Andrzej Pilipiuk - Wieszać każdy może
Grzegorz "Strateks" Dzięgelewski
Andrzej Pilipiuk ma na swoim koncie pewną liczbię całkiem udanych dzieł, zaś
seria traktująca o Jakubie Wędrowyczu doczekała się już miana kultowej.
Niniejszym mam zaszczyt zaprezentować najnowszą, piątą część, zatytuowaną
"Wieszać każdy może". Ale o tym już wiecie z nagłówka. To może do rzeczy.
Sławnego na cały świat, a przynajmniej cały Stary Majdan i okolice, sędziwego,
lecz jakże żywotnego staruszka znacie na pewno (jeśli jest inaczej... nie
chciałbym być w Waszej skórze). To odwieczny wróg wampirów i komunistów, weteran
wojen i procesów sądowych, w których zwykle on był oskarżonym. Uczestnik tysięcy
alkoholowych libacji, prostolinijny człowiek, kolekcjoner kościelnych klątw -
powraca, by znowu wywołać głupawe uśmiechy na naszych twarzach. Piąty tom
przygód tej ekscentrycznej persony, podobnie jak inne, to zbiór komicznych
opowiadań gwarantujących ten rodzaj rozrywki, który dobrze znamy z poprzednich
odsłon. Będzie więc sporo alkoholu, gumofilców i przelanej krwi, wszystko ku
uciesze czytelnika.
Budową lektura najbardziej przypomina "Czarownika Iwanowa" (dla
niewtajemniczonych - druga część cyklu), mamy tu bowiem do czynienia z jednym,
górującym nad resztą opowiadaniem ("Pola Trzcin") zajmującym niemal 70%, więc
zdecydowaną większość tej ponad trzystustronicowej pozycji. Przedtem raczeni
jesteśmy paroma zabawnymi i stosunkowo prostymi w konstrukcji tekstami. Na
pierwszy ogień idą "Rekruci", historia dziejące się za czasów wojny, w której to
Wędrowycz z kumplami krzyżuje plany kilku Niemców. Potem mamy między innymi
"Fabrykę", czyli atak mitycznego Alkioneusa - syna Gai, na plac budowy
symbolizującej kapitalizm szwalni spodni; "Skansen", będący prawdziwym rajem dla
Jakuba, czy "Kontyngent", a w nim parę retrospekcji dotyczących ogólnie pojętego
kolczykowania i dopisywania zer.
"Pola Trzcin" to zupełnie inna bajka - zawiera kilka ciekawych, acz niezbyt
poważnych wątków, w które wplątani są bohaterowie. A ci tym razem wyjątkowo
interesujący, gdyż głównymi antagonistami egzorcysty-bimbrownika, jego prawnuka
Piotrusia oraz starego kozaka Semena Korczaszki są powracający z zaświatów Lenin
i Dzierżyński, pod opieką najstraszliwszego ze straszliwych - boga Seta. Nie
zabraknie, rzecz jasna, przedstawiciela rodu, z którym Węrdowyczowie wojują od
trzech pokoleń - tym razem po stronie przeciwnika stanie Izydor Bardak.
Bohaterowie, lecąc wiekowym aeroplanem w stronę Egiptu i tamtejszych wykopalisk,
będą musieli również stawić czoła krwiożerczym węgierskim wampirom (także tym, a
właściwie tej, niezaspokojonej seksualnie), Vladowi Palownikowi (znanemu lepiej
jako hrabia Dracula), arabskim przemytnikom i groźbie kastracji, połączonej z
dożywotnim pełnieniem funkcji eunucha... Książkę wieńczy jeszcze krótkie
opowiadanie "Wieśmin", będące dziełem nie Pilipiuka, a Michała Smyka, jednak
rozgrywające się w podobnej, małomiasteczkowej scenerii (chociaż Wędrowycza
brak).
Największą zaletą wszystkich książek tej serii, więc omawianej pozycji również,
jest wielokrotnie wspomniane wyżej poczucie humoru. Dość nietypowe, momentami
zakrawające o nazwanie go "prostackim"... i dobrze! Nie każdy żart musi być
przecie ambitny, a nie każda lektura poważna. Czyż nie jest bowiem zabawna
sytuacja, kiedy to dwóch ludzi traci przytomność po zdjęciu jakubowego gumofilca,
a on sam zastanawiał się później, co im się mogło stać - w pierwszej chwili
przyszedł mu do głowy wybuch gazu bojowego...?
|
|
|
|
|
Wieszać każdy może |
|
| fantastyka
humorystyczna |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
"Wieszać każdy może" jest sposobem na miłe spędzenie czasu. Posiada ten sam
magnetyzm, co jego poprzedniczki, a przy tym dostarcza nowych wrażeń - których
nie doświadczysz nigdzie indziej. Nie jest idealna, czasem akcja (zwłaszcza
najdłuższego opowiadania) toczy się trochę opornie, niektóre opowiadania
prezentują zaś poziom niższy, niż ten, do którego się już przyzwyczailiśmy.
Jeśli zaakceptuje się owe drobne wady, a klimat i niestandardowa problematyka Ci
odpowiadają, będzie to przyjemna, lekka lektura w sam raz na zimowe (potem
wiosenne, letnie, jesienne i znowu zimowe) wieczory, do której może jeszcze
kiedyś powrócisz. A jeśli podobały Ci się inne "Wędrowycze"... to nawet się nie
zastanawiaj. Zresztą, w takim przypadku zapewne masz już ten tytuł dawno za
sobą.
|