Nocny do Wrocławia

Jeździ przez cały rok. Codziennie. Opuszcza Przemyśl kilka minut po 22 zabierając ze sobą sennych pasażerów. Niektórych do Wrocławia, część jednak zostawia gdzieś po drodze. Środek transportu, sposób na przewiezienie trefnego towaru. Dla niektórych miejsce zarobku. Nocny pociąg relacji Przemyśl – Wrocław.


Wlecze się leniwie. Stacja za stacją przemyka w półgodzinnych odstępach, nieraz dużo rzadziej. Gdyby człowiek chciał całą drogę patrzeć przez okno, to rozmazane latarnie tylko miejscami orałyby ciemność świetlistą smugą nieśmiałego światła. Poza tym pustka. Oczy same się zamykają. Pół biedy, gdy jest się samemu w przedziale. Wystarczy ściągnąć buty i cały fotel do dyspozycji. Całkiem wygodny, tylko zagłówków nie ma.

Samotność...

Zazwyczaj ludzi jest mało. Ci co wsiadają w Przemyślu, to albo studenci, albo przybysze ze wschodu. Inni to rzadkość. Różnica niewielka – wszyscy z torbami, plecakami, tobołami. Półki się uginają. Ciężko powiedzieć, co kto wiezie. Czasem jakiś komputer, domowe jedzenie do akademika, ubrania. Pasażerowie z byłego ZSRR tradycyjnie – na handel. Co? Wszystko, co da się sprzedać. Nierzadko papierosy i alkohol. Szkło jednak nie dzwoni w kratowanych torbach. Zbyt niebezpieczne.

Wchodzą zaraz do pierwszego wagonu. Najwygodniej, bo zaraz po wyjściu z podziemnego przejścia. Odwieczny rytuał: poszukiwanie samotności. Magia alienacji kusi. W pierwszym przedziale ktoś siedzi, podobnie w następnym. Mało kto wchodzi do już zajętego. Przemierzają cały skład. Stacja początkowa, więc nietrudno o pusty kąt. Wystarczy być wcześniej. Gdy człowiek ma szczęście to jedzie sam co najmniej do Rzeszowa. Czasem dalej.

...w tłumie...

Na ogół jednak pociąg nie pozwala zapomnieć o drugim. Przysiadają się szybko, często już na następnym postoju. Niektórzy wchodzą, pytają czy wolne. Inni bez słowa rzucają torbę na półkę i zajmują miejsce. Rozmowy w nocnym to rzadkość. Noc, oddzielona od przedziału cienką szybą, dziwnie wygasza człowieka.

Zdarzają się różni ludzie. Samotni, pary. Czasem z dziećmi. Zmęczeni, śpiący. Jedni z książką, inni z piwem. Pierwsi milczący, zatopieni w swoim świecie, nie narzucają się. Drudzy – zazwyczaj wylewni. Zwykle opowiadają, mimo, że nikt nie chce słuchać. O pracy, rencie, bezrobociu, rządzie. O własnych demonach. Mówią, nie dyskutują. Stwierdzają, nie przekonują – nawet gdy ktoś się włączy. Im wystarczy, że powiedzą. Sądy wyrzucane znad aluminiowej puszki są równie niezmienne, jak trasa pociągu. Człowiek skazany na walkę z beznadzieją szuka oparcia w obcym. W alkoholu również. Zasypiają zmorzeni podróżą. Siedzieć koło takiego to udręka – nigdy nie wiadomo, jak się zachowa.

...barbarzyńców

Najgorzej jest podczas derbów. Pociąg wypełnia się agresją i szalikami. Dworce – policją. Gdy pośpieszny wjeżdża na peron, ludzie w przedziale wstrzymują oddech patrząc ukradkiem na puste miejsca obok. Wsiadają. Przesuwają się korytarzem wagonu. Nachalnie, lekceważąc sen spowijający pociąg. Depczą go wulgarnością, wściekłym spojrzeniem w kierunku Policji i gwałtownością ruchów. – Skąd państwo są? Pan jest z Gorzowa? Wy tam macie nienawiść do Niemców – dwudziestokilkuletni mężczyzna z blizną na policzku zaczyna rozmowę. Ignorowany idzie szukać ciekawszego przedziału. Kolejna stacja. W pociągu jadącym w przeciwną stronę kibice z Trójmiasta. – Arka Gdynia! – wybuchają, widząc powiewające szaliki z nocnego do Wrocławia. – Kurwa! Świnia! – odpowiada jeden wagon ze składu. Policjanci obojętnie obserwują obydwa pociągi. Pasażerowie starają się nie patrzeć.

