliżej. Przysunął rękę do jej twarzy i zaczął bawić się jej włosami. - Jego czas się skończył. Wiesz przecież, że niektórych zmian nie można cofnąć, niektórych słów zapomnieć. Zagubił się, stracił to co pozwalało mu przeżyć. Musiałem znaleźć zastępstwo. Nie odpowiedziała. Jeszcze raz spojrzała w jego oczy. Teraz nie były już takie straszne. Wydawało jej się przez chwilę, że poczuła przyjemne ciepło gdy dotykał dłonią jej policzka... odwzajemniła jego uśmiech. |
| Agnes (Agnes@netmore.pl) |
Ninjin Ex Infernis (Ninjinex@wp.pl) |