|
Michael Williams - Rycerz Galen
Raaistlin
Ostatnio miałem pewną scysję o oceny, które wystawiam książkom serii
Dragonlance. Zdaniem niektórych były one o dwa-trzy oczka za wysokie. Jednak
wtedy miałem się o co kłócić. Tym razem takiej sytuacji nie będzie, gdyż po
prostu nie ma o co się sprzeczać. Przekonajcie się sami.
A więc zacznijmy od początku. Autor przedstawia nam w owej książce historię
Łasicy. Być może niektórzy już go znają z poprzedniej części. Ja jednak dopiero
go poznałem. I cieszę się, że nie miałem z nim styczności wcześniej. Bohater ów
nie jest typowym przykładem rycerza. Najlepiej obrazuje go zdanie wypowiedziane
przez jednego z bohaterów: „O nim zaś dałoby się powiedzieć niemal wszystko,
prócz tego, że był doświadczony, bywały w świecie i mężny w boju”. Nic dodać nic
ująć. Ten oto heros został poddany próbie. Jego brata porwali barbarzyńcy.
Zbiera się ekipa, na której czele staje właśnie on. Na domiar złego jedzie z nim
także gruby Ramiro, który i tak jest lepszym rycerzem od Łasicy. Podczas podróży
do towarzystwa dołącza dworska kobieta i ślepiec ze swoim psem. Jednym słowem
ekipa doborowa.
Już po takiej drużynie, można się domyśleć, że książka najwyższych lotów nie
jest. Autor mógł bardziej dobrać towarzystwo. Być może zdecydował się on na
ośmieszenie innych powieści fantasy, gdzie występują przemyślane, dopracowane
pod każdym względem zespoły( wyśmienitym przykładem jest „Władca Pierścieni”).
Jednak nie wyszło mu to najlepiej. Książka nie jest ani wciągająca, ani
śmieszna. Już po kilku stronach można ją sobie odpuścić. Ja dobrnąłem do końca
dopiero za drugim podejściem. I na końcu nie znalazłem nic, co by mnie
zainteresowało. W ogóle chyba nie ma tu nic ciekawego. Williams posługuje się
piórem dosyć dobrze. Przyznaję mu, że walki potrafi opisywać, lecz w tej pozycji
nie znajdziecie ich za dużo. Gdy bohaterowie schodzą do podziemi, akcja troszkę
się rozkręca i przez jakieś 50 stron zapominasz, iż jest to totalny chłam. Lecz
niestety owe stronice umykają za szybko i po chwili przyjemności znów mamy
godziny nudnych opisów, jakiś nie związanych z fabułą opowieści (żeby chociaż
były ciekawe…) czy rozmów z barbarzyńcami. Jak dla mnie Niżowców jest o wiele za
dużo a wiąże się z tym jeszcze nudniejsza fabuła. Historia jest opowiadana w
pierwszej osobie, przez Galena. Niestety w powieściach tego typu lubię narratora
wszechwiedzącego i w żaden sposób nie mogłem się przekonać do rycerzyka, który
to opowiada. Tak właściwie to nie wiadomo komu on to przekazywał. Jeżeli autor
zdecydował się na taki styl, to niech nie będzie on sztuczny. Troszkę
urozmaicenia nie zaszkodziłoby a wręcz przeciwnie poprawiłoby jakość bardzo
miernej książki. Bohaterowie nie mają swoich osobowości, jeden jest podobny do
drugiego. Niby są nakreślone rysy ich charakteru, lecz w moim odczuciu wydało mi
się sztuczne. Co z tego, że Ramiro lubi jeść, Galen uciekać od kłopotów a jego
giermek jest babiarzem. Takie zachowania potrafiłby wymyślić każdy z nas i
podejrzewam, że wielu z nas napisałoby lepszą opowieść od tej, którą zaserwował
nam pan Williams.
|
|
|
|
|
Galen Beknighted |
|
| fantasy |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Do translacji nie mam większych zastrzeżeń. Literówek nie
stwierdziłem. Żaden wyraz nie wydał mi się dziwny, nie pasujący do klimatu.
Ogólnie tłumaczenie jest znośne. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to powtarzające
się obrazki przy nowych rozdziałach. Dla przykładu podczas podróży Galen natknął
się na trolla. A więc przy tytule rozdziału pojawił się obrazek owej bestii. Nic
dziwnego. Jednak jakieś 100 stron dalej spotkał kolejnego zielonoskórego i???
Tak, przy rozdziale widniał ten sam rysunek co przedtem. Taki incydent pojawił
się parę razy. Nie wierzę, żeby wydawnictwu zabrakło rysunków. Lenistwo emanuje
od tej książki na każdym kroku.
Tej pozycji wyjątkowo nie polecam nikomu. Chyba, że
znajdzie się jakiś masochista, który na dodatek lubi spać przy czytaniu, bo mi
zdarzało się to często. Trochę szkoda, że książka z tak fajnej sagi musi dostać
tak niską ocenę. Ale szczególnie nad tym nie ubolewam, gdyż takim czymś powinno
się w piecu rozpalać a nie sprzedawać w księgarniach.
|
|