Kwiecień 2007      


|:  RECENZJA  :|

Michael Williams - Rycerz Galen
Raaistlin

Ostatnio miałem pewną scysję o oceny, które wystawiam książkom serii Dragonlance. Zdaniem niektórych były one o dwa-trzy oczka za wysokie. Jednak wtedy miałem się o co kłócić. Tym razem takiej sytuacji nie będzie, gdyż po prostu nie ma o co się sprzeczać. Przekonajcie się sami.

A więc zacznijmy od początku. Autor przedstawia nam w owej książce historię Łasicy. Być może niektórzy już go znają z poprzedniej części. Ja jednak dopiero go poznałem. I cieszę się, że nie miałem z nim styczności wcześniej. Bohater ów nie jest typowym przykładem rycerza. Najlepiej obrazuje go zdanie wypowiedziane przez jednego z bohaterów: „O nim zaś dałoby się powiedzieć niemal wszystko, prócz tego, że był doświadczony, bywały w świecie i mężny w boju”. Nic dodać nic ująć. Ten oto heros został poddany próbie. Jego brata porwali barbarzyńcy. Zbiera się ekipa, na której czele staje właśnie on. Na domiar złego jedzie z nim także gruby Ramiro, który i tak jest lepszym rycerzem od Łasicy. Podczas podróży do towarzystwa dołącza dworska kobieta i ślepiec ze swoim psem. Jednym słowem ekipa doborowa.

Już po takiej drużynie, można się domyśleć, że książka najwyższych lotów nie jest. Autor mógł bardziej dobrać towarzystwo. Być może zdecydował się on na ośmieszenie innych powieści fantasy, gdzie występują przemyślane, dopracowane pod każdym względem zespoły( wyśmienitym przykładem jest „Władca Pierścieni”). Jednak nie wyszło mu to najlepiej. Książka nie jest ani wciągająca, ani śmieszna. Już po kilku stronach można ją sobie odpuścić. Ja dobrnąłem do końca dopiero za drugim podejściem. I na końcu nie znalazłem nic, co by mnie zainteresowało. W ogóle chyba nie ma tu nic ciekawego. Williams posługuje się piórem dosyć dobrze. Przyznaję mu, że walki potrafi opisywać, lecz w tej pozycji nie znajdziecie ich za dużo. Gdy bohaterowie schodzą do podziemi, akcja troszkę się rozkręca i przez jakieś 50 stron zapominasz, iż jest to totalny chłam. Lecz niestety owe stronice umykają za szybko i po chwili przyjemności znów mamy godziny nudnych opisów, jakiś nie związanych z fabułą opowieści (żeby chociaż były ciekawe…) czy rozmów z barbarzyńcami. Jak dla mnie Niżowców jest o wiele za dużo a wiąże się z tym jeszcze nudniejsza fabuła. Historia jest opowiadana w pierwszej osobie, przez Galena. Niestety w powieściach tego typu lubię narratora wszechwiedzącego i w żaden sposób nie mogłem się przekonać do rycerzyka, który to opowiada. Tak właściwie to nie wiadomo komu on to przekazywał. Jeżeli autor zdecydował się na taki styl, to niech nie będzie on sztuczny. Troszkę urozmaicenia nie zaszkodziłoby a wręcz przeciwnie poprawiłoby jakość bardzo miernej książki. Bohaterowie nie mają swoich osobowości, jeden jest podobny do drugiego. Niby są nakreślone rysy ich charakteru, lecz w moim odczuciu wydało mi się sztuczne. Co z tego, że Ramiro lubi jeść, Galen uciekać od kłopotów a jego giermek jest babiarzem. Takie zachowania potrafiłby wymyślić każdy z nas i podejrzewam, że wielu z nas napisałoby lepszą opowieść od tej, którą zaserwował nam pan Williams.
 

 

 Galen Beknighted
 fantasy
 

 

Do translacji nie mam większych zastrzeżeń. Literówek nie stwierdziłem. Żaden wyraz nie wydał mi się dziwny, nie pasujący do klimatu. Ogólnie tłumaczenie jest znośne. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to powtarzające się obrazki przy nowych rozdziałach. Dla przykładu podczas podróży Galen natknął się na trolla. A więc przy tytule rozdziału pojawił się obrazek owej bestii. Nic dziwnego. Jednak jakieś 100 stron dalej spotkał kolejnego zielonoskórego i??? Tak, przy rozdziale widniał ten sam rysunek co przedtem. Taki incydent pojawił się parę razy. Nie wierzę, żeby wydawnictwu zabrakło rysunków. Lenistwo emanuje od tej książki na każdym kroku.

Tej pozycji wyjątkowo nie polecam nikomu. Chyba, że znajdzie się jakiś masochista, który na dodatek lubi spać przy czytaniu, bo mi zdarzało się to często. Trochę szkoda, że książka z tak fajnej sagi musi dostać tak niską ocenę. Ale szczególnie nad tym nie ubolewam, gdyż takim czymś powinno się w piecu rozpalać a nie sprzedawać w księgarniach.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!