Kwiecień 2007      


|:  VARIA  :|

O wadach "Eragona" (oraz "Najstarszego") słów kilka
Tomasz "LeRu.exe" Lerka

Tytuły książek: "Eragon. Dziedzictwa Księga Pierwsza", "Najstarszy. Dziedzctwa Księga Druga"
Autor książek: Christopher Paolini
Gatunek: fantasy

W tekście wykorzystałem fragmenty książki "Eragon" i "Najstarszy" Christophera Paolini

Po wydaniu książki "Eragon. Dziedzictwa Księga Pierwsza" jej autora uznano za dobrze zapowiadającego się pisarza. Ludzie zachwycali i wciąż zachwycają się książką ze "świetną fabułą, ciekawymi postaciami itd.". O książce dowiedziałem się od koleżanki, która, nie zgadniecie, wręcz rozpływała się w zaletach "Eragona". Co było robić, trza było przeczytać, jak takie cudo. Tak się szczęśliwie(?) złożyło, że w bibliotece były i "Eragon", i "Najstarszy". Wypożyczyłem. Przeczytałem. No i zdziwiłem się. "Z czego wy się tak cieszycie", pomyślałem. A grono ludzi wychwalających "Eragona" pod niebiosa ciągle rosło. Moja wredna natura, na dodatek słysząc zewsząd "ochy" i "achy", nie mogła na to pozwolić! Musiałem napisać ten tekst :-).

I tu ostrzeżenie: jeżeli nie czytałeś jeszcze "Eragona" i "Najstarszego", a zamierzasz to zrobić, nie czytaj dalej, bo zepsujesz sobie (nieco wątpliwą) przyjemność z lektury książki.

Eragon. Piętnastoletni chłopiec z farmy. W momencie, gdy poluje sobie na jelenie i inne łosie, obok następuje eksplozja i pojawia się tajemniczy kamień. Wybuch spłoszył zwierzynę, więc Eragon wzrusza ramionami, bierze kamień pod pachę i rusza do domu. Po jakimś czasie z kamienia wychodzi mały smok (A to ci niespodzianka!). No i dochodzimy do pierwszej, może nie wady, ale ułatwienia sobie pracy przez autora. Czytelnik poznaje świat Alagaesii razem z Eragonem (w przeciwieństwie na przykład do "Władcy Pierścieni" czy "Wiedźmina", gdzie postacie ma swoją przeszłość i swoje tajemnice). A to oznacza, że autor może teraz powypisywać najróżniejsze rzeczy o Eragonie, krainie, itp., które mu przyjdą na myśl w trakcie pisania. Nie jest to poważne uchybienie, ani coś szczególnie przeszkadzającego, wiem. Ale to dopiero początek tekstu.

Inne uproszczenie: Saphira zmieniła grób Broma w kryształ lub  diament (nie pamiętam już). Wyjaśnia, że nie wiedziała, że może coś takiego zrobić, że było to spontaniczne, nagle poczuła przypływ mocy. To oznacza, że smok nie zna swych możliwości, a to z kolei oznacza, że może zrobić cuda, gdy autorowi się tak zachce (np. wymyśli coś w czasie pisania trzeciej części).

Zarys fabuły też mi coś nie pasuje. Im dłużej nad nim rozmyślałem, do tym bardziej zaskakujących wniosków dochodziłem. Wpadłem też na tok myślenia autora, który możecie znaleźć poniżej.

"Hmm, ale nuda. Co by tu porobić? Pokemony lecą? Blech, powtórka, już to widziałem! A może pogram na komputerze? Nie, już trzy razy przeszedłem te "Smerfne Przygody"! Ale nuda...

Mam!!! Napiszę książkę! Hm, tylko jaką? Widziałem film "Władca Pierścieni", więc niech to będzie fantasy. Moja książka będzie o dzielnym rycerzu Aragornie i pięknej królewnie. Hm, królewna będzie nazywała się Arwena. I Aragorn zostanie królem...

Hmm.. Nie, to już gdzieś słyszałem...

Wiem! Smok! W każdej porządnej bajce jest smok. No, ale smok nie może zostać głównym bohaterem...

