Kanadyjski Klon

 Świst powietrza w uszach. Przeszkoda zbliżająca się w zawrotnym tempie. Wybicie, kawał drewna obracający się pod nogami. Złap ją! JEST! Odjazd z wielkim bananem na twarzy i poczuciem, że jest się panem stworzenia.

Cztery kółka, dwie metalowe ośki, kawał drewna. Źródło szczęścia. Źródło bólu.

Deskorolka.

I co niby w niej jest takiego fascynującego? - zapyta ktoś. I tu mógłby się ten artykuł skończyć, bo ten kto nigdy na desce nie stał, w życiu nie zrozumie satysfakcji płynącej z jazdy na niej. Ale przypomnij sobie swoją pierwszą młodzieńczą miłość. Spróbuj wytłumaczyć komuś jak to jest, komuś kto nigdy nie kochał. Deska oprócz przynależności do jakiejś grupy, daje również sferę intymną, coś osobistego. Chwile kiedy liczysz się tylko Ty i ona. Kiedy czujesz, że możesz zrobić wszystko co zechcesz. Nie trwa to długo, bo prędzej czy później i tak czeka Cię spotkanie z twardym betonem. Ale przecież ważne są chwile.
 Niektórzy stwierdzą, że deskorolka to komercyjna zabawa w której chodzi o pieniądze, fajne ciuchy i lans. Ale ludzie, którym naprawdę na tym zależy, chodzi o coś innego. Im zależy na jeszcze jednej próbie, pomimo ciała, które odmawia posłuszeństwa, próbują mimo, nikłych szans na powodzenie. Bezustanne śrubowanie własnych limitów. I ciągłe pokonywanie przeszkód - nie tych na ulicy - tych w nich samych.

                                                                                                                       citizen
PS. p a t e t y c z n e, nieco. Do przeczytania.