O sobie słów kilka
Do Ciebie człowieku jadący w autobusie.
Siedzący na wyciągnięcie ręki. Oddzielony sztuczną granicą stworzoną przeze mnie
i przez ciebie. Śpieszysz się do swoich spraw. Bo czas to pieniądz. A masz go
tak mało. Te swoje statystyczne 65 lat. Patrzysz na mnie z nieufnością,
podświadomie chciałbyś porozmawiać, choćby o pogodzie. Lub o tym, że nie masz na
leki w aptece. O tym, że urodziła ci się córka. O tym, że rzucił cię chłopak.
Chcesz już się odezwać, powiedzieć. Wysiadłem - to mój przystanek.
Kolego ze szkolnej ławki, z boiska, osiedla. Czy jesteś mądrzejszy, czy mniej -
nie obchodzisz mnie. Czy piszesz wiersze czy napierdalasz ludzi na rogu. Czy
nasza rozmowa składa się z pozdrowień czy długich wywodów - leję na Ciebie. I
czasem chce sam siebie przekonać, że jest inaczej. Ze zależy mi na niektórych z
was. I tak zawsze zapominam, omijam, unikam, odchodzę... Opowiadasz o swojej
dziewczynie, o swoich uczuciach, rzucam radę. Czuję z tobą więź podobnych
problemów, tych samych zainteresowań, miejsca zamieszkania. To trwa tylko 5
minut. Potem wracam do własnego Ja i Moje. Burak ze mnie.
Przyjaciółko której tak naprawdę nie ma. Ty która mówisz mi o swoich uczuciach.
O chłopakach, których są lub być powinni. O tym który nie zadzwonił w dniu
twoich urodzin. O tym który nie powiedział, że kocha. Dziękuję za rozmowy,
których nie było. Za tą jedna krótką wymianę zdań kiedy byłem pod wpływem -
najpierw alkoholu, potem ciebie. Dziękuję, że mogłem poczuć się potrzebny.
Dziękuję za obietnicę wyjścia na piwo lub kawę, której nie dotrzymamy.
Przyjacielu jeszcze z lat gimnazjum. 4 lata niby tak dużo, a nie wiem o Tobie
wszystkiego i pewnie nigdy się nie dowiem. Chamie śmiejący się z listu
pożegnalnego do pierwszej dziewczyny. Pijący zawsze kiedy zabraknie toastów - za
przyjaźń. To mi nie przeszkadza w końcu nie całkiem ale przecież cię znam.
Przyjacielu o którym zapomnę kiedy wylądujemy w innych miastach na studiach.
I zostałaś Ty. Ty która dałaś mi tyle szczęścia. A nie chciałaś położyć się na
trawie obok mnie. Zapomniałem. Pobrudzimy spodnie. Ty która nie chodziłaś w
sukienkach ze względu na swoje nogi, które uwielbiam dotykać. Moja miłość do
której biegłem o 23 żeby przeprosić za słowa których nie chciałem powiedzieć.
Wdzięczność za chwile ciepła i szczęścia. I właśnie ta cudowna świadomość - o
tym, że jesteś. Czasami wkrada się między nas monotonia kiedy, kolejny raz
siedzimy patrząc sobie w oczy. I oszukujemy się, że nuży nas to, że tak nie
powinno być. Jak więc? Milczymy. Uśmiechając się do siebie. Kocham Cię. Jesteś
wyjątkowa.
Potwierdzasz regułę.
citizen
***
z innej beczki:
Magazynie który znalazłem kiedyś na cover CD. Ty który stworzyłeś w mojej głowie
zamęt. I nic nie było już tak czarne i białe. Magazynie tworzony przez ludzi dla
ludzi. Przynajmniej do któregoś tam numeru... Dałeś mi przeczytać najwięcej
tekstów o niedoszłych samobójcach, o potworach stawonogach innych różnościach.
Dałeś mi poczuć niesamowitą atmosferę jednego ze swoich zjazdów. I mógłbym tak
wymieniać i dalej pisać swój grafomański tekst ale prawda jest inna. AM jest
tylko magiem tworzonym przez writerów dla writerów. I chyba nic już nie zmieni
tego kółka wzajemnej adoracji. W sumie dlaczego miałoby to być złe. Mogę być
writerem AM - nawet najgorszej kategorii. Co mi w sumie zależy? Będę miał
satysfakcję z faktu, że ktoś jednak otworzy tego arta, a może nawet przeczyta
akapit czy dwa.
Komentarz dodany miesiąc później: e tam głupoty
piszę i ogólnie nie zgadzam się z autorem - autor