Eureka! Stworzę jeźdźca dla smoka! Będzie się nazywał Eragon! To prawie jak Aragorn (i gdy zmienimy "E" na "D" to będzie Dragon), no i szpanersko brzmi. I Eragon będzie biednym chłopcem, ale potem zacznie mu się powodzić i w ogóle!

No i koniecznie muszą być krasnoludy, i elfy, i zły król, żeby miał co Eragon robić.

Mamo, mamo, zostałem pisarzem!!!"

Dobra, koniec żartów. Powyższe słowa napisałem, żeby wam coś uzmysłowić. A mianowicie to, że Paolini nie wpadł na jakiś genialny pomysł, on po prostu połączył kilka znanych i lubianych (mniej lub bardziej) wątków. Czyli, krótko, przepis na fabułę "Eragona" wygląda mniej, więcej tak:

biedny chłopak + smok + zły król + zniewolona kraina = "Eragon"

Mały banał, nie sądzicie?

Kolejne ułatwienie, podchodzące już pod wadę. Kraina. Alagaesia. Na pierwszych stronach książki mamy jej mapę. Mamy góry, mamy lasy (elfy i krasnoludy muszą gdzieś siedzieć), jakaś pustynia, kilka miast. Koniecznie musi być Nieprzebyte Morze/Ocean, za którym też coś może się znajdować. Trochę ubogo, ale cóż, to nie wszystko. Zerknijmy teraz na sytuację polityczną.

Eee, jaką sytuację? Są tu tylko dwa kraje. Jeden, duży, zniewolony przez złego króla Galbatorixa, i drugi, mały, zwący się Surda. Po co zawracać sobie głowę jakąś zmieniającą się sytuacją polityczną z wieloma państwami, jakimiś sojuszami, mariażami i innymi bzdetami? Lepiej stworzyć jedno państwo ze złym królem, z walczącymi przeciwko niemu dzielnymi buntownikami.

Kolejny problem. Oto fragment przemówienia królowej elfów, Islanzadi, po spotkaniu Aryi.

"- O moja córko, jakże cię skrzywdziłam - powtórzyła w pradawnej mowie i ukryła twarz w

dłoniach. - Odkąd zniknęłaś, prawie nie spałam i nie jadłam. Prześladowała mnie myśl o twym

losie, lękałam się, że nigdy cię już nie zobaczę."

Dramatyczne, nieprawdaż:-)?

A tak na poważnie, królowa narzeka, że nie jadła i nie spała. Hmm, nie wiem, jak wam, ale mi to trochę nie pasuje. Przypomnijcie sobie Galadrielę z "Władcy Pierścieni". Gdzie aura tajemnicy, gdzie majestat? Takie słowa w ustach królowej elfów? Bożesz ty mój!

A teraz jeden zastanawiający szczegół.

Oto fragment pogrzebu króla Ajjihada. Przeczytajcie dokładnie.

"[...] leżał Ajihad, zimny i blady na płycie z białego marmuru, dźwiganej przez sześciu mężów w czarnych zbrojach. Na głowie miał hełm wysadzany drogocennymi kamieniami, dłonie splecione tuż pod obojczykami spoczywały na kościanej rękojeści nagiego miecza wystającego spod tarczy zakrywającej pierś i nogi. Srebrna kolczuga, jakby utkana z pierścieni księżycowego światła, spływała na marmur.[...]"

Reasumując, mężowie w czarnych zbrojach niosą:

Ajihad + płyta z marmuru + hełm + miecz + tarcza + kolczuga + własna zbroja

Obliczmy teraz przypuszczalny ciężar

(wypisane ciężary są moimi domysłami)

Ajihad - rosły z niego chłop, dajmy mu od 90 do 100 kg

marmurowa płyta - jako, że płyta musiała być większa niż ciało króla (przypuszczalne wymiary 200 cm x 150 cm + grubość, której nie da się w żaden sposób zgadnąć - naprawdę trudno określić ciężar tej płyty) dałbym jej 250 kg

miecz - 10 kg

tarcza - 20 kg

kolczuga - 30 kg

własna zbroja -  nie wiemy, jaka ta zbroja (płytowa, kolczuga, napierśnik itp.) 30 - 70 kg

Wychodzi nam, że ciężar pochodu wynosi około 400 kg, czyli około 65 kg na osobę. Dochodzi do tego zbroja (dla każdego doliczana osobno), czyli od 100 kg do 140 kg na osobę. Nie sądzicie, że mężowie w czarnych zbrojach mieli trochę ciężko? Ciekaw też jestem, ile czasu musieli to dźwigać

Jedziemy dalej: poezja. Nie wymagam od Paoliniego poematów na miarę Tolkiena, które są piękne, mądre i ponadczasowe.