Strach przed Innym

Cisza potrafi być zdradliwa. Światła wygaszone, lokomotywa ciągnie wagony przed siebie w pustkę. Mało kto nie śpi. Ludzie wykorzystują wszystko: plecaki, kurtki, nawet zasłony w przedziałach. Każda rzecz jest dobra, by oprzeć głowę. Rytmiczny stukot kół nie przeszkadza. Wprost przeciwnie. Sen przychodzi szybko.

Nie dla wszystkich jednak. Niektórzy liczą na zmęczenie pozostałych. – Nie chciałem usnąć. Wystarczyła chwila. Zostawili torbę, wyjęli sam komputer – student nie kryje złości. Kradzieże w nocnym to norma. Najłatwiej stracić coś przejeżdżając przez konurbację śląską. Częste stacje i środek nocy stwarzają świetne warunki. Kolej niezbyt się tym przejmuje. Na wiadomość o chodzących po składzie podejrzanych typach konduktorzy wzruszają ramionami. Służby Ochrony Kolei przejdą dwa razy po pociągu i na tym się kończy ich praca. Czasem ktoś jedynie dostanie mandat za otwarte piwo.

Pokątny handel

Paradoksalnie, o złoty napój nietrudno. Wystarczy poczekać. – Piwo, piwko, piweczko! Dobre piwo! – znajomy, za każdym razem ten sam, donośny głos rozrywa na strzępy ciszę nocną. W razie, gdyby ktoś nie usłyszał, mężczyzna w znoszonej szarej kurtce, ze sportową torbą na ramieniu otwiera drzwi każdego przedziału. – Piwo dla państwa? Za każdym razem to samo pytanie. Zazwyczaj bez odpowiedzi. Czasem jednak ludzie kupują. Najtańsze, z supermarketu, tutaj po 4-5 zł za puszkę. Zapytany, ile zarabia, nie odpowiada. Dopiero po chwili, dając puszkę, mówi, że sprzedaje kilka w każdym pociągu. Przez noc się trochę uzbiera. Odchodzi, otwierając kolejny przedział. Te same słowa, niczym mantra. Może ktoś się skusi. Przechodzący konduktor nie reaguje. Odpowiada tylko na pozdrowienie handlarza i znika w wagonie pierwszej klasy. Aż dziwne, że konkurencji nie ma.

Tłum, wszędzie tłum

Pociąg diametralnie zmienia się po świętach i dłuższych przerwach. Ciszę przerywaną wlewającymi się na kolejnych stacjach podróżnymi zastępuje bezustanny gwar ludzi stłoczonych na niemożliwie małej przestrzeni. Najlepiej mają jadący od początku do końca. Oni zawsze siedzą i wysiadają obywając bez ekwilibrystyki z bagażem. Inni mogą zapomnieć. O wygodzie, życzliwości, spokojnej podróży. Przepełnione korytarze, zablokowane wc. Przepychający się łokciami konduktor zazwyczaj rezygnuje po jednym przejściu. Częściej jednak po prostu nie wychodzi ze swojego przedziału, by nie denerwować ludzi. Ci reagują różnie. Niektórzy się śmieją, niektórzy przeklinają. Standardowo: kolej, rząd, ludzi obok. Bluzgi rzadko kiedy potrafią być oryginalne. Niektórzy nawet na to się nie silą. Zasypiają na stojąco, oparci głową o szybę przedziału. Inni z zazdrością patrzą na siedzących. Ci unikają ich wzroku. Czasem wprost przeciwnie – wyzywająco patrzą w oczy zdając sobie sprawę ze swej przewagi.

Niezmiennie

Za każdym razem tak samo. Podróż ciągnie się w rytm mijanych miast. Ludzie przychodzą, odchodzą. Kierownik pociągu wykonuje swoją pracę, nic więcej. Wrocław. Ktoś się budzi. Inny, nieświadomy końca jazdy, śpi w najlepsze i czeka na życzliwe potrząśnięcie ręki. Gdy człowiek dojedzie na miejsce to z ulgą opuszcza przedział. Ostatni rzut oka na fotel. Krok na peron. Inna rzeczywistość.

Gregorius grzeniu@gmail.com
gregorius.blogr.com