Ale przeczytajcie wiersz Aryi, który znalazł Eragon, buszując po jej pokoju:

"[...] leżał skrawek papieru z niedokończonym wierszem, pełnym skreśleń i dopisków. Brzmiał on następująco:

            "Pod tarczą księżyca, jasną tarczą księżyca

            leży staw, płaski srebrny staw.

            Wśród krzewów, kolczastych krzewów

            i czarnych smukłych drzew.

           

            Wtem kamień, żywy kamień

            strzaskuje tarczę, jasną tarczę

            wśród krzewów, kolczastych krzewów

            i czarnych smukłych drzew.

 

            Odłamki światła, miecze światła

            błyskają na tafli stawu.

            Spokojne wody, milczące wody,

            samotny leśny staw.

           

            Wśród mroków nocy, ciemnej nocy

            trzepoczą cienie, spłoszone cienie,

            gdzie kiedyś..."

            [...]"

Piękna ta poezja, nieprawdaż? A jaka mądra. Odważę się powiedzieć, że wręcz powalająca.

Eragon powiedział Aryi, że mu się podoba. Albo z niego wyrachowany kłamca, albo ma spaczony gust.

Inny problem jest z królem Galbatorixem, a właściwe jego smokiem Shruikanem. Według książki smoki rosną przez całe życie. Smok Eragona, Saphira, w przeciągu bodajże pół roku urosła do wielkości pagórka. Shruikan ma ponad sto lat. Powinien być teraz dość duży, być może większy niż cała kraina:). Autor, jeżeli dobrze pamiętam, jednak zauważył ten problem, i wyjaśnił go. Napisał, że Galbatorix przestał być jeźdźcem i dlatego Shruikan przestał rosnąć. Wszystko w porządku.

Ale przeoczył jeden istotny problem.

Skoro smok i jeździec są złączeni i żyją razem długo, kilkaset lat, to co będzie z Eragonem i Saphirą za sto lub dwieście lat (jak ich wcześniej król nie zabije:-))?

Może faktycznie smok przerośnie krainę, i tak, jak było w przepowiedni, opuszczą Alagaesię, by już nigdy nie powrócić (dlatego, że nie będą się w niej mieścić:-)). Swoją drogą, ciekaw jestem, jak Eragon będzie dosiadał wtedy smoka.

Nurtuje mnie też inny problem. Bitwa sił Vardenów i Imperium. Nie rozumiem króla Galbatorixa. Przecież zamiast tworzyć wielką armię (zresztą i tak nic nie wartą), wydawać na nią kupę kasy, sam mógłby pojawić się na polu bitwy. Nawet sami dowódcy wojsk Vardenów twierdzą, że gdyby król się pojawił, nie pozostałoby im nic, poza ucieczką. Co prawda król przysłał innego jeźdźca, Murtagha (I tak zawiódł. Poleciał sobie, nawet nie zwrócił uwagi, że armia Imperium przegrywa), ale zamiast wysyłać armię sam mógłby się pojawić...

Aha, zapomniałbym. Wiem, dlaczego nie przybył. I nie ma to zbytniego związku z fabułą. Gdyby się pojawił, autor nie wiedziałby, jak pokierować dalej akcję. Musiałby wygrać Eragon lub król (ewentualnie któryś by uciekł). Trylogia zmieniłaby się w dylogię. Ale wydanie trzeciej części = kasa. Autor wolał wprowadzić do książki nielogiczność, niż stracić pieniądze. (Nawet mu się nie dziwię. Jedna nielogiczność więcej lub mniej - komu to robi różnicę? A mógłby to być taki piękny finał. Eragon vs. Galbatorix. Mordercza walka. Eragon w końcu triumfuje (i ewentualnie sam ginie :-)). Wszyscy płaczą nad jego losem i piszą o nim piosenki.

Ale, ale, po zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że jeśli piosenki przypominałyby wiersze Aryi, straszyłbym po nocach ich autorów :-))

Na koniec zostawiłem najpoważniejszy zarzut. Krasnoludy. Pomijam dziwne opisy wyglądu krasnoludów, pomijam ich króla, którego bronią jest młot, a nie topór (to mój prywatny zarzut).

CHRISTOHER PAOLINI ZGRZESZYŁ PISZĄC PONIŻSZE SŁOWA!!!

"Rankiem czwartego dnia Shrrgnien podjechał do Eragona.

- Słyszałem, że ludzie mają dziesięć palców u nóg. Czy to prawda? Przyznam bowiem, że

nigdy dotąd nie zapuszczałem się poza nasze granice.

- Oczywiście, że mamy dziesięć palców - odparł Eragon. Zaskoczony, przekręcił się lekko w

siodle na grzbiecie Śnieżnego Płomienia, uniósł stopę, zdjął prawy but i skarpetę, i pomachał

palcami przed zdumionymi oczami Shrrgniena. - A wy nie?

Krasnolud pokręcił głową.

- Nie, mamy siedem u każdej stopy. Takimi właśnie stworzył nas Helzvog. Pięć to za mało,

sześć pechowa liczba, ale siedem... Siedem jest akurat.

Raz jeszcze zerknął na stopę Eragona, po czym pogonił osła i zaczął rozmawiać z

ożywieniem z Amą i Hedinem, którzy po chwili wręczyli mu kilkanaście srebrnych monet."

SIEDEM PALCÓW!!! I DURNE UZASADNIENIE: "pięć to za mało, sześć to pechowa liczba, a siedem to w sam raz". PRZEKROCZYŁ W TEN SPOSÓB WSZELKIE GRANICE!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20. Jestem spokojny.

I wcale najbardziej nie bulwersuje mnie to, że swoimi durnymi pomysłami niszczy piękno tej rasy (bo pewnie wymyślił to przy okazji, uznał za śmieszne i dopisał na początku rozdziału). Trudno jest sobie wyobrazić mężnego krasnoluda z czternastoma palcami u stóp. Ale nie w tym rzecz. Paolini pisząc to uznał się za boga fantasy. Za osobę, która może zmieniać to, co niezmienialne. Nie wiem, czy woda sodowa uderzyła mu do głowy, czy to tylko moje wrażenie, ale w kolejnej książce może napisać, że elfy mają trzecie oko, a orki są wegetarianami. To najgorsze, co mógł zrobić.

Podsumowując, mam nadzieję, że otworzyłem niektórym oczy. "Eragon" i "Najstarszy" nie są książkami wybitnymi, a na pewno nie tak, jak twierdzi wiele osób. Jest to książka przeciętna do bólu z wieloma niedociągnięciami. Gdy czytam niektóre opinie o niej, nie jestem pewien, czy chodzi o to samo "dzieło".

Na tylnej części okładki "Eragona" możemy wyczytać kilka opinii o dziele. Znajdziemy tam wypowiedzi takich, hmm, uznanych czasopism, jak "Bravo" lub "Popcorn". Opinia "Wprost" mówi nam, że Christopher Paolini jest Aleksandrem Wielkim literatury (Po części jest to prawda. Tak jak Macedończyk, Paolini uznał się za boga i - o zgrozo - nadał krasnoludom 7 palców u każdej stopy.). Nie wiem, jak Alek, ale ja bym się zdenerwował:-). Swoją drogą, jeśli Paolini to Aleksander Wielki literatury, to do kogo porównać Tolkiena czy chociażby naszego polskiego Andrzeja Sapkowskiego? Ciekawe, czy opinie byłyby równie pochlebne, gdyby Paolini był starszy o trzydzieści, czterdzieści lat? Bo gdyby "Eragona" napisał Tolkien, byłaby to jego największa porażka.

"Eragona" można przeczytać, nie jest to książka bardzo zła. Można, ale nie trzeba. Bo nie czytając jej, nic wielkiego się nie straci.

Ja przeczytałem i jestem autorowi wdzięczny. Dzięki niemu mógł powstać ten tekst, pierwszy tekst, jaki napisałem do Action Maga (w tym wypadku do AM Książek). I na pewno nie ostatni.
 

